Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

Ale

z jednej strony
głosy świata
pragnienia i życia hałasy 
dzianie się, stawanie, codzienność

ale

w mgnieniach, przeczuciach
i pyłkach na maleńkich
skrzydełkach owadów
są tajemnicze przejścia
dla odważnych marzycieli



one są daleko
i blisko

ale

wystarczy raz
dotknąć ręką nieba
by wiedzieć
że odległość jest złudzeniem

rozglądałam się już nie raz
po różnych świątyniach, sanktuariach 
wzniosłych katedrach
i prostych kaplicach
po galaktykach, mlecznych drogach
 mgławicach mglistych
i wielkich niedźwiedzicach

one są daleko
jak nieskończoność
i jak ziemia pod stopami blisko




ale

drzwi do mocy życia
do światła i ciemności
do pierwotnego dźwięku 
do Źródła
do miłości
są we mnie

jak wszystko

Jakby na coś czekały

A każde drzewo, to okruch wieczności.
(Wiesław Myśliwski)

*

usłyszeć drzewo w sobie
usłyszeć siebie w drzewie
znaleźć drzwi w głąb, w podziemne korytarze
powrócić do korzeni
korzeniami do ziemi
ziemią do wody
wodą do nieba
aż i tylko tyle
nic więcej nie trzeba



Przeważająca liczba drzew nigdy nie doczeka się
dotknięcia ręką człowieka.
Mimo że rosną w miejscach, gdzie codziennie przechodzą obok ludzie.
Dużo ludzi.
Wzdłuż chodników, w parkach, wokół osiedlowych domów, 
na placach, przy przystankach, w ogrodach, na wsi czy w mieście -
zdajemy sobie sprawę z ich obecności, ale na tym koniec.
Idziemy dalej.
A przecież one do nas nie podejdą.

Często mam wrażenie jakby wodziły za nami wzrokiem.
Jakby na coś czekały. Jakby miały na coś nadzieję.
Jakby za czymś tęskniły.
Jakby.
Jednak. 
Jednak ludzie najczęściej mijają je jakby ślepi, głusi, zamknięci.

Dotknijmy ich czasami. Zauważmy je.
Wystarczy 30 sekund. Zatrzymać się i przyłożyć dłoń do kory.
Pogłaskać, poklepać.
Z czułością. Z wdzięcznością. Świadomie.



Nie tylko wtedy, gdy potrzebujemy ich energii, 
gdy szukamy wsparcia czy wzmocnienia -
gdy idziemy w zaciszne miejsce, by nikt nas nie widział,
wyszukujemy zdrowe, dorodne drzewo 
i przytulamy się do niego w konkretnym celu.

Chodzi mi o dotykanie przydrożnych drzew, 
do których nikt się nie uśmiecha, 
choć cierpliwie  stoją tam od zawsze;
drzew miejskich, które dzień po dniu
tkwią w zgiełku i szumie, w pośpiechu mijających je ludzi;
drzew, które rosną tuż przy domach, 
z których stale mieszkańcy wychodzą, albo wchodzą.
Czasem, na wiosnę, ktoś przelotem zauważy:
O! Zobacz, są już młode liście!  Jakie piękne! I bazie!

Traaach gałązki do wazonu...

Dotykajmy tylko po to, by podarować ten dotyk.
Krótka chwila wystarczy.

Wiązów jest coraz mniej, bo czują się niepotrzebne,
niedostrzegane. Wspierajmy je, gdy tylko napotkamy.

Zauważajmy drzewa. Zwracajmy na nie uwagę.
Podarujmy uśmiech, dobrą myśl, spojrzenie,
współodczuwanie.

Dotykajmy. 
Każde jedno dotknięte drzewo przekaże wiadomość innym:
że ludzie są dobrzy, że kochają,
że niosą w dłoniach czułość, a nie piłę motorową,
że można im zaufać, że jest dla kogo istnieć,
zielenić się, rosnąć, kwitnąć, szumieć, szeleścić.

Wiele z nich było tu przed nami.
Inne zostaną po nas. 
Uczcijmy tę krótką chwilę w wieczności, w której mogliśmy zaistnieć razem.




*

"W drzewach, w koronach drzew,
pod sutymi sukniami liści,
pod sutannami blasku,
pod zmysłami, pod skrzydłami, pod berłami,
w drzewach kryje się, oddycha, kołuje
ciche, senne życie,
szkic wieczności".
(Adam Zagajewski)


Z tęsknoty duszy

"Nie wolno się zadowalać byle czym.
Ukochanego mężczyzny nie można wybrać
z gotowego bufetu.
Trzeba go wybrać z tęsknoty duszy.
Nikogo dzika kobieta nie mogłaby ukochać bardziej,
niż mężczyznę, który jej dorówna.

Nakazanym przez naturę zadaniem mężczyzny
jest odnaleźć Jej prawdziwe imiona i wykorzystać tę wiedzę,
by się zbliżyć i zrozumieć duchową substancję,
z której jest zrobiona, pogrążyć się w Niej,
otulić Nią, zadziwić, doznać wstrząsu, a nawet przerazić.
I zostać z tym.
I wyśpiewać dla Niej Jej imiona.
Od tego Jej oczy nabiorą blasku.
I Jego oczy nabiorą blasku".

(Clarissa Pinkola Estés, "Biegnąca z wilkami")



między westchnieniem
a liściem spadającym
skrapla się cisza

potem paruje

tak rodzi się mgła
za którą snujesz się w kapeluszu
sennie, niewyraźnie

mogę się w tobie zakochać
jeśli jesteś dziwny
dziki i nieodgadniony
jeśli przeszedłeś
przez wiele zamkniętych drzwi
żadnych nie otwierając

jeśli umiesz czytać
z dłoni leśnej paproci
i znajdować życie
wśród korzeni drzew
jeśli umiesz śmiechem
zabić złą godzinę
i kłamać jak z nut
patrząc prosto w oczy

mogę, jeśli umiesz zakreślić
ogniste kręgi na wodzie
i jeśli lubisz z dziupli
wyjadać kradzione orzechy

jeśli tylko umiesz
z dymu dom zbudować
z bujanym fotelem
gdzie u progu konar stuletni
obok miotły mojej postawisz

mogę się w tobie zakochać
a potem...

potem cicho wymkniemy się
z tej baśni



Kochaj mnie za to, co widzisz z zamkniętymi oczami,
albo za to, co czujesz, kiedy milczę.
To samo zrobię dla ciebie, wędrując u twego boku.
A jeśli będziesz ze mną, nauczę cię latać,
a ty nauczysz mnie pozostać.
(modlitwa indiańska)

Twoja nieobecność

             (dla R) 

tego dnia słodko pachniały 
bursztyny upału 
moje stopy podpływały pod fale
patrząc jak gubią się muszle 
na nieznanym brzegu 
Ciebie już nie było
ale była Twoja nieobecność

noce były krótkie
i brakowało im czasu na sen
słońce szybko wracało
może nawet wcale nie odchodziło
tylko drzemało przyczajone
w niezliczonych oknach
nadmorskich hoteli

¡qué calor! - powiedziałeś
chociaż Cię nie było
weszłam w słońce, szukając Cię
promienie smakowały gorąco
ale dusza nie dawała się spalić

tego dnia mnisi śpiewali
w świątyni lata
krusząc kadzidło i liście lawendy
słodko pachniało serce modlitwy
¡qué aroma! - powiedziałeś
chociaż wcale Cię nie było

wielka źrenica tao otworzyła się
gdy na jej rzęsach zawiesiłam
Twoją nieobecność

tu ausencia me duele -
wielokrotnie odpowiedziało echo

wcale nie odszedłeś
drzemiesz tylko przyczajony
w niezliczonych oknach
mojej miłości



W sadzie


wyplatam koszyk
na nasze słodkie 
dojrzałe wiersze
zawiśnie potem 
by się kołysać wiecznie
na wietrze

my w tym czasie 
pójdziemy daleko
między garbate 
płodne jabłonie
bujać nas będzie 
uczuć huśtawka
szmer bransoletek 
na moich dłoniach

zanim wejdziemy 
na Mleczną Drogę
dam ci krainę 
miodem płynącą
nie wiem czy wrócisz, 
bo to jest miejsce
gdzie mieszka magia 
i gwiazd tysiące

abyś nie przepadł 
w rozkosznym sadzie
gdzieś na gałęzi 
zawieszę nić
błękit mych oczu 
drogę ci wskaże
gdy się obudzisz, 
by nadal śnić...



Deszcz

niezapowiedziany
przyniosłeś kwiaty
jak tamtej wiosny

uparty deszcz
wciąż stuka w okno
przemokłeś

wyłącz telefon
rozluźnij krawat
przyniosę kieliszki

tak, naprawdę
możesz tu dziś zostać
przecież pada

niezapowiedziany
uparty jak deszcz
sączysz wino

zbyt głośne bicie serc
jakoś zagłuszymy
będziemy szeptać

wiersze



(foto: net)

Ale nie

w pożółkłe liście dmie wiatr
starą aleją w parku
otulona jego szalikiem
wraca pierwsza miłość
myślałaś, dawno temu rozpadła się
jak tamte listy podarte
ale nie

krótkie cienie drzew
nisko chodzi słońce
otulone jego rzęsami
wraca ostatnie spojrzenie
myślałaś, dawno temu spłonęło
jak tamte zdjęcia w kominku
ale nie

miłość, której nie chciałaś
której nie rozpoznałaś
oddycha gdzieś w eterze
i w pamięci twojego ciała
myślałaś, będzie gorzka
jak czarna kawa bez cukru
ale nie

pragniesz
w przeszłości zatrzymać świat
byście, nim ruszy dalej
pójść mogli inną drogą


Przypływ

właśnie zaczyna się przypływ
atramentem na niebie rozlana
bezsenna noc, bezsenna ja
czerwienią wina rozgrzana


klękam na piasku, dotykiem kolan
maluję muszle, smaki, zapachy
wiatr gładzi skórę morzem pachnącą
niesie skądś dźwięki gitary


niczym kronikarz spisujesz
gwiazdy odbite w oczach
każdą kroplę mojego ciała
właśnie zaczyna się przypływ

niech nikt nam nie przeszkadza...


Myśli o tobie

światło budzi się w szmaragdach
rozrzuconych po plaży
taki jest tu każdy świt
który oglądam z wysokości
słów pisanych patykiem na wodzie

o tej porze na piasku
nie ma żadnych śladów
bo jeszcze nigdy nie było
tego właśnie dnia
tej słonej kropli na brzegu oka

leżę na skraju fal
byłam tu sama dopóki
nie przyszły myśli o tobie
teraz pragnienia pękają
jak dojrzałe owoce


Z końcem karnawału

mężczyzna blues i kobieta flamenco
to niecodzienna para
on na gitarze brzdąka
ona w tańcu się spala

gdy karnawał po świecie się toczy
kiedy grzeszy Copa Cabana
on - zakłada kapelusz
ona rozsuwa kolana

plaża w Rio gorąca jak miłość
a noc się bawi do rana
on - całuje namiętnie
ona sambą faluje rozgrzana

wnet powrócą na karty wiersza
niegrzeczni jak kropla szampana
on w swoim czarnym sombrero
ona – nie do końca ubrana

rysunek: Klaudia Bajorek

Pistacje i wino


pamiętam ten stół
wiosną, pod gołym niebem
dużo kwiatów, pistacje i wino
szumiały liście chyba
albo może coś innego
w mojej głowie... nie wiem...

wirowała stara płyta
w równie starym patefonie
to było spotkanie w stylu retro
goście poszli, ty zostałeś
wirował też świat cały
i na balkonie pelargonie

potem poszliśmy małą uliczką
jakich pełno w Madrycie
nagle staccato naszych serc 
głośne jak dzwony
o świcie...

bim - bam, bim - bam
to dziwne
nikogo nie ma
ani mnie, ani ciebie
skąd ten stukot obcasów?
skąd, no skąd tych serc bicie?