Miejsce Spotkań Wymyślonych zaprasza, abyś żył w pełni każdą porą roku, jaka nastaje, każdą fazą księżyca, każdym wschodem i zachodem słońca, każdym dniem i nocą każdą, i każdym oddechem...
Zaparzyłam dwie filiżanki radości. Jedna jest dla Ciebie.
Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...
pragnienia i życia hałasy dzianie się, stawanie, codzienność ale
w mgnieniach, przeczuciach i pyłkach na maleńkich skrzydełkach owadów są tajemnicze przejścia dla odważnych marzycieli
one są daleko
i blisko ale
wystarczy raz
dotknąć ręką nieba
by wiedzieć
że odległość jest złudzeniem rozglądałam się już nie raz po różnych świątyniach, sanktuariach wzniosłych katedrach i prostych kaplicach po galaktykach, mlecznych drogach mgławicach mglistych i wielkich niedźwiedzicach one są daleko jak nieskończoność i jak ziemia pod stopami blisko
ale
drzwi do mocy życia do światła i ciemności do pierwotnego dźwięku do Źródła do miłości
A każde drzewo, to okruch wieczności. (Wiesław Myśliwski) * usłyszeć drzewo w sobie
usłyszeć siebie w drzewie
znaleźć drzwi w głąb, w podziemne korytarze
powrócić do korzeni
korzeniami do ziemi
ziemią do wody
wodą do nieba
aż i tylko tyle
nic więcej nie trzeba
Przeważająca liczba drzew nigdy nie doczeka się
dotknięcia ręką człowieka.
Mimo że rosną w miejscach, gdzie codziennie przechodzą obok ludzie.
Dużo ludzi.
Wzdłuż chodników, w parkach, wokół osiedlowych domów,
na placach, przy przystankach, w ogrodach, na wsi czy w mieście - zdajemy sobie sprawę z ich obecności, ale na tym koniec. Idziemy dalej. A przecież one do nas nie podejdą. Często mam wrażenie jakby wodziły za nami wzrokiem. Jakby na coś czekały. Jakby miały na coś nadzieję. Jakby za czymś tęskniły. Jakby. Jednak. Jednak ludzie najczęściej mijają je jakby ślepi, głusi, zamknięci.
Dotknijmy ich czasami. Zauważmy je.
Wystarczy 30 sekund. Zatrzymać się i przyłożyć dłoń do kory.
Pogłaskać, poklepać.
Z czułością. Z wdzięcznością. Świadomie.
Nie tylko wtedy, gdy potrzebujemy ich energii,
gdy szukamy wsparcia czy wzmocnienia -
gdy idziemy w zaciszne miejsce, by nikt nas nie widział,
wyszukujemy zdrowe, dorodne drzewo
i przytulamy się do niego w konkretnym celu.
Chodzi mi o dotykanie przydrożnych drzew,
do których nikt się nie uśmiecha, choć cierpliwie stoją tam od zawsze;
drzew miejskich, które dzień po dniu
tkwią w zgiełku i szumie, w pośpiechu mijających je ludzi;
drzew, które rosną tuż przy domach,
z których stale mieszkańcy wychodzą, albo wchodzą.
Czasem, na wiosnę, ktoś przelotem zauważy:
O! Zobacz, są już młode liście! Jakie piękne! I bazie!
Traaach gałązki do wazonu...
Dotykajmy tylko po to, by podarować ten dotyk.
Krótka chwila wystarczy.
Wiązów jest coraz mniej, bo czują się niepotrzebne,
niedostrzegane. Wspierajmy je, gdy tylko napotkamy.
Zauważajmy drzewa. Zwracajmy na nie uwagę.
Podarujmy uśmiech, dobrą myśl, spojrzenie,
współodczuwanie.
Dotykajmy. Każde jedno dotknięte drzewo przekaże wiadomość innym:
że ludzie są dobrzy, że kochają,
że niosą w dłoniach czułość, a nie piłę motorową,
że można im zaufać, że jest dla kogo istnieć,
zielenić się, rosnąć, kwitnąć, szumieć, szeleścić.
Wiele z nich było tu przed nami.
Inne zostaną po nas.
Uczcijmy tę krótką chwilę w wieczności, w której mogliśmy zaistnieć razem.
* "W drzewach, w koronach drzew, pod sutymi sukniami liści, pod sutannami blasku, pod zmysłami, pod skrzydłami, pod berłami, w drzewach kryje się, oddycha, kołuje ciche, senne życie, szkic wieczności". (Adam Zagajewski)
bursztyny upału moje stopy podpływały pod fale patrząc jak gubią się muszle na nieznanym brzegu
Ciebie już nie było
ale była Twoja nieobecność
noce były krótkie
i brakowało im czasu na sen
słońce szybko wracało
może nawet wcale nie odchodziło
tylko drzemało przyczajone
w niezliczonych oknach
nadmorskich hoteli
¡qué calor! - powiedziałeś
chociaż Cię nie było
weszłam w słońce, szukając Cię
promienie smakowały gorąco
ale dusza nie dawała się spalić
tego dnia mnisi śpiewali
w świątyni lata
krusząc kadzidło i liście lawendy
słodko pachniało serce modlitwy
¡qué aroma! - powiedziałeś
chociaż wcale Cię nie było
wielka źrenica tao otworzyła się
gdy na jej rzęsach zawiesiłam
Twoją nieobecność
tu ausencia me duele -
wielokrotnie odpowiedziało echo
wcale nie odszedłeś
drzemiesz tylko przyczajony
w niezliczonych oknach
mojej miłości