.

.
"Człowiek, którego energie zaczynają się przelewać - musi się łączyć: z ludźmi, ze zwierzętami, z drzewami, a nawet ze skałami. Jeśli idzie po ziemi, łączy się z ziemią, jeśli pływa w rzece, łączy się z rzeką, jeśli patrzy na gwiazdy, łączy się z gwiazdami. Ale przede wszystkim człowiek taki znajduje swoje centrum i łączy się ze samym sobą". (Osho)

Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem zawartym w kropli. (Rumi)


Obserwuj Mar

Traductor
English French German Spain Italian Dutch Russian Portuguese

Czy ten świat naprawdę istnieje?

Iluzje tego świata tak bardzo się nam narzucają,
że przyjmujemy je za realne.
A tymczasem, na przykład - kolory. 
Nie istnieją. 
To jedynie cecha tworzona przez mózg,
a nie właściwość rzeczy samej w sobie.
Mój niebieski samochód nie jest niebieski.
No to jaki jest?
Moja żółta sukienka nie jest żółta.
Hmm...

Trawa oczywiście też nie jest zielona. To tylko my ją tak postrzegamy
dzięki temu, że oko potrafi rozróżniać różne długości fal.
Widzenie kolorów to wyłącznie subiektywne wrażenie psychiczne
powstające w mózgu.




Ciemność. Nie istnieje. 
To jedynie brak światła.
Jeden promień światła jest w stanie rozproszyć najgłębszą ciemność.
Możemy przenosić źródło światła i ciemność znika.
Ale nie da się wziąć ciemności i zanieść jej gdziekolwiek,
aby zaciemnić rozświetlone miejsce.




Czy ten świat w ogóle jest jakiś sam w sobie?
Skoro żyjemy w tym samym świecie, a widzimy go na tyle różnych sposobów?

Obraz rejestrowany przez konie jest powiększony o około 50%
w stosunku do naszej percepcji.
Ptaki widzą to, co dla ludzi jest niewidoczne,
ponieważ siatkówka ich oka jest wrażliwa na ultrafiolet.
Po zmroku kot widzi około 8 razy lepiej niż człowiek.
Bielik amerykański widzi na odległość 5 km.
Mucha w ciągu jednej sekundy odróżnia 300 błysków światła,
podczas gdy człowiek - 50.


Po lewej stronie kwiat taki, jakim go widzi człowiek. 
Po prawej taki, jakim go widzi pszczoła. 
Jaki on naprawdę jest sam w sobie, 
gdy nikt na niego nie patrzy? 

Wszechświat jest pełen promieniowania o różnych długościach fal.
Wydaje nam się, że w kosmosie jest ciemno, ale tak nie jest.
To jedynie receptory siatkówki naszego oka nie wychwytują
innych długości fal niż te pomiędzy około 380 - 740 nanometrów.
W tym przedziale widzimy. 
Tylko tyle.
Gdybyśmy mieli zdolność widzenia w szerszych zakresach -
Wszechświat stałby się dla nas jasny jak słońce!
Kto wie, co jeszcze byśmy zobaczyli?

Czy da się zobaczyć wiatr?
Prąd? Powietrze? Energię? Gaz? Świadomość, myśli? Grawitację?
Czas? Atomy? Gwiazdy w dzień?
Im więcej światła, tym mniej widać...
Samego światła też zresztą nie widać...

A gdzie jest materia? 
Prawie cała materia składa się z atomów,
ale wypełnienie przeciętnego atomu materią wynosi mniej
niż około jednej dziesięciobilionowej procenta.
A elektron krążący gdzieś wokół jest jeszcze mniejszy
i jak dotąd nikt nie wykrył, aby przejawiał w ogóle jakiś rozmiar (!)
Przeszło 99,99% objętości zwykłej materii to pusta przestrzeń.

Patrząc do wewnątrz można zobaczyć
o wiele, wiele więcej, niż fizycznymi oczami.



Czy to jest mniej realne od tego, co widzimy w twardej materii,
która jest pusta
i w kolorach,
które nie istnieją?



Czy ten świat naprawdę istnieje?
Czy jest jedynie projekcją naszych umysłów?
A nasze umysły projekcją tego, który nas pomyślał?
A kto jego pomyślał?


Gdy go o to pytam, odpowiada: 
- Mam wiele drzwi. 
Otworzę ci te, do których zapukasz.





Cykle Życia i nowy wschód



Clarissa Pinkola Estés w "Biegnącej z wilkami"
opisuje siedmioletnie fazy naszego życia, tzw. septeños.
Wydobywa je na światło dzienne,
abyśmy mogły się w nich odnaleźć.
Opis jest skrótowy, do przemedytowania,
samodzielnego odkrycia tego, co głębiej.
Ramy czasowe tych cykli często pokrywają się z naszym wiekiem ziemskim,
ale może być też tak, że zostałyśmy w tyle,
albo zrobiłyśmy skok i szybciej przebyłyśmy poszczególne etapy.


0 - 7 
wiek ciała i marzeń;
socjalizacja bez utraty wyobraźni;

7 - 14
wiek rozdzielenia i splatania się
rozumu i wyobraźni;

14 - 21
wiek nowego ciała;
wiek dziewczęcy, pączkująca, 
jeszcze skrywana zmysłowość;

21 - 28
wiek nowego świata, nowe życie,
poznawanie różnych światów;

28 - 35
wiek macierzyństwa,
nauka matkowania sobie i innym;

35 - 42
wiek poszukiwań;
matkowanie własnej tożsamości,
poszukiwanie tożsamości;

42 - 49
początek starczej mądrości;
odnalezienie swej dalekiej siedziby,
dodawanie otuchy innym;

49 - 56
wiek podziemnego świata;
poznawanie znaczenia słów i obrzędów;

56 - 63
wiek wyboru,
wybór swojego świata i pracy,
jaka została jeszcze do zrobienia;

63 - 70
wiek strażniczki, przewodniczki;
przetworzenie całej zdobytej wiedzy;

70 - 77
wiek odmłodzenia;
pogłębianie wiedzy staruchy;

77 - 84
wiek istoty mgielnej;
znajdowanie wielkich rzeczy w małych;

84 -91
wiek snucia szkarłatnej nici,
zrozumienia splotów życia;

91 - 98
wiek eteryczności;
mniej słów, więcej istnienia;

98 - 105
wiek pneumy - oddechu,
ducha, tchnienia życia, powiewu;

105 +
wiek nieskończoności...



***


jestem wodą z milionów kropel
rudym ogniem tysięcy płomieni
eterem boskich tchnień nieskończonych
ziemią, solą, popiołem, kamieniem

jestem falą i oceanem
ziarnkiem piasku i wielką pustynią
w chwili czasu, w bezczasie zdarzeń
w szczelinie myśli, aż, tylko, tyle

w szumie umysłu znajduję ciszę
jasne znaczenie między słowami
po dniach ostatnich przyjdą następne
pełne i puste - jak dzbany gliniane

zbieram gwiazdy jak cenne diamenty
łączę drogi na wiecznych rozstajach
dzikie wilki jedzą mi z ręki
znam się dobrze - i nie znam się wcale

(Obraz: Bonnie Marris)

***

O poranku jestem wschodem.
Wstaję i rysuję w powietrzu drzwi.
Przechodzę przez nie w nowy dzień.
Toczy się, dzieje, wydarza.
Jestem południem.
Zauważam, wypełniam, nadaję kształt.
Poruszam się, modeluję, doskonalę.
Są chwile, gdy zastygam w działaniu, by poczuć obrót Ziemi.
I własne poruszanie się w bezruchu.
Gdy za plecami wieczór rozkłada lekki mrok -
tempo zwalnia - refleksja, odpoczynek, podziękowanie.
Jestem zachodem.
Integruję, akceptuję, celebruję.
A wieczór, granatowy, ciemniejący coraz bardziej
lekko wchodzi w noc, i znika.
Jestem północą.
Senność, Księżyc, gwiazdy, konstelacje. We mnie.
Zasypiam. Śnię. Odnawiam się.
Wszystkie kierunki spotykają się w jednym punkcie.
Pełnia.


Wkrótce najdłuższa noc zamknie cykl wdechu, 
domknie się czas gasnącego Słońca
i w naturze zacznie się nowy rok.
Dziękuję za to, co było i zapisało się na zawsze.
Czekam na nowy wschód.


Decembrrrr...

Zima jest piękna do pewnego stopnia... Celsjusza.
(Tadeusz Gicgier)




nastrój swój dom na zimę
otul go w światło świec
w zapach goździków i cynamonu
i rozcieplony o zmroku piec

stół ubierz w długi, lniany obrus
imbryk z herbatą i szklanki dwie
zaproś marzenia, małe tęsknoty
skrzata z kredensu, co wszystko wie

oknom daj fałdy grubych zasłon
za nimi czas zwolni bieg
czy masz swój ulubiony sweter?
bo jeśli nie masz, dlaczego nie?


Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiuśkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne. A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą, kiedy chcą. Niech się tłuką o ściany szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto był przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony z ciepła i samotności.
                                                              (Tove Jansson, Muminki)

*

A wewnątrz siedzi ten, kto rozkoszuje się długimi wieczorami
z aromatyczną herbatą i małym, cynamonowym ciasteczkiem,
które krzepi duszę i rozsładza wewnętrzny uśmiech.
Teraz, gdy grudniowy nów, tak wyraźnie słychać zadowolenie -
gdy ciepły koc, gdy blask świec, gdy ogień w kominku.
Całkowite zadowolenie odczuwalne gdzieś w głębokich,
wewnętrznych strumieniach samego siebie.
Stan podskórnego szczęścia.
W samiuśkim środku. 

Koty skryte w swoim zimowo - kontemplacyjnym murmurrrandum. 
Od czasu do czasu można wyjrzeć z budki,
żeby sprawdzić, że nic się nie dzieje i dalej iść spać.


Piecze się chleb.
Duchy domu wzdychają, syte ciepłem domowego ogniska.
Spokój spokojnieje jeszcze bardziej przed nocą.
A te noce najdłuższe teraz, najgłębsze,
a Wenus, jaśnie pani, mocna, świetlista, zagląda przez okno.
- Oh la la! Ale wam dobrze! 

Szykujemy się do zimowego przesilenia. 


(ilustracja: Jessica Boehman) 

*

"W zamierzchłych czasach, 
kiedy dni stawały się coraz krótsze i coraz ciemniejsze, 
ludzie stawali się niespokojni i przygnębieni, 
bojąc się, że to słońce umiera.
Wiedzieli, że bez słońca zginą.
W środku zimy stworzono rytuał przywołujący z powrotem źródło ciepła,
światła i obfitości, świętując przesilenie zimowe
podczas najdłuższej nocy w roku.
Kobiety dekorowały domostwa zielenią i przygotowywały
wspólne biesiady. Mężczyźni rozpalali ogromne ogniska -
jasne światło płomieni symbolizowało energię słońca;
przy nim wyprawiano uczty z tańcami i muzyką.


Obchodzenie święta przesilenia zimowego łączy nas
ze światem naturalnym, gdzie znajdujemy zaspokojenie
głęboko zakorzenionych podstawowych potrzeb kontaktu
z Siłą wyższą niż ludzka, i nieważne, jak tę Siłę nazwiemy.
Pięknym sposobem uczczenia przesilenia zimowego jest uważanie go
za święty czas refleksji, wyzwolenia, otuchy i odnowy.

Świat grudniowych nocy jest ciemny, zimny i ponury,
a ognisko płonie tak jasno.
Dziel się miłością i ciepłem z innymi.
Oczekuj powrotu Światła".
(Sarah Ban Breathnach)

Idę na długo

"Jestem tylko przerwą między kolejnymi błyskami,
żywym, wyostrzonym punktem 
na przecięciu dwóch spojrzeń, 
które nie znają się i spotykają we mnie".
(Octavio Paz)






Świątynie światła na szczytach.
Dokoła kwitnie uroda miejsc nieuczęszczanych, samotnych, pięknych.





Idę.
Idę na długo, bo krajobrazy wciągają i trudno zawrócić.
Idę w te fałdy, kolory, rozblaski, pomiędzy westchnienia duchów gór.
W falujący, eteryczny oddech samej siebie.


Zadałam sobie parę odpowiedzi i teraz szukam pytań.
Szukam nisko i wysoko, bo życie jest wszędzie.


Jesienne melancholie marszczą góry.
Dzwonią blaszki liści i płatki anemonów.
Smętki między przydrożnymi kamieniami, widzę je.
Widzę siebie w przelatującym ptaku.
Widzę, jak cienie poruszają się po dnie doliny.
Napotykam też spojrzenia dawnych pasterzy.
Ślady zdarzeń sprzed czasów odległych.
Stara ta ziemia...


I będę tak szła po śladach niczyich.
Wydeptując własne, na styku ziemi i poezji.
Drogami wiatru i westchnień.