Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Głód

Kiedy idą zmiany,
idę razem z nimi.
Jestem zmianą.
Wdechem i wydechem.

Gdy padają pytania,
nie szukam odpowiedzi.
To ja jestem odpowiedzią.

Gdy płaczę
nie szukam winnych.
To ja jestem płaczem.
Śmiechem.

Gdy mgła zasnuwa przestrzeń
i niewiele widać -
widzę siebie.


Cisza bezszelestnie
przesuwa się po duszy.
Dźwięczy w ciele.

Samotność pokazuje 
co jest,
a czego nie ma,
co jest syte, a co głodne,
dotyka we mnie
Żywego.

Jem tylko wtedy,
gdy jestem głodna.

I to dotyczy w życiu
wszystkiego.

W drodze po cuda

 idę po cuda

tkanina życia lekko faluje
na oddechu czasu
słodka melancholia
zawsze jest blisko
przenika przez szczelinę 
między światami
prowadzi mnie magia
która przekracza wieki

idę po cuda
które czekają
by stać się rzeczywiste


nietykalność
chroni to co było
i to co będzie

szelest liści przypomina mi
że jestem częścią jesieni
i kory skrzypienie na skórze

cichy śnieg przypomina mi
że jestem częścią zimy
i dreszcz zimna na skórze

eksplozja zieleni przypomina mi
że jestem częścią wiosny
i zapach płatków na skórze

upalny wiatr przypomina mi
że jestem częścią lata
i lśniące krople na skórze

idę po cuda


gdy zapalam świeczkę
wszystkie świecą
gdy drży jeden kamień
wszystkie drgają
prowadzi mnie dobra gwiazda
i wszystkie wskazują mi drogę
jak noc szeroka i długa

i choć to wszystko
idę
idę po cuda

A potem już nic

Gdy woda cofnęła się,
wtedy je zobaczyłam.


Są żywe - pomyślałam - 
i mienią się zielonością.



Ich miękkie grzywy kusiły,
by dotknąć, pogłaskać,
dać się wciągnąć gdzieś,
tam, gdzie wieczne manowce,
gdzie księżyc zawraca.
Słychać było ich delikatny oddech,
jakieś opowieści o topielicach -
są przecież podróże, 
z których się nie wraca.


Zatrzymały mnie.
Kiedy kładłam na nich dłonie,
wyczuwałam wieki.



Fale cały czas szemrały,
ale byłam w takiej ciszy,
że w ogóle ich nie słyszałam.
Jakby na chwilę przestrzeń
zamknęła się. 
Tylko one i ja.
Potem tylko one.
Potem już nic.



Są miejsca, które śpiewają,
wśpiewują się w istnienie
jak błysk, na oka mgnienie,
a potem zanikają -
nikt więcej nigdy ich nie usłyszy,
nikt więcej nigdy ich nie zobaczy,
to był tylko pieśni sen.

Są miejsca, co westchnieniem,
tną błony czasu jak miecz,
możesz tam siebie zapomnieć,
więc idę... i zapominam,
i gwiazdą nienarodzoną,
i matecznikiem wspomnień,
i światłocieniem drzew.


Są miejsca rozkołysane,
gdzie wieki mijają jak dzień,
słychać tam szlochy
pagórki są ruchome,
a deszcz jest suchy jak pieprz.

Są miejsca, gdzie szeptem
otwiera się ziemia,
szczeliną w cichej przestrzeni
możesz powoli przejść gdzieś.

Są miejsca, które śpiewają,
i takie, które szeptem,
westchnieniem,

Nieodgadnione jak życie,
natchnione,
ukochane.

Jestem tam wszędzie 
i nigdzie,
bo nigdy nie istniałam,
ani nie będzie mnie wcale,
mój śnie, mój słodki śnie.