.

.
"Człowiek, którego energie zaczynają się przelewać - musi się łączyć: z ludźmi, ze zwierzętami, z drzewami, a nawet ze skałami. Jeśli idzie po ziemi, łączy się z ziemią, jeśli pływa w rzece, łączy się z rzeką, jeśli patrzy na gwiazdy, łączy się z gwiazdami. Ale przede wszystkim człowiek taki znajduje swoje centrum i łączy się ze samym sobą". (Osho)

Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem zawartym w kropli. (Rumi)


Obserwuj Mar

Traductor
English French German Spain Italian Dutch Russian Portuguese

Pójść. Zostać.

Kalosze czekają przy drzwiach.
Bezwiatr zupełny i mżawka tak mała, że prawie jej nie widać.
Chłodna cisza układa do snu te ptaki, które nigdy nie odlatują.
Na bezlistnych gałęziach lekko kołysze się melancholia.
Można pójść.
Na mrokiem zapadający, wilgotny, samotny spacer.
Wejść w szelest opadłych liści,
poczuć komunię mgielnych istot nad cichymi polami,
murmurandum przenikania jesieni w zimę.
Ale można też zostać.
Nie ruszać się z fotela, zapaść się głębiej w poduszki,
w wieczór syty ciepłem z kominka,
zabarwiony rudością płomieni
z lekkim posmakiem pomarańczy i goździków.
To teraz właśnie herbata najbardziej lubi kapkę rumu,
a pierniki w czekoladzie smakują najlepiej.
To teraz właśnie dłonie najbardziej lubią trzymać gorący kubek,
a stopy kochają wełniane skarpety.
Grube. Bardzo, bardzo wełniane. Ciepłe jak wspomnienie wnętrza lata.

To teraz właśnie tak bardzo lubię oczekiwanie na zakwitnięcie hiacyntów.



Dopiero małe liście z bulwy, dopiero zarys zapachu,
ściśnięte kuleczki koloru, ale to aż tyle już przecież jest!
Uparte życie w miesiącu najdłuższych nocy
i dni ze słońcem tak bladym i cieniutkim jak pergamin.

Można pójść. Można zostać.
Można najpierw pójść, a potem zostać.
Po powrocie ciepło domu nagle jeszcze cieplejsze się staje,
rum bardziej rumowy, a fotel jeszcze wygodniejszy.

Zamknąć oczy. Pójść i tam zostać -
gdzie uwertura serca, kołysanie oddechu. 
Abrakadabra świadomego istnienia.
Czarostan.
Niosę go w sobie ostrożnie.
Jak bukiet z dmuchawców.


W kieszeni

Pozwólmy by drzwi się otwierały same.
A także by się zamykały.
Trzeba wychodzić lub wchodzić
przez otwarte lub zamknięte drzwi.
Bez żadnej różnicy.
I wybierać tylko takie, które nie były przeznaczone
do wchodzenia czy wychodzenia.
Albowiem wszystko jest drzwiami,
nawet ten co przed nimi stoi.
Po jednej stronie czy po drugiej.

(Roberto Juarroz)


*   *   *

bramą
przejściem wąskim
szczeliną w murze
furtką boczną
drzwiami wyjściowymi
przeciskamy się

patrzymy
skrawek widzimy
przez swoje okna
ramy
koła romby kwadraty

ograniczenia



a świat wielki
niebo za niebem, za nimi następne
wszystkie w najmniejszej kieszeni Boga



księżyc za księżycem
wielokrotne słońca 
koniec bez początku, początek bez końca

przejść przez próg tak
jak wychodzimy z domu
jeden krok 
a wszystko się zmienia
jeden krok
by zobaczyć inaczej
nic nie burzyć, nic nie budować
tylko wyjść poza
okna, drzwi,
koła, romby, kwadraty
dalej niż świat uzgodniony
dalej niż wszelkie
wszechświaty

a tak blisko
że bliżej się nie da
jet to miejsce w sam raz

w nas




*   *   *

Osho:

Prawda, dobro i piękno są ludzkimi cechami
zamykającymi w ramy boskość,
kktóra sama w sobie nie ma żadnych ram.

Gdy definiujesz Boga, ty jesteś częścią tej definicji.
Bóg jako taki jest niedefiniowalny.

Jeśli dominuje intelekt - boskość przyjmuje kształt prawdy,
okno prawdy, ramę prawdy.
Jeśli umysł jest emocjonalny - boskość staje się pięknem.
Jeśli dominuje działanie, ramą staje się dobro.

Jest też możliwość czwartego sposobu widzenia boskości -
dla tych, którzy wykroczyli w swej osobowości ponad te trzy podziały -
poprzez świadomość.
Wtedy nie patrzysz na niebo przez żadne okno.
Wyszedłeś ze swego domu i znasz niebo bez okien.

Wszystkie religie należą do któregoś z tych trzech typów.
Dlatego ciągle się kłócą.
Budda należy do czwartego typu, mówi:
wszystko to bzdura. Nie kłócicie się o cechy boskości,
kłócicie się o swoje okna.
Niebo z każdego okna jest takie samo.

Najbardziej niezwykłe zjawisko na świecie

Tam, gdzie łączy się lazur nieba
z błękitem morza, jest nasze mieszkanie.
Jesteśmy blisko tego miejsca
i daleko.

Śmierć to brama otwarta na wszechświat.

(Roberto Juarroz)


Umierasz każdego dnia.
To nie jest zdarzenie, które ma miejsce pod koniec 
(na koniec) twojego życia. Śmierć jest procesem.
Bardzo powoli umierasz każdego dnia
i nadchodzi w końcu dzień, kiedy ten proces umierania ustaje.

Śmierć zaczyna się wraz z urodzinami, a nawet wcześniej.
W chwili narodzin masz już 9 miesięcy.

Kiedy świadomość wycofuje się z ciała,
nie opuszcza go nagle, całe ciało nie umiera
w tym samym czasie. 
Świadomość kurczy się wewnątrz i stopniowo opuszcza
każdą część ciała.
Około 9 miesięcy przed śmiercią coś się zdarza.
Będzie to taki czas, jaki upłynął między poczęciem a narodzeniem.
Ci, którzy są świadomi, natychmiast będą wiedzieć,
że coś się przerwało w ośrodku pępka -
zbliża się śmierć.

Świadomość czasu, to świadomość śmierci.
Gdy boisz się śmierci, masz mało czasu.
Lęk nie jest związany ze śmiercią, lecz z czasem.
Lęk dotyczy nieprzeżytego życia - nie potrafiłeś żyć.
Kiedy żyjesz, to nie ma lęku. W spełnionym życiu nie ma lęku.
Jesteś gotowy, choćby śmierć przyszła dziś, jesteś gotowy.
Poznałeś życie. W istocie powitasz śmierć z zadowoleniem,
ponieważ teraz otwiera się nowa możliwość,
otwierają się nowe drzwi, odsłania się nowa tajemnica.

Zatem żyj pełniej i intensywniej.
Nie marnuj życia. 
Żyj tak, aby każda chwila przemieniała się w wieczność.
Wtedy porzucasz poziome, a wchodzisz w pionowe.
Kochaj, a przekroczysz czas.
Wskazówki dalej się poruszają, ale czas staje.

W każdej chwili, niezależnie od tego, co robisz, rób to całkowicie
Małe i proste rzeczy: sprzątając dom, przygotowując jedzenie,
piorąc czy idąc na spcer - rób to całkowicie.
Wtedy nie trzeba medytować. Medytacja to tylko sposób uczenia się,
jak robić rzeczy całkowicie.
Niech życie będzie jedyną medytacją.
Wtedy czas znika, a kiedy znika czas, znika śmierć.
Wtedy nie boisz się śmierci. W istocie, czekasz na nią.
Śmierć to kulminacyjny moment w pełni przeżytego życia,
punkt szczytowy, crescendo.
Przeżyłeś wielkie i małe fale życia. Wtedy nadchodzi największa fala:
umierasz. To też musisz przeżyć w pełni.
Zatem jesteś gotowy umrzeć.
Sama ta gotowość jest śmiercią samej śmierci.
Jeśli jesteś gotowy ją przeżyć, śmierć jest bezsilna.
Jeśli się jej boisz, jest bardzo potężna.

Zacznij być świadkiem.
Idąc ulicą, stań się śwadkiem. Obserwuj idące ciało;
ty, ze swej najgłębszej istoty po prostu patrzysz, obserwujesz.
Nagle pojawi się uczucie wolności.
Nagle zobaczysz, że ciało idzie, a ty nie idziesz.
Czasem ciało jest zdrowe, a czasem chore.
Obserwuj, tylko obserwuj i nagle będziesz miał poczucie
całkowicie innej jakości bycia.
Odczujesz, że nie jesteś ciałem. Oczywiście, jesteś uwiązany do ciała,
ale nie utożsamiony z nim; 
zakorzeniony w ciele, ale zawsze poza nim, przekraczasz je.
Jesteś świadkiem, obserwatorem na wzgórzach... daleko stąd.

Pierwszą medytacją jest oddzielenie siebie od ciała.
Kiedy obserwacja ciała stanie się już bardziej przenikliwa -
zacznij obserwować swoje myśli, umysł.

Wszystko, co można obserwować, staje się od ciebie oddzielone,
nie jest tobą - jesteś obserwującą świadomością,
nagle bez ciała i umysłu.
Czysta świadomość. Po raz pierwszy jesteś.
Przedtem po prostu spałeś i śniłeś - teraz jesteś.
A kiedy jesteś - wtedy nie ma śmierci.
Wtedy wiesz, że będziesz także obserwował swoją śmierć.

Kiedy poznasz, czym jest śmierć, przyjmiesz ją bardzo uroczyście,
powitasz serdecznie - to spełnienie wysiłku
całego twojego życia. Podróż się kończy, wracasz do domu.
W śmierci nie umierasz. To tylko enegia, która była ci dana
poprzez ciało i umysł, uwalnia się i powraca do świata.

Zatem pozostań osadzony w obserwatorze,
cokolwiek robisz, gdziekolwiek idziesz.
Będziesz nowym człowiekiem z życiem, jakiego nie znałeś
nigdy wcześniej: w twoich oczach będzie coś wiecznego,
w każdym geście coś z nieśmiertelnego Istnienia.

Kiedy już wiesz, co to jest życe, a co śmierć -
przekroczyłeś oba. 
Świadek nie jest ani życiem, ani śmiercią,
nigdy się nie rodzi ani nie umiera,
umiera tylko ciało, mechanizm.

To, co chcemy ocalić, na pewno umrze,
a to, co będzie istnieć wiecznie,
będzie istnieć bez naszego wysiłku.

Możesz wyjść z ciała. Możesz wyjść i wejść.
Wedy ciało staje się tylko mieszkaniem.

Gdy przychodzi czas, liść rozluźnia swój delikatny uchwyt
i z wewnętrznym wdziękiem wita śmierć.



Tak musisz uczyć się umierać.
Niech twój uchwyt będzie tak delikatny,
żeby mógł być rozluźniony w każdej chwili, bez walki,
bez chwili zwłoki, ponieważ nawet chwila zwłoki wystarczy,
żeby chybić celu, stracić łaskę śmierci.

Kiedy następuje śmierć, bądź pełen szacunku,
ponieważ śmierć nie jest czymś zwykłym,
to najbardziej niezwykłe zjawisko na świecie.
Nic nie jest bardziej tajemnicze niż śmierć.
Śmierć sięga do samego jądra istnienia, 
a kiedy człowiek umiera - poruszasz się po świętym terenie.
To najwznioślejszy moment.

(Osho. Fragmenty z książki "Podróż w nieznane. O życiu i umieraniu").

*   *   *

Tak oto pokolenia na ziemi
schodzą do grobu
i wyskakują z łona.
Bez uszczerbku trwają
mimo zmian świat odnawiających.
Niczym liście strącone na leśną ziemię
mroźnym wiatrem konającego roku.
Aż do tchnienia
pierwszych źdźbeł trawy nowej wiosny.

(Percy Bysshe Shelley)



Kiedy porusza się życie,
kości śmierci odpowiadają swym ruchem.
Kiedy porusza się śmierć,
zaczynają się obracać kości życia.

Śmierci trzeba zaufać.
Jak we śnie, natura Życia - Śmierci - Życia w najdzikszej postaci
jest tak prosta jak łagodny wydech (koniec) i wdech (początek).
Trzeba tylko zaufać, 
że gdzie jeden się kończy, drugi się zaraz zaczyna.

(Clarissa Pinkola Estés)

Ha, ha, ha

Nie ma klucza w otwartych drzwiach,
choć są szczelnie zamknięte.
Świat jest pełen sprzeczności.

I nagle pojawia się taki Dźwięk, który budzi tęsknotę za Czymś,
czego nie ma z tej strony drzwi, po której stoję.



Jest jak mgła nasycona wilgocią wstającego dnia.
Jak dno pełne pereł.
Jak kropla z matecznika wspomnień.
Dźwięk nieskończenie cichy, choć mocno słyszalny.
Odległy, choć najbliższy, znajomy.
Niepokojący jak przeczucie w snach.

Tęsknota ta miesza się z płynną nostalgią,
z obłokiem duszy, z blaskiem cienia.
Praprzyczyna z praskutkiem, wdech z wydechem,
taniec z bezruchem - wszystko się jednoczy 
i nie ma już więcej nocy ani dnia.
Ani najmniejszego drgnięcia biegunów dwoistości.
Jest Nic Wszystkiego. Dźwięk.
Głośny Kosmiczny Wybuch Śmiechu.
Ha, ha, ha.