.

.
"Człowiek, którego energie zaczynają się przelewać - musi się łączyć: z ludźmi, ze zwierzętami, z drzewami, a nawet ze skałami. Jeśli idzie po ziemi, łączy się z ziemią, jeśli pływa w rzece, łączy się z rzeką, jeśli patrzy na gwiazdy, łączy się z gwiazdami. Ale przede wszystkim człowiek taki znajduje swoje centrum i łączy się ze samym sobą". (Osho)

Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem zawartym w kropli. (Rumi)


Obserwuj Mar

Traductor
English French German Spain Italian Dutch Russian Portuguese

Jeden Smak. Jedna klaszcząca dłoń.

"Wszystkie rzeczy, które wiesz o sobie, są obiektami w twojej świadomości.
Są to obrazy lub idee, pragnienia, uczucia,
które przesuwają się przed twoją świadomością.
Kiedy opisujesz siebie, wymieniając wszystkie te obiekty,
ostatecznie podajesz listę błędnych utożsamień, listę dokładnie tego,
czym nie jesteś.

Przed tobą przepływają obłoki, przepływają twoje myśli,
przepływają cielesne doznania - przepływają i znikają.
A ty nie jesteś żadną z tych rzeczy.
Jesteś bezkresną przestrzenią wolności,
w której wszystkie te obiekty pojawiają się i znikają.
Jesteś bezkresną przestronnością
i bezkresną Pustką, wolną przestrzenią, otwartością,
poprzez którą manifestacja pojawia się, pozostaje na chwilę i znika.

"Widz" w tobie, obserwujący wszystkie te obiekty, Świadek,
jest czystą Pustką.
Utożsamiamy Widza  z małymi, zniewolonymi i ograniczonymi,
 indywidualnymi podmiotami i przedmiotami,
z rzeczami, które można ujrzeć, które cierpią i które nie są tym,
czym my jesteśmy.
To utożsamienie to początek zniewolenia.

Można wyraźnie ujrzeć podmioty i przedmioty, ale nie można ujrzeć Świadka.
To jest Widz, a nie coś, co można zobaczyć.
Jest nieobecnością wszelkich podmiotów i przedmiotów.
Świadek jest całkowitym wyzwoleniem od nich, całkowitą Wolnością,
która nie jest schwytana w ich zamieszanie, pragnienia, lęki i nadzieje.

Jesteś czystym źródłem świadomości, a nie czymś, co powstaje w świadomości.
To rzeczy powstają w świadomości, powstają w przestrzeni,
poruszają się w czasie, przychodzą i odchodzą.
Świadek nie jest obiektem, więc nigdy nie wchodzi w strumień czasu,
przestrzeni, narodzin i śmierci.
Czysty Widz jest wcześniejszy od życia i śmierci,
wcześniejszy od czasu i zamętu, wcześniejszy od przestrzeni i ruchu,
wcześniejszy od manifestacji.
Jest bezczasowy i wieczny.

Przestrzeń, czas, obiekty - wszystko to po prostu przepływa.
Ty jesteś Świadkiem, jesteś czystym Widzem,
który jest Pustką, Wolnością, Otwartością, przez którą cały ten pochód przechodzi,
nigdy cię nie dotykając, nigdy nie kusząc,
nigdy nie raniąc, nigdy nie pocieszając".

(Ken Wilber)

***


Ken Wilber (ur. 31 stycznia 1949 r. w Oklahoma City) 
nazywany bywa "Einsteinem świadomości",
a jego książka "Krótka historia wszystkiego" - perłą filozofii wieczystej.

Przez cały 1997 rok Ken prowadził dziennik wydany dwa lata później
pod tytułem One Taste (Jeden Smak).
W dzienniku opisał osobiste doświadczanie kosmicznej świadomości
zwanej też właśnie Jednym Smakiem.

Jeden Smak, jedna klaszcząca dłoń, niedualność, Jedność, Pustka, Źródło.


"Jest taki koan zen: 
"Jaki jest dźwięk jednej klaszczącej dłoni?"
Zwykle, oczywiście, potrzebujemy dwóch rąk do klaskania - taka jest struktura
typowego doświadczenia. Odczuwamy siebie jako podmiot tutaj,
a świat jako obiekt tam. Mamy te "dwie ręce" doświadczenia,
podmiot i przedmiot. Typowe doświadczenie powstaje
z uderzenia dwóch rąk o siebie, by stworzyć poruszenie, dźwięk.
Zewnętrzny obiekt uderza we mnie jako podmiot -
 dwie ręce klaszczą razem i powstaje doświadczenie.

A więc typowa struktura doświadczenia jest jak uderzenie w twarz.
Zwykłe self ciągle obrywa przez "zewnętrzny" świat.
Zwykłe self jest serią stłuczeń, blizn, rezultatem uderzania 
dwóch rąk doświadczenia.
To tłuczenie zwane jest "duhkha" - cierpienie.
Jak mawiał Krishnamurti, w tej przepaści między podmiotem i przedmiotem
leży całe nieszczęście ludzkości.

Ale w stanie niedualnym nagle nie ma dwóch rąk.
Nagle podmiot i przedmiot są jedną ręką.
Nagle nie ma niczego na zewnątrz, co mogłoby uderzać w ciebie,
ranić, dręczyć cię.
Nagle nie masz doświadczenia, jesteś każdym powstającym doświadczeniem
i dlatego momentalnie uwalniasz się w całą przestrzeń:
ty i cały Kosmos jesteście jedną ręką.
Nie ma niczego poza tobą, czego mógłbyś chcieć, pragnąć,
szukać lub trzymać się. Jesteś całkowicie Pełny,
całkowicie Nasycony, tak pełny i nasycony, że granice Kosmosu 
rozlatują się zupełnie i pozostawiają cię bez daty czy trwania,
czasu czy umiejscowienia, unoszącego się na oceanie
bezgranicznej opieki. Jesteś uwolniony we Wszystko,
jako Wszystko - jesteś widzącym samego siebie promiennym Kosmosem,
jesteś wszechświatem Jednego Smaku.
Ten smak nie ma żadnych granic.

Więc jaki jest dźwięk jednej klaszczącej dłoni?
Jaki jest smak Jednego Smaku?
Kiedy nie ma niczego na zewnątrz ciebie, co może cię uderzyć,
zranić, pchnąć, ciągnąć - jaki jest dźwięk jednej klaszczącej dłoni?

Jak to wyraził pewien mistrz zen: "Kiedy usłyszałem dźwięk dzwonu,
nie było mnie i dzwonu, tylko dźwięk".
W bezpośrednim doświadczeniu nie ma dwoistości ani podwójności.
Nie ma wewnątrz ani na zewnątrz,
podmiotu ani przedmiotu - jedynie sama bezpośrednia świadomość,
dźwięk jednej klaszczącej dłoni.

Zatem nie jesteś tutaj, po tej stronie przezroczystego okna
i nie patrzysz na Kosmos tam. Przezroczyste okno rozbiło się,
twoje ciało-umysł zniknęło, jesteś na zawsze wolny od tego ograniczenia,
nie jesteś już "za swoją twarzą",
patrząc na Kosmos - po prostu jesteś Kosmosem.
Jesteś tym wszystkim.
Właśnie dlatego możesz połknąć Kosmos i przemierzyć wieki,
i nic się nie porusza.
Dźwięk jednej klaszczącej dłoni jest dźwiękiem supernowych,
eksplodujących w przestrzeni. Jest dźwiękiem śpiewającego drozda.
Jest dźwiękiem wodospadu w krystalicznie czysty dzień.
Jest dźwiękiem całego przejawionego wszechświata -
ty jesteś tym dźwiękiem.
Jesteś tym Jednym Smakiem.

Pierwotna Prawda jest dźwiękiem.
Względna prawda jest "ja" i "dzwonem", ciałem i umysłem,
podmiotem i przedmiotem.
Pierwotny stan jest wcześniejszy.
Dylematów względnych dwoistości nie można rozwiązać
jedynie na względnym planie. Cokolwiek byś nie zrobił z "ja" i "dzwonem",
nic nie uczyni ich jednością.
Niedualny stan, stan Jednego Smaku, jest samą naturą każdego doświadczenia,
zanim je podzielisz, zanim cokolwiek z nimi zrobisz,
zanim się czegoś uchwycisz, zanim spróbujesz czegoś uniknąć.
Dość łatwo jest uchwycić przebłysk, posmak niedualności.
Ale to dopiero początek.
Trzeba przejść do Źródła, a do tego nie wystarczy krótki przebłysk.
Jeden Smak musi przeniknąć wszystkie poziomy, wszystkie manifestacje.
Bezwysiłkowy wysiłek wymaga wielkiej wytrwałości, wielkiej praktyki,
wielkiej szczerości. Trzeba go podtrzymywać w stanie czuwania,
w czasie śnienia, w stanie bez śnienia.
Ale w istocie każde doświadczenie jest już niedualne,
czy jesteś tego świadomy czy nie. Żeby odkryć niedualność,
nie musisz zmieniać stanu swojej świadomości -
niedualność jest w pełni obecna w każdym stanie.
Chodzi o ROZPOZNANIE.
Rozpoznanie tego, co zawsze już jest obecne.
Właśnie teraz twoja świadomość zawiera w pełni każdą cząstkę Niedualnego stanu. On cały jest w twojej świadomości.
Po prostu tego nie rozpoznajesz.

Celem jest ujrzenie Pustki wszystkich Form,
a nie całkowite pozbycie się ich.
Formy ciągle powstają, a ty uczysz się unosić na fali.

Trwaj jako Pustka, zawieraj wszystkie Formy,
jak zwierciadło wszystkie odbijane obiekty.
   Formy ciągle powstają i ty, jak dźwięk jednej klaszczącej dłoni,
jesteś wszystkimi Formami.
Jesteś manifestacją.
Ty i wszechświat to Jeden Smak.
Twoja Pierwotna Twarz jest najczystszą Pustką i dlatego za każdym razem,
gdy spoglądasz w lustro, widzisz jedynie cały Kosmos.

Nie wymyślisz sposobu na zbliżenie do Źródła,
ponieważ jest tylko Źródło.

Słońce świeci nie na ciebie, lecz w tobie.
W twoim sercu galaktyki rodzą się i umierają.
Czas i przestrzeń tańczą jak skrzące się obrazy na obliczu promiennej Pustki.
Cały wszechświat traci ciężar.
Jednym haustem możesz połknąć Drogę Mleczną,
położyć sobie Gaję na dłoni i pobłogosławić ją.
Wszystko to są najzwyklejsze w świecie rzeczy i dlatego nie zważasz na nie.


I oto ukryty w sekretnej jaskini Serca,
gdzie Bóg i Bogini ostatecznie się jednoczą,
gdzie Pustka obejmuje wszystkie Formy,
gdzie Wieczność radośnie wyśpiewuje pochwały wspaniałego Czasu,
gdzie Wstępowanie i Zstępowanie trwają miłośnie objęte
w dźwięku jednej klaszczącej dłoni - tutaj zawsze we wszechświecie
Jednego Smaku, Kosmos rozpoznaje swoją prawdziwą naturę.


Tu w Sercu, gdzie ta para ostatecznie się jednoczy,
cała gra jest rozegrana, a ty jesteś dokładnie tam, gdzie byłeś,
nim rozpoczął się Spektakl.
Nagle wstrząśnięty całkowitą oczywistością,
rozpoznajesz swoją własną Pierwotną Twarz, twarz całkowitej Pustki,
która uśmiecha się jako całe stworzenie i śpiewa jako cały Kosmos -
a wszystko to jest spełnione w tym pierwotnym spojrzeniu.
Pozostaje tylko uśmiech i odbicie księżyca w cichym stawie,
późno w krystalicznie czystą noc".

(Ken Wilber)

***

"Wszyscy mistycy i mędrcy
opowiadają różne wersje tej samej historii:
jak to budzisz się pewnego ranka
 i odkrywasz, że jesteś nieoddzielny
od Wszystkiego, bezczasowo,
wiecznie, nieskończenie.

Powiem ci, co sądzę:
mędrcy są wznoszącym się koniuszkiem
tajemnego impulsu ewolucji,
są wiodącą siłą pędu do samotranscendencji,
ucieleśniają pęd Kosmosu do większej głębi
i poszerzającej się świadomości.
Sądzę, że jadą na krawędzi promienia
świetlnego, biegnącego na randkę z Bogiem.
I sądzę, że wskazują na tę samą głębię
w tobie i we mnie, i w nas wszystkich".

(Ken Wilber)

Nie wiatr

"Nigdy nie było pierwotnego początku,
ani nie będzie ostatecznego końca. 
Znajdujemy się pośrodku.
Egzystencja nie jest stworzeniem, 
ale twórczością". 

(Osho) 



*


to nie wiatr
uprząta
trociny przeszłości
to nie wiatr
gna chmury po niebie
to nie wiatr
wzburza fale oceanu

*


dzwonki i liście poruszają się
chociaż nie ma wiatru -
o zmroku kamienie
wychodzą na przechadzkę
śladami ludzkich stóp
spojrzeniem 
zszywam ramy rzeczywistości
 obserwuję
powietrze pełne jest szeptów
i koronkowych słów
czas przędzony jak jedwab
cofa wskazówki zegara, czuję
wonną majową tkaninę

widzę jak płyną lata
i białe żaglowce chmur
chociaż nie ma wiatru

senne drzewa przymykają oczy
stół w ogrodzie przykryty
surowym płótnem ecru
szepty milkną, wiem
gdzieś ktoś się uśmiecha
ktoś się wita, żegna na zawsze
ktoś zapala papierosa
w oczekiwaniu na cud
ktoś gasi papierosa
i na nic już nie czeka -
płyną rzeki, płyną słowa, płyną wieki
wszystko w tym samym czasie
gdy ja piszę
a dzwonki i liście poruszają się
chociaż nie ma wiatru



"To, co chcemy ocalić, 
na pewno umrze, 
a to, co będzie istnieć wiecznie, 
będzie istnieć bez naszego wysiłku". 

(Osho) 

Za siedmioma

Za siedmioma lasami, za siedmoma górami...
jest kolejnych siedem lasów, gór i rzek.
Podróż jest daleka, mogą się przydać siedmiomilowe buty.
Wielkimi krokami przekroczymy przestrzeń.
Siedem dni tygodnia, siedem lat chudych i siedem tłustych.
Miniemy czas.
Zanim ujrzymy siedem cudów świata, 
możemy poznać miejsca od siedmiu boleści,
możemy też zostać zamknięci na siedem spustów.
A kiedy je wszystkie pootwieramy, okaże się
że wyjście było gdzieś z drugiej strony.
Otwarte.

A i trawa była miękka, bardziej zielona.
Nic nie kaleczyło stóp. Można było iść boso.



Właściwie to nigdzie ne trzeba było iść, bo wszystko było tutaj.
W tym pierwszym lesie, pod tą górą, wszystkie cuda świata.

Przybywamy do miejsca, z którego wyruszyliśmy.
Ci sami, ale jednak nie tacy sami.
Bo nawet tę samą piosenkę za każdym razem nucimy
trochę inaczej.

Patrzę, jak płyną chmury. Chmury patrzą, jak płynę ja.
Zrzucam zimową sierść.
Nucę te moje piosenki. Poznaję nowe.
Uwalniam, co chce być uwolnione.
Rosnę. Równoważę w sobie cienie i blaski,
słońca i księżyce, góry i doliny.

Sadzę kwiaty. Jem kwiaty.


Kwitnę.Jak ongiś, jak w młodości, 
choć już z całą dojrzałością przeżytych śmierci i narodzin.

Ogień płonie gdzieś głębiej.
Woda drąży podskórne korytarze. 
Powietrze w oddechu spokojnieje.
Ziemia miarowo przesypuje czas życia
w nieodwracalnej klepsydrze zdarzeń.

Od jesieni do wiosny


Gdy zeszłorocznej jesieni orzechy, kasztany, żołędzie i dzika róża
pojawiły się w wielkiej obfitości



podejrzewaliśmy, że może nastać chłodniejszy niż zwykle czas.
A i myszy uwijały się jak szalone.
I faktycznie - więcej padało, więcej w górach okolicznych śnieżyło,
nawet pod same okna śnieg przybył,
co zdarza się tu rzadko.




Gdy w styczniu odwiedziłam Polskę, 
też akurat biały puch malował niezwykłe krajobrazy.



W długie zimowe wieczory, w domowym zaciszu
zapragnęłam zrobić coś nowego, czego jeszcze nigdy nie robiłam.
Hasło DIY - Do It Yourself przemówiło i do mnie.
Co by tu zrobić?

Już wiem!
Mydła!
Na zdjęciu poniżej te pierwsze, eksperymentalne.


Robienie mydeł okazało się zajęciem niezwykle przyjemnym, 
wciągającym i alchemicznym.
Praca z wodorotlenkiem sodu wymaga skupienia i uwagi,
a wszystkie składniki muszą być dokładnie odmierzone,
za to przy ich wyborze możemy poszaleć.
Moje następne mydła, robione już pewniejszą ręką,
to cudownie pachnące mieszanki na bazie masła kokosowego,
shea i kakaowego, oliwy, olejków z awokado, słodkich migdałów,
różanego, rycynowego i innych.
No i dodatki:  sól morska, płatki owsiane, przecier marchewkowy,
suszone skórki pomarańczy, czerwona glinka.
W planie jeszcze inne wariacje na temat :)


Mydło do zębów kompletnie czarne, bo z węglem aktywnym.
Na bazie masła kokosowego i rycyny,
z dodatkiem ziemi okrzemkowej, cukru z brzozy,
olejku miętowego i węgla właśnie.


Wszystkie mydła na razie leżakują i dojrzewają -
przechodzą konieczny proces saponifikacji (zmydlenia),
aby stwardnieć i złagodnieć.
Na trzy miesiące trzeba o nich po prostu zapomnieć.

Czekolada nie mydło,  leżakować na szczęście nie musi :)
Z kwiatostanem sosny - niesamowity smak, jak zgodnie orzekli wszyscy,
którzy degustowali.
Można ją zrobić tylko w porze kwitnienia sosen,
zatem do powtórzenia dopiero za rok.


Czekoladki bombonierkowe.
Cukier zastąpiłam syropem klonowym.
Do tego masło kakaowe, masło orzechowe, kakao. Gotowe.


I jeszcze łapacz snów...bo sny są takie ważne!


Zatem parę nowych rzeczy nauczyłam się tej zimy, co cieszy :)
A na zakończenie jeszcze krem, który nie był co prawda nowością,
bo kremy do ciała robię już od jakiegoś czasu,
ale ten pierwszy raz powstał na bazie maceratu sosnowego,
dzięki czemu cała kuchnia pachniała jak sosnowa polana.



A potem hiacynty rozwinęły się jeszcze bardziej



miechunka wystroiła się w koronki


i pojawiły się pierwsze mlecze.
Wnuczek zapytał: zrobimy serce?
Pewnie, że zrobimy!


Ale tylko na chwilę, bo przecież nie pozwolimy,
aby serce zwiędło!
Czym prędzej przemieniamy go w bukiet.


Gdy pogoda sprzyjała, chodziliśmy na spacery.
Fela z nami, oczywiście :)
Spacery niedaleko domu


i nad morzem, które zimą maluje czasami
nieco groźne krajobrazy, jakże piękne!


Cała naprzód!



A pod koniec minionej zimy - wisienka na torcie!
Po długim procesie wewnętrznej i zewnętrznej krystalizacji



książka Klaudii ujrzała światło dzienne :)




Wbrew pozorom nie jest to książka dla małych dzieci.
Tak naprawdę jest to przekaz skierowany 
do wewnętrznego dziecka w każdym z nas - 
dlatego płynie głównie poprzez obrazy.
Książka wibruje, rezonuje z nami na poziomie Ducha -
a po drodze wiele pytań, wiele niewiadomych,
drogi w górę i w dół, i tak naprawdę
samotna droga ku temu kim jesteśmy,
gdy odpadną krępujące nas więzy,
gdy odetniemy sznurki, za które pozwalamy pociągać innym.
Kim jestem, co tu robię, którędy iść?
Zapytaj zająca, zapytaj kuropatwę, zapytaj gwiazd.
Kogokolwiek zapytasz, odpowiedź i tak już znasz.
Zrozumiesz ją, jak tylko się obudzisz...


Książka jest dostępna w sprzedaży na Amazon czyli tutaj klik
jak również w księgarni w Santander, gdzie odbyła się prezentacja.

Przed wejściem do księgarni




A teraz - przestrojenie. 
Przestrzeń wypełnia się nowymi liśćmi, zapachami, gniazdami, marzeniami...
Dojrzewają cytryny, dojrzewają wiosenne zmiany w nas :)