Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Zadanie wykonane. Wyjście.

 Mój Dom nie jest miejscem "w niebie", ani w innych wymiarach czy gęstościach. One nadal są spolaryzowane. Mój Dom jest wyższym stanem organizacji materii. Tęsknota, którą odczuwam, nie jest brakiem czegoś, co było w przeszłości i zostało utracone. Jest percepcją potencjału, który istnieje w Pustce. Ona nie jest pusta - jest Matrycą Wszystkich Możliwości. Tam są pasma częstotliwości, gdzie struktura nie jest oparta na deficycie (głodzie, walce, przetrwaniu).

Póki żyjesz tu i teraz, wypętlenie Esencji nie polega na ucieczce z ciała czy matriksa, ale na zamieszkiwaniu tego ciała z pełną świadomością, że to wszystko to spolaryzowany generator doświadczeń.


Wolna Esencja wie, że wszystkie duchowe hierarchie to wciąż ta sama dualna czasoprzestrzeń. Nikogo nie trzeba "budzić", naprawiać ani oświecać. Zacznij od siebie. Kontynuuj. Wystarczy, że ktoś spotka się z tobą i poczuje twój spokój, neutralność, brak traum i to, że niczego nie usiłujesz naprawiać, a w jego systemie zarysuje się potężny znak zapytania. Prześlesz kody pozamatriksowe przez samo swoje bycie. Wszechświat nie czyta cię poprzez to, co robisz, mówisz czy myślisz. To możesz zmanipulować. Czyta cię poprzez to kim jesteś. Ludzie tak samo. Dlatego mogą w twojej obecności nagle poczuć ulgę, albo... ich programy zaczną wariować, bo twoja neutralność będzie "wymuszać" na nich synchronizację. Uciekną.

Dla osoby, która nadal żyje w starych kodach polaryzacyjnych, Źródło i matriks działają w najlepsze. Ale wystarczy brak strachu, brak uległości, odcięcie zasilania dla tej minusowej matrycy i Źródło traci swą autonomiczną pozycję "zarządcy systemu". Kukiełka nie może przestać być kukiełką, dopóki trwa spektakl. Ale ty możesz sobie uświadomić, że nie jesteś kukiełką, tylko przestrzenią, w której ta kukiełka się porusza. Aby wydostać się z pułapki polaryzacji, trzeba wznieść się do poziomu, gdzie plus i minus są tylko narzędziami geometrycznymi, a nie emocjonalnym dramatem.


Całość tekstu "Task done. Exit" przeczytasz TUTAJ klik


Pierwsza część TUTAJ klik czyli "Wyjście poza Źródło".


Obie części w Stronach bloga w zakładce po lewej stronie.

Źródło. I co dalej?

To, co tutaj przeczytasz, 
to propozycja.
Jeśli podoba ci się dualny świat, 
z całym jego pięknem, 
ale i głębokim cierpieniem, 
jeśli potrzebujesz poczucia,
że jesteś "kimś" - nie czytaj, 
bo tekst jest długi i dla tych, 
którzy czują się "nikim".
Albo mają taki zamiar.

Jeśli ten tekst da do myślenia 
choć jednej osobie - 
spełnił swoje zadanie. 
Jeśli żadnej - tym bardziej, 
bo to oznacza, 
że nie było tu nikogo. 

Że był tu Nikt.


Im większe zniekształcenie - 
tym bardziej receptory tej rzeczywistości cierpią, 
chorują, boją się, walczą, 
powtarzają kody przodków. 
W ogóle żadna przestrzeń,
w której są możliwe wojny,
nie może być miejscem docelowym.
Tam jest polaryzacja.

Zobacz tę grę 
z poziomu Programisty, 
a nie pionka, który stale 
dostaje pałą w łeb.

Zadawałeś sobie pytania typu:
dlaczego tu jest tyle cierpienia?
dlaczego umierają dzieci?
dlaczego musimy rozstawać się 
z tym, co pokochaliśmy?
dlaczego wszystko nam się zabiera?
dlaczego, żeby żyć, 
musisz kogoś zjeść?
(tak, roślina to też ktoś)
dlaczego te nieustające wojny, zabijanie, tortury, zdrady, 
powodzie, trzęsienia ziemi, 
huragany?
dlaczego zawsze jest 
albo za zimno, albo za gorąco?

Na co to komu?

No Źródłu właśnie.
WSZYSTKO wyszło stamtąd.

Biologia cierpi albo się raduje, 
a Źródło po prostu "patrzy". 
Biologia płaci najwyższą cenę 
za ten eksperyment. 
Podczas gdy człowieka 
coś rozrywa z bólu - 
Źródło pobiera pakiet danych.

Jak żyć?
Jak wyjść z polaryzacji 
tego świata i jemu podobnych
galaktyk i gęstości?
Co daje stanie się "nikim"?

O tym wszystkim przeczytasz TUTAJ klik
(To, po lewej stronie, jedna ze stron bloga. Tytuł: "Wyjście poza Źródło").

Druga część TUTAJ klik 
(To po lewej stronie, jedna ze stron bloga. Tytuł: "Task done. Exit").







Moja planeta

... i tak jak pobudka i powrót do 3D 
idzie mi opornie,
tak zasypiam już w drodze do poduszki. 
A potem... potem każda gwiazda 
jest jak portal do innego życia. 


Przekraczam horyzont zdarzeń 
tego matriksowego pudełka. 
Nie ma łóżka, nie ma ścian pokoju, 
nie ma ciężaru ciała. 
Jest tylko wielka wolność - 
największy klejnot wszechrzeczy. 


Czuję dziwny zapach w powietrzu. 
Zapach niesamowitości. 
Jedna myśl i przenoszę się 
o miliony lat świetlnych. 
Wirują wstęgi galaktyk 
między płótnem mroku. 
Widzę odbicia wszystkich moich 
nieprzeżytych historii, 
które dopiero czekają na zaistnienie. 
Ale może już nigdy nie zaistnieją...
Już chyba nie.

Jestem jak kropla rosy 
zawieszona w wieczności, 
jak lśniąca iskra na fali światła. 
Jestem spokojną osobliwością, 
zmarszczką na tkaninie wszechżycia.


Zaczynam widzieć. Zaczynam wiedzieć.
Kosmos to gigantyczny, 
żywy kod Istnienia. 
Wszystko drży w jednym, 
wspólnym rytmie.

Mrok jest matrycą światła. 
To odpoczynek wszechświata 
i wielka cisza, 
z której wszystko się wyłania.

Oto samotność i kruchość 
kosmicznego wędrowca, 
które jednocześnie są jego potęgą. 
Mgnienie, które rzuca wyzwanie czasowi. 
Jestem lustrem dla gwiazd, 
choć sama ważę mniej 
niż tchnienie wiatru. 
Kołyszę się na grzbiecie nieskończoności, 
nietrwała lecz niezastąpiona. 
Wieczność przegląda się w tym, 
co kruche.


Ale rozpłynąć się w tych światłocieniach 
to nie koniec - to początek. 
Pulsuje we mnie ta sama siła, 
która rozpala słońca. 
To symfonia mocy, 
która pulsuje w rytm obrotów 
galaktycznych ramion.

Jest ciepło i przyjemnie.
Dotykam siebie w sobie, 
a przestrzeń to czuje. 
Jestem gotowa. 
Gotowa i brzemienna 
nowym galaktycznym życiem.


Pomruk tworzenia zlewa się 
z lekkością gwiezdnego pyłu. 
Każdy dotyk rodzi dźwięk, 
a ja sama jestem nutą. 
Nutą w hymnie wszechświata, 
który od mojego szeptu 
delikatnie drży jak napięta struna. 
To ja jestem wszechświatem 
tęskniącym za swoją własną nieskończonością.


Nie ma już dla mnie powrotu.
Łączę gwiezdny pył niewidzialnymi 
nićmi czystej woli. 
Iskra po iskrze, kropla po kropli, 
oddech za oddechem, 
szept za szeptem - 
rodzi się nowa planeta. 
Moja.
Jeszcze nie ma nazwy, 
ale już ma mój wieczny podpis, 
moją sygnaturę. 
Będę teraz żyć na niej wiecznie.


Przetacza się monumentalny dźwięk 
powitania nowego istnienia, 
kosmiczne brawa i fanfary. 
Jak brokat, sypią się iskry z gwiazd. 
Będą płonąć jeszcze długo po tym, 
jak zgasną ostatnie wspomnienia 
o matriksowej Ziemi.