.

.

Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Traductor
English French German Spain Italian Dutch Russian Portuguese

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Inna linia czasowa

Po całym dniu spędzonym nad morzem,


do domu wracam już właściwie nocą,
bo słońce znika za horyzontem dopiero o 21:34.
Ale, po powrocie, jeszcze na chwilę sięgam po bęben,
by dźwiękiem ucieszyć tę piękną, gorącą noc,
by gwiazdy zatańczyły gdzieś tam hen, w otchłaniach kosmosu.
Nawet te, których już dawno nie ma...


Przez chwilę rozgrzewam bęben go przy ogniu i...
bum
bum
bummmm.

Miarowy głos bębna kołysze ciało i duszę.
Czuję, jak ogarnia mnie przedsenne znużenie.
Jeszcze wybrzmiewa we mnie szum fal,
jeszcze piasek przesypuje się między palcami,
jeszcze malują się pod powiekami kolory zachodzącego słońca,
a mewy nadal kołują nad moją głową.

I nagle wszystko wokół powoli zaczyna znikać,
a wyłania się, jakby przez mgłę,
coś zupełnie innego.
Czuję, jakbym przelśniła się na inną linię czasową.

Rozglądam się przez chwilę, po czym, zaciekawiona,
ruszam przed siebie.

Uśmiecham się do mijanych po drodze ludzi,
ale oni jakby mnie nie widzieli.
Nie są obojętni ani nijacy, ani weseli, ani smutni.
Są neutralni.
Mają jasne spojrzenie, jest w nich spokój i blask.
Widzę też inne stworzenia, które są podobne 
do niektórych ziemskich zwierząt.

Napływają do mnie informacje o tym,
że tutaj nikt nie musi jeść.
Nie ma wzajemnego zjadania się,
bo nie ma tu śmierci, a jedynie transformacja
bez porzucania ciała.
A ciała ładują się praną z eteru wokół.
Tutejsi ludzie wyglądają jak my, ale wiem,
że wewnątrz są inni,
zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
Ponieważ nie przyjmują już materialnego pożywienia,
nie mają przewodu pokarmowego ani wydalniczego.
Bardzo intensywnie działa u nich energetyczne serce.
Istoty te żyją w ścisłym połączeniu i kontakcie
ze swoją Wyższą Jaźnią.
Mają uczucia, ale nie reagują emocjonalnie.
Całkowicie nad sobą panują.

Przemieszczam się lekko i swobodnie, i widzę,
że faktycznie nigdzie nie ma pól uprawnych, 
nie ma śladu rolnictwa ani przemysłu.
Oczywiście nie ma też zwierząt hodowlanych.
Mimo że nikt by ich nie zjadał,
to nie ma ich również dlatego, że one same
większość czasu spędzały jedząc.
Kury, owce, kozy, konie, krowy i inne -
na tej linii czasowej po prostu nudziłyby się niepomiernie
stojąc bezczynnie godzinami.

Nie ma sklepów, restauracji, aptek, banków -
to wszystko jest tu niepotrzebne.
Nie ma pieniędzy.
To, co jest - materializuje się siłą woli w czasie zero.
Ludzie tutaj zajmują się doskonaleniem takich właśnie
materializacji i dematerializacji
na coraz wyższych poziomach,
aż do stwarzania planet, światów i wszechświatów.
Zajmują się rozwojem inwencji, intencji, płynności życia,
współpracą z innymi istotami.

Nie ma tu żadnych anten, przewodów ani kabli.
Nie ma urządzeń elektrycznych ani elektronicznych.
Są inne, które są mi nieznane.
Gdy jest się w zasięgu głosu - jest rozmowa,
gdy jest się daleko od siebie, można włączyć tryb on-line
i komunikować się telepatycznie.

Nikt nie powtarza codziennie tych samych czynności,
tak jak dzieje się to na Ziemi.
Nikt nie musi walczyć o przetrwanie,
bo to, co jest potrzebne do życia, jest ogólnodostępne.
Konfiguracje codzienności zmieniają się
i jest ich tutaj do wyboru nieskończenie wiele.
Są bardzo ciekawe.

Nie ma śmierci, rozstań, dramatów.
Jest swoboda przemieszczania się
pomiędzy różnymi warstwami tamtejszej rzeczywistości,
a gdy jakaś warstwa dla kogoś się wyczerpie -
zmienia się ją na inną zamiast umierać.
Te przejścia powodują, że ciało doskonali się i wzmacnia,
zamiast się zużywać, starzeć i obumierać.

Uświadamiam sobie z radością,
 że z miejsca na miejsce przenosi mnie po prostu moc woli -
wyobrażam sobie lub nazywam punkt w przestrzeni,
w którym chcę się znaleźć,
zamykam oczy, otwieram je i jestem tam, gdzie chciałam.
Nigdzie nie ma żadnych środków lokomocji.
Nie ma hałasu ani tłoku.
Nie ma brudu.

Jest mało ludzi.
Żeby dać życie nowej istocie, trzeba osiągnąć
bardzo wysoki stopień samorozwoju i miłości,
porozumienia i zespolenia z istotą 
o odwrotnym biegunie wibracji niż nasz.
To jedna z trudniejszych rzeczy  tutaj.
Przywołanie do zejścia - materializacja nowego istnienia 
to zawsze piękne, niecodzienne wydarzenie.
Nagroda dla nielicznych.

Wszystko oparte jest na zasadach płynności,
współpracy, twórczości, współodczuwania, współistnienia,
harmonizowania i równoważenia.

Wiem, że dzieje się tu bardzo wiele innych rzeczy,
o których się nie dowiem,
bo przekracza to poziom moich możliwości odbioru i zrozumienia.

Może ta linia czasowa nie jest zbyt odległa od naszej, 
bo krajobrazy są podobne, choć kolory są nieco inne.
Ale tu też są góry i morza, drzewa, krzewy, kwiaty, trawa.
Są domy o różnych kształtach, ale mają lżejszą konstrukcję
i pięknie komponują się z otoczeniem.

Dobrze się tu czuję. Jak w domu.
Ale, niestety, krajobrazy wokół zaczynają tracić ostrość, 
rozmywają się, rozwiewają jak dym na wietrze.
Wracam. 
Bum!


Z niejakim żalem uświadamiam sobie,
że coś bardzo mi bliskiego prysnęło jak bańka mydlana.
I znikło.

Może po prostu, nasycona głębokim dźwiękiem bębna
i całodniową wysoką temperaturą otoczenia,
usnęłam i to był piękny sen?


Tak do końca tego nie wiem,
ale z całą pewnością różniło się to od "zwykłych" snów.
Bardziej odczuwam to jako podróż 
gdzieś przez jakąś szczelinę w czasoprzestrzeni.

Domyślam się, że to, co widziałam,
świat, który odwiedziłam, 
to podobna iluzja do tej, w której żyjemy tutaj,
że to inna myśl Myśliciela, który nas pomyślał -
gdzieś jednocześnie daleko i blisko.

Ta inna iluzja bardziej rezonuje z tym,
co czuję i gdzie jestem w sobie teraz.
Chciałabym odnaleźć tamte miejsca raz jeszcze.
I zostać na dłużej.
Miałoby się ochotę napisać - na zawsze.
Ale nic przecież nie jest na zawsze.

I dobrze.
Bo z pewnością są też takie światy,
których nie da się wyśnić, o których nie da się pomarzyć.
Są całkowicie poza naszym zasięgiem.
Ale w miarę rozwoju, w miarę poszerzania świadomości,
kiedyś otwierać się będą przed nami
coraz to nowe możliwości.
Kto wie, co znajduje się poza granicami
naszej świadomości?


Wzgórze zachodzącego słońca

Zarówno nad morzem, jak i nad rzeką,
w lesie, a nawet w swoim ogrodzie,
mam swoje ulubione miejsca, zakątki o mocniejszej energii.
Mam je i w górach.
Trzeba się tylko wspiąć kilka kilometrów,
a potem, kiedy już nogi zmęczone i oddech przyspieszony -
można łagodnie przejść w stan wytchnienia i relaksu.




Kwitną już wrzosy,
kwitnie starzec jakubek.
Jest bezwietrznie i tak, jak lubię - bardzo gorąco, 36 stopni.
Czyli temperatura wokół mnie taka sama, jak i we mnie.
Rzadko się to zdarza, ale w końcu doczekałam się 😆


W tej atmosferze gęstej od upału  
kadzidła mają intensywniejszy zapach,
a pióra wspominają czasy, kiedy w skrzydłach ptasich
wzbijały się w powietrze.
Latanie fascynuje mnie.


Moim dominującym żywiołem jest powietrze.
Gdy wykonuję czynności związane z powietrzem -
jestem w swoim żywiole, dosłownie i w przenośni.
Często palę kadzidła, które sama robię w taki sposób,
by mocno dymiły i dawały życie dymnym elementalom.
Dym uwalnia ciszę eteru.
W powietrzu wiszą klucze do innych światów -
na breloczkach z piór.


A pióra znajduję nieustannie, często prawie na nie wchodząc -
jakby wiedziały, którędy będę szła i czekały na mnie. 

Inne żywioły też są obecne w moim życiu, dla równowagi,
ale to powietrze jest moim ogniem, moją wodą i ziemią.

Lubię stać na skraju przepaści i spoglądać w dół.
Tak bardzo wtedy mi szkoda, że nie mogę wzbić się w powietrze
o własnych skrzydłach i poszybować jak ptak.


Zawsze odnosiłam wrażenie, jakby moje kości były lekkie
i łatwo wchodzę w stan nieważkości.
I teraz bacznie przyjrzałam się temu określeniu -
stan nie - waż - kości, czyli kości nie ważą.
Eureka! Język polski jest genialny!


Istnieją duchy powietrza zwane sylfami. 
Astrea Taylor w książce "Magia powietrza" podaje,
że "sylfy to proste, małe, dzikie i dziecinne istoty.
Jako czysty symbol żywiołu powietrza szybują na wietrze
i tańczą w piaskowych burzach.
Są odpowiedzialne za szelest liści oraz gałęzi,
to one turlają biegacze stepowe przez równiny.
Latają u boku ptaków i surfują po falach,
wzbijając pianę i rozpryskując wodę.
Kiedy wiatr cichnie, odpoczywają i korzystają z darów ziemi.
Czekają na kolejną inspirację, by znów wzbić się do lotu.


Sylfy potrafią wpływać na pogodę.
Można je wezwać, by wzbudziły łagodny wiatr.
Potrafią przenikać przez ciecze i ciała stałe,
by dostać się w dowolne miejsce.
Karmią się dymem z kadzidła i tańczą w jego oparach.
Uwielbiają muzykę.
Mogłaś je słyszeć, jeśli do twoich uszu dotarł kiedyś słaby głos znikąd
bądź wiatr przyniósł ci muzykę z nieznanego źródła.


Pierwszą osobą, która określiła elementale powietrza
mianem sylfów, był renesansowy alchemik Paracelsus.
Jego zdaniem sylfy to piękne humanoidy,
którym najbliżej do ludzi ze wszystkich elementali,
ponieważ jak my potrzebują powietrza.
Inni magowie twierdzili, że sylfy potrafią zagęścić powietrze,
by stworzyć ciało.
Pomagają również osiągnąć magiczny stan umysłu".


Wzywam sylfy ofiarowując im dym z kadzidła
i delikatny wiatr pojawia się.
Wow! 😊


Słońce coraz niżej.
Gdzieś w oddali, w dolinie, słychać dzwonki pasących się krów,
nieco bliżej - rżenie koni,
a wszędzie wokół - cykady.
Poza tym, cisza.
Siedziałam zasłuchana w tę magię wieczoru,
czas zwolnił bieg i do tego kojąca była świadomość,
że oprócz mnie i moich piór, zwierząt i owadów,
sylfów i duchów tego miejsca - nie ma tu więcej nikogo,
że nikt nie przyjdzie i nie zakłóci tego cudownego spektaklu.


Nadciągający zmierzch powoli zabierał słońce,
ale była pełnia, więc wiedziałam,
że dokładnie po przeciwnej stronie
za chwilę poda mi księżyc.
Patrzyłam na ciemniejące zarysy gór
i rozmyślałam o tym, że nie ma gór bez dolin,
jak i wzlotów bez upadków.

Powietrze łączy mnie z tym, czego nie widać.
Z tym, co wszechobecne, ale niepojęte i nietykalne - z Duchem.
Wdech i wydech, falowanie przestrzeni, przenikanie złudnego czasu.
Powietrze to zmiany i przemiany, wiatr we włosach,
trzepotanie skrzydeł i letniej sukienki.
To otchłań kosmosu.
To transformacja.
Wolność.


Powoli ruszyłam z mojego wzgórza zachodzącego słońca,
spośród sosen, wytchnień i zamyśleń,
w drogę powrotną do domu.
Jak dobrze móc tu być,
jak dobrze móc tu powracać.


"Żywioł powietrza cały czas nas otacza.
Jesteśmy w nim zanurzeni.
Powietrze można sobie wyobrazić jako niewidzialny świat
pełen energii, duchów i bóstw,
jako osobny energetyczny plan czy wydzielone królestwo.
Nasze myśli i słowa  prowadzą z nim
nieustanną komunikację.
Odbiera on nasze myśli,, fale mózgowe i komunikaty pozazmysłowe,
po czym tworzy z nich energię i wysyła w świat.
Tak działa magia manifestacji.

Wykorzystuj oddech, swojego ducha i zmysły!
Sięgnij po to, co porusza ten żywioł w tobie i sprawia,
że czujesz się lekki jak piórko.
W górę i naprzód! 
Leć!".
(Astrea Taylor)

Rzeka pod rzeką

Kobieto,
jeśli odeszłaś kiedykolwiek,
to wróć do twórczego łona w sobie.
Do swojego matecznika starszego niż pamięć skał,
trwalszego niż materia kamieni.



Powróć do wiecznego odradzania się zieleni.
Poczuj szelest krwi w centrum serca,
poczuj moc swoich kości.


Weź ze sobą płomień, gdy wchodzisz w mrok,
weź cień, gdy światło oślepia.
W ciszy i łagodności sięgaj po swoje życiowe perły -
dojrzysz je tylko na dnie spokojnie płynących rzek.
Szukaj w sobie Tej, Która Wie,
szukaj Czaromaginki - popioły tych, co spłonęły,
użyźniły ciała tych, co przyszły po nich i niosą mądrość,
zapach ziół i magię złota z ołowiu.
Nocami rozmawiaj z sowami,
poznaj lasy, gdzie pobiegniesz z wilkami,
nieś miód dla samotnej niedźwiedzicy.
Bądź gotowa na spotkanie z jednorożcem.


Kobieto, jeśli odeszłaś kiedykolwiek,
bo świat obowiązków pochłonął cię, wróć.
Miej swoją gawrę w korzeniach drzew
albo gniazdo ukryte w gałęziach,
gdzie nikt cię nie dosięgnie.
Miej swoje odurzenia w zapachu kwiatów,
niech aż się w głowie zakręci!




Miej swoją huśtawkę z deski i swoje tajemnice.
Miej swoją nietykalną przestrzeń i zapamiętaj sobie,
gdzie wewnątrz niej jest ta szczelina,
przez którą kiedyś przyszłaś
i przez którą kiedyś przelśnisz się dalej...
Bo "kiedyś" mieszka w każdej chwili,
w każdym spojrzeniu i oddechu każdym.
Bądź gotowa, czujna, lekka.
Tu i teraz dotknij siebie w sobie i powiedz:
jestem
oddycham
żyję
miłuję.


"Każda z kobiet ma potencjalny dostęp do Río Abajo Río,
owej rzeki pod rzeką.
Dociera tam drogą głębokiej medytacji, tańca, pisania,
malarstwa, modlitwy, śpiewu czy też gry na bębnach -
lub każdej innej działalności, która wymaga radykalnej 
przemiany świadomości.
Kobieta dociera do tego świata między światami
przez tęsknotę i poszukiwania czegoś,
co dostrzega tylko kącikiem oka..."
(Clarissa Pinkola Estés)



Mieszanie światów

"Uwierz w siebie i naucz się rozciągać granice swojej wyobraźni.
Nasza rzeczywistość jest tym,
co stworzymy w swoich umysłach.

W każdym kolejnym momencie
w obrębie siatki morficznej masz dostęp 
do potencjalnej, nieskończonej liczby możliwości.
Dopuść możliwość, że to, co jest,
jednocześnie "istnieje" i "nie istnieje.

Jeśli chcesz cokolwiek zmienić w swoim życiu,
musisz zmienić częstotliwość, gęstość lub jakość wzorców światła
budujących twoją rzeczywistość.
Uwolnij wszelkie wątpliwości
i działaj z poczuciem pewności."
(Richard Bartlett)

*

Od jakiegoś czasu mam upodobanie
do mieszania ze sobą światów.
Uczę się wychodzić z "rzeczywistości uzgodnionej".
Gdy tylko zostanę sama, zaraz się to zaczyna.
Zaraz chce przyjść niewyraźność, niepojętość i niewymowność.
Ten inny stan, podszewka, lewa strona.
Trudno się nawet o tym pisze.
 

To jest jak szklanka bez dna -
wchodzi się i trzeba uważać, by nie stłuc,
bo wtedy wszystko rozpadnie się na kawałki
i nie da się tego pozbierać,
będzie już stracone.
Ale jeśli uda się przejść, to wychodzi się,
niczym Alicja w Krainie Czarów,
z drugiej strony lustra. 

Przejście może być wskroś drzewa,
w kałuży, w stercie liści, w głazie, w płomieniu, w nas samych.
Trzeba wyczuć, gdzie ono w danym momencie jest. 


Potrzeba odwagi i zdecydowania.
Chwila wahania i przejście zamyka się.
Trzeba wtedy cierpliwie szukać innego.
Wirowanie pomaga.


Gdy już przedostanę się i wyjdę z zamglenia,
świat oczywiście dalej jest ten sam, ale już nie taki sam.


Kolory robią się intensywne, 
ciało odczuwa się lżej i swobodniej,
powietrze jest jakby bardziej świetliste
i wszystko dzieje się wolniej.
Jest dziwnie i niesamowicie.
Trzeba się przyzwyczaić.


Chyba nie da się tego sfotografować,
choć na tych zdjęciach jestem w tej innej bajce,
choć we własnym ogrodzie.
Kot spogląda na mnie,
wyczuwa, że coś się nieznacznie, a może i znacznie, zmieniło.


Czas też płynie inaczej,
sączy się z przestrzeni wokół 
bezszelestny jak lot sowy, prawie niewyczuwalny.
Ale lekko daje o sobie znać,
bo nagle przychodzi myśl:
mogę go zatrzymać!
Czas nie jest!
Albo wejść na inną linię czasową.
Mogę wybrać delikatne zmiany, na początek.
Żeby sprawdzić, co się zadzieje.
Nie trzeba wierzyć, można sprawdzić i wiedzieć.


Zrobiłam ostatnio pewien eksperyment
i udał się.
Ale nie o wszystkim można pisać,
by bańka nie pękła.
Każdy może to zrobić sam. Wolą i intencją.


Szukam - znajduję - i przekraczam samą siebie.
Przekroczenie jest poza granicami myśli.
To jest tutaj, jest teraz, wejście jest w miejscu wyjścia.
To są te same drzwi.
Właściwie to nie ma drzwi,
ale pozostawiono je otwarte. 

Uśmiecham się, bo to było takie proste.


Raz przekroczone blokady świadomości
powodują zrzucenie filtrów, przez które nauczono nas
odbierać świat wokół nas. 
W tych przekroczeniach i przełomach
mamy pomocników i sprzymierzeńców: 
dźwięki! zioła! grzyby!




Amanita otwiera czas i przestrzeń,
bęben otwiera serce,
rośliny uziemiają, by nie odlecieć zawczasu tam,
skąd nie ma już powrotu.
To jest moje trio sprzymierzeńców.
Znajdź swoje.

"Gdy umysł rozszerzy się, żeby objąć rzeczywistość
nowego doświadczenia, już nigdy nie skurczy się
do dawnego sposobu widzenia świata.
Nagle patrzysz na dotychczas pusty port,
ale teraz wyczuwasz obecność statków".
(Richard Bartlett)


"Zaprzęgnij do pracy "nie umysł" i "nie materię".
Świadomość załamuje falę.
Niech pierwiastek łaski Wszechświata zmienia
elementy twojego życia".
(Richard Bartlett)


"Wierzę w długotrwały, utrzymujący się obłęd,
umożliwiający uzyskanie dostępu do nieznanego".
(Jim Morrison)

Ja też. Lubię ten obłęd.
To jest po prostu obłędnie przyjemne, ekscytujące!
Chcę więcej!

"Możesz nauczyć się zmieniać swoją rzeczywistość
wdychając jeden układ rzeczywistości i wydychając drugi.
To jest prostsze niż myślisz".
(Richard Bartlett)

Richard, wiesz co, ja już nic nie myślę 😆
Wdycham, wydycham.
Mówisz, że niektórzy ludzie rodzą się czarodziejami,
inni muszą nad tym trochę popracować.


"Istnieje alchemiczna formuła,
ale nim ją odkryjesz,
już dawno się nią staniesz".
(Saint Germain)