Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieczność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieczność. Pokaż wszystkie posty

Pustka po codzienności

Ktoś kiedyś zauważył,
że ludzie chcieliby tutaj żyć wiecznie,
a często nie wiedzą co zrobić
z jednym deszczowym wieczorem.
Hmmm...


Ja mam jakoś trochę 
na odwrót, bo ani nie chciałabym 
tutaj żyć wiecznie,
ani nie przypominam sobie,
żebym kiedykolwiek się nudziła.
Nawet jak nic nie robię,
to jestem bardzo zajęta 😁.
Nicniemuszenie pomnożone
przez nicnierobienie to bardzo
poważne zajęcie 🤭.
Albo takie wirowanie wokół
własnej osi, albo huśtanie się.
Bujanie w obłokach,
ooo tak, uwielbiam,
 no i te niebieskie migdały,
no wiecie 😉.



O niczym wtedy nie myślę,
no chyba że o tych
niebieskich migdałach właśnie.
Na ogół, 
bo czasami wpada na mnie
znienacka zupełnie 
jakaś myśl.
Na przykład taka:
co ja robiłam rok temu o tej porze?
11 kwietnia 2025.
Nie pamiętam.
Albo 17 września 1998?
27 lutego 1982?
5 listopada 2001?
Nic.
Pusta otchłań niepamięci.


Bo jeśli nie wydarzyło się
coś znaczącego,
to nie pamiętamy nic z naszych
przeżytych dni 🤷.


A zatem jeśli było
coś-gdzieś-kiedyś
nie w tym ciele (o ile było),
to jak mielibyśmy to pamiętać,
skoro tak niewiele zostaje w pamięci
z aktualnego życia?

Są jednak jakieś przebłyski.
Powiedziałabym nawet,
że więcej we mnie pamięci tego
"coś-gdzieś-kiedyś"
(cokolwiek to znaczy 😆)
niż tego tutejszego.
Dlatego tęsknota...


Może powinnam mniej latać
na tych smokach 🐲? 
Mniej się huśtać i wirować?
Mniej bujać w obłokach?
Może ja jakaś odleciana jestem?
Za mało w ten świat się wkręcam?


8 sierpnia 2842?
Nie wiem.
Nie pamiętam.
😁

Lubię gdy...

Gdy chce się odpocząć od myślenia,
można sobie czegoś posłuchać.
Gdy umysł zajmie się słuchaniem - przestaje myśleć. 


Robię eksperyment i obserwuję, co się we mnie dzieje,
gdy dopinguję się słuchaniem dobrych słów.
Robiłam już różne próby z tekstami
napisanymi i nagranymi przez innych.
Było i jest ok. Nadal sporo słucham takich nagrań.
Ale dopiero gdy sama się nagrałam do muzyki,
która i bez tekstu robi mi poruszenia duszy -
to poszło dużo głębiej.
Jest ogromna różnica, gdy słuchamy czyjejś relacji,
a gdy swojej własnej. Ogromna.

Poza tym chciałam, aby był to tekst do słuchania mimochodem,
bez potrzeby bycia w stanie całkowitego relaksu.
Żeby móc go sobie słuchać jadąc samochodem,
albo robiąc coś.
Zatem napisanie własnej wersji dopingu
i słuchanie w nagraniu swojego głosu -
to był strzał w dziesiątkę.

Tekst nasączony jest dużą ilością słów,
które podnoszą wibracje.
Jest to, oczywiście, zabieg celowy.
Forma "lubię" też jest tu nieprzypadkowa.
Często jest tak, że umysł nas bojkotuje -
gdy mówimy sobie "jestem spokojna i szczęśliwa",
a akurat nie jestem - zaraz odezwie się głos,
który nam uświadomi: kłamiesz! Po co klepiesz te głupoty??
Zatem zastosowanie formy "lubię" zamyka mu usta.
Lubię gdy jestem spokojna i szczęśliwa -
to przecież szczera prawda.

Poniżej tekst, a link do nagrania na You Tube

Polecam - napiszcie własnymi słowami i nagrajcie się.
I poczujcie, jaki to jest zastrzyk hormonów szczęścia 😄

|
|
|
|
v
v


W mandali życia zawieszona
pośród milionów innych istnień -
idąc po kręgu wciąż odkrywam
skąd i dlaczego tutaj przyszłam.


Jestem utkana ze światła.
Moc jest we mnie.
Spokój zaczyna się we mnie.
Czuję głębię swojej istoty.

Na mojej drodze pojawia się coraz więcej dobrych nowin
i korzystnych możliwości.
Życie zmienia się na lepsze.
Lubię gdy życie jest łatwe, gdy jest zachwycające.
Lubię kołysać się na grzbiecie fali szczęścia.


Otacza mnie spokój, radość i dobrostan.
One są we mnie. One są mną.

Świadomie wybieram to, co dla mnie najlepsze -
rozpoznaję to intuicyjnie.
Tu i teraz wszystko jest dostępne.
Natura obfituje wszelaką obfitością,
a ja sięgam po tę obfitość bez wysiłku.
Rytm życia niesie mnie lekko ku sobie.
Rozpoznaję się, uczę się siebie, daję siebie sobie
i przyjmuję siebie samą w pełni i w prawdzie.
Teraz jest tak, więc jestem taka, ale rosnę, rozwijam się, zmieniam.
Gdy się zmieniam, staję się inną sobą

Daję się ponieść świadomości bez czasu, poruszeniom bez ciała.
Wszystko dzieje się na moją korzyść.
Codziennie rano lubię pytać:
co dobrego się dzisiaj wydarzy?

Każda ścieżka w znane lub w nieznane
zaczyna się pierwszym krokiem w miejscu,
w którym właśnie stoję.
Nie ma innego. To miejsce jest tutaj.
Ono może być w świecie widzialnym, albo niewidzialnym,
ale jest tutaj.
Mogę ruszyć w każdej chwili, bo każda zmiana, którą postanowię,
może zacząć się teraz.

Otrzymuję to, na co się zgodziłam.
Wycofuję swoją energię z tego, co już mi nie służy.
Osiągam coraz to wyższe poziomy, nowe, nieznane wymiary,
nieskończone przestrzenie.
Lubię, gdy wszystko mi sprzyja,
gdy wszystko mnie wspiera - bo tak właśnie wybieram.
Lubię, gdy wszystkiego jest pod dostatkiem 
i gdy wszystko nieustannie się odnawia.

Pozwalam moim zmysłom harmonizować moje ciało:
czuję, wącham, patrzę, słucham,
dotykam, smakuję, obserwuję.
Jestem.


Lubię widzieć wokół cuda.
Lubię ten magiczny świat, niesamowity, piękny, wibrujący.
Lubię ten stan, gdy podnoszę jakość swoich myśli i uczuć,
gdy jestem zrównoważona i spokojna.
Zdrowa. Sprawna. Pełna energii.


Dziękuję za wszystko co mam i za wszystko, czego nie mam.
Jestem, jestem, jestem.

To, czego potrzebuję - przychodzi do mnie.
Pojawia się znikąd, spontanicznie,
a ja sięgam po to bez wysiłku. Zauważam to z wdzięcznością.
Zawsze jestem w odpowiednim miejscu,
w odpowiedniej chwili.
Wszystko jest dobre w moim świecie.
Jestem.

Każdy płomień świecy jest kroplą światła,
a człowiek - kroplą ducha. 
Każda kropla ducha jest częścią Żródła.
Płyyyynę...


Ufam. Kocham. Wiem. Dziękuję.
Wybaczam. Przepraszam. Żyję.
Jestem.

Otwieram się na poczucie wolności i spełnienia.
Działam w sposób spontanicznie właściwy.
Lubię zauważać, że  Wszechświat otacza mnie energią bezpieczeństwa.
Lubię, gdy mam czas dla siebie.
Tkam nici życia w harmonii i równowadze.
Świadomie. Przytomnie. Medytacyjnie.
Lubię chłonąć piękno świata, jasność i ciemność,
i wszystkie odcienie dni i nocy.
Lubię czuć radość i beztroskę.
Lubię robić to, co lubię. 
Jestem, jestem, jestem.


Poznaję świat. Żyję w bogatym Wszechświecie.
W tym, co zwyczajne, jest świętość,
mistycyzm życia objawia się w codzienności,
a sanktuarium ducha lśni w chwili obecnej.
Spodziewam się, że dzisiaj wydarzy się coś dobrego.
Każdy dzień jest darem.
Najpyszniejszy smak życia sączy się powoli, kropla po kropli,
poprzez drobne szczegóły wydarzeń.


Wędruję. Poznaję. Odkrywam. Poszukuję.
Oto moja droga. Odczuwam przyjemność z tej jazdy.
Uczę się latać.


Wybieram prostotę.
Każda komórka mojego ciała wibruje energią mocy życia.
Każda komórka mojego ciała jest zdrowa i szczęśliwa.
Lubię odczuwać przyjemność i obfitość, 
i wchodzić w sam środek szczęścia.
Lubię, gdy jest dobrze.
Jestem.

Energią działam w materii.
Materia uczy mnie pokonywania twardości.
Nabieram elastycznej miękkości.
Jasno-widzę, jasno-słyszę, jasno-żyję, jasno-czuję.
Widzę bez zniekształceń, tak wewnątrz, jak i na zewnątrz.
dla mojego najwyższego dobra i dobra wszystkich istot.
Światło we mnie dostraja się do wzorca Prawdziwego Światła
Źródła Wszystkich Rzeczy widzialnych i niewidzialnych,
Źródła Wszystkiego co jest i wszystkiego, czego nie ma.
Lubię podążać za tym, co autentycznie raduje moje serce.
Lubię się bawić.
Jestem.

W moim ciele jest więcej atomów niż gwiazd we Wszechświecie.
Moje życie ma moje imię,
a ja nie jestem tylko tą, którą widzę w lustrze.
Nie odkładam życia na później.
Jestem tu i teraz, mam wszystko, czego mi potrzeba
nie rozdzielam już więcej
nieba od ziemi.

Jestem. Jestem. Jestem.



Przyszłość inaczej

Pytam czasami ludzi, 
jak odczuwają swój czas.
Gdy zamkną oczy 
i wczują się w swoje bycie -
gdzie czują przeszłość, 
a gdzie przyszłość?


Niektórzy mają przeszłość 
po lewej stronie,
a przyszłość po prawej. 
Inni odwrotnie.
Czasami przeszłość 
jest wyczuwana z tyłu, 
a przyszłość z przodu.
Liniowo, poziomo.
Odczuj, jak jest u Ciebie, 
zanim zaczniesz czytać dalej.


(Język polski jest chyba 
jedynym językiem,
w którym te dwa słowa 
różnią się tylko jedną literą.
W innych językach są to dwa 
zupełnie różne słowa,
w hiszpańskim na przykład 
przyszłość - futuro, przeszłość - pasado, 
podobnie w angielskim, 
francuskim, niemieckim i innych).

A teraz wyobraź sobie 
przyszłość pionowo
i nie liniowo, a spiralnie.
Jeśli uda Ci się utrzymać 
takie płynięcie czasu,
to prawdopodobnie odczujesz 
jak zmienia się wówczas 
zupełnie jego jakość.
Nadal jest on iluzoryczny i nierealny, 
umowny, ale jakby zwalnia bieg, 
nabiera głębi i soczystości,
robi się intensywny i wysokowibracyjny.
Ciało wolniej się starzeje 
i zaczyna się mocnej odczuwać
chwile szczęścia.
Najzwyklejsze rzeczy widzi się nagle inaczej -
od wewnątrz, energetycznie,
poprzez materię - na wskroś jakby.
Widzi się je w totalnym pięknie 
i spokoju istnienia.

Moja przyszłość tak właśnie 
jest teraz umiejscowiona.
Idzie z góry i wygląda jak spirala DNA, 
wchodzi poprzez głowę, schodzi niżej -
gdzie znajduje się chwila obecna, 
a potem lekkim łukiem 
kieruje się poprzez ciało w dół, do stóp 
i wychodzi w kierunku ziemi.
Tam zamienia się w przeszłość 
i zostaje jako czas miniony
z tyłu, za stopami.

(To i tak jest złudzenie, 
bo czas nie porusza się we mnie, 
to raczej ja poruszam się w czasie, 
a raczej - w czasoprzestrzeni. 
Gdy rozwija się przyszłość, 
przemieszczam się w górę po spirali). 

*

Grzyb z delikatnymi piórkami
jakby dopiero co podkradzionymi 
brązowej sowie,
żeby w nie ustroić swój ogromny parasol.


Zbieram te kapelusze czując w dłoniach
ich miękkość, wilgotną fakturę, 
subtelność kremowej bieli.
W powietrzu wokół drga 
grzybowo - orzechowy zapach.


Od spodu - muślinowe wachlarze,
a pojedyncze skrzydełka 
są tak bibułkowe, tak mgiełkowe, 
jakby za chwilę miały zniknąć.


Zaczęłam tak widzieć kanie, 
gdy moja przyszłość
objawiła mi się pionowo, 
spiralnie, nieskończenie.
Kiedyś ich tak nie widziałam.
Kiedyś to było rach - ciach, 
kania do koszyka i tyle.

I tak jest teraz ze wszystkim...


Już ususzone.


Przyglądam się im z zachwytem,
zanim zrobię wieczorny napar.
Tak cudowne drzewa 
podarowały mi odrobinę swojej esencji, 
aby mogła
zasilić moje ciało.
Wdzięczność.




Każdy listek pieczołowicie odcięty, 
a listki z różnych roślin, 
po dwa, trzy z jednej,
żeby reszta mogła rosnąć dalej.
Nastroszone parzydełka 
gotowe do boju,
czuję ich delikatne pieczenie 
w opuszkach palców
nawet po wysuszeniu, 
gdy kruszę listki do słoja.


Ta uważność, powolność, 
zachwyt i współodczuwanie z roślinami
wychodzą z pionowej, spiralnej przyszłości.

Widzę kawałek drewna obok drzewa, 
ale czy na pewno
jest to tylko kawałek drewna?



Witaj drewniany przyjacielu!
Na powitanie i dalszą drogę 
dostaniesz ode mnie
czapeczkę z czerwonym koralikiem :)

Robię wieniec z szyszek, 
a one
powoli wciągają mnie w wir 
Moja dusza rozpoznaje 
w tym ułożeniu Porządek Rzeczy.


Przyglądam się 
starym drzwiom z desek,
a każdy otwór, każdy sęk, 
każda rysa i zadrapanie
opowiadają swoją historię
zapisaną na zawsze 
w ich spiralnej przeszłości.


Pnie drzew, które pojawiły się w materii
na długo przede mną.
Co widziały, co słyszały, co przeżyły,
co w sobie zapisały?
Ich korzenie widzą 
głębiny Ziemi nam niedostępne,
ich kora chropowata jest, 
pełna zakamarków, bruzd, 
skrętów i zagłębień,
ich serca pionowe są 
jak  moja przyszłość.





Jaka moc i potęga 
jest w tych Istotach -
zadzieram głowę ku gałęziom, 
ku ich harmonii
i równowadze.



Jak czujecie swój czas, 
swoją przyszłość?
Może już Czas wyjść z liniowości 
i dać się ponieść
spirali bezczasu?
I zawirować z Duchem, 
który jest w nas
w nieskończoności 
pomnożonej przez wieczność.


Szelest

Szelest liści budzi u mnie tęsknotę,
nie wiadomo za czym, nie wiadomo dlaczego.
Nie tylko ten jesienny.
Każdy.
Ale jesienny bardziej.

Cieszę się każdą porą roku, choć nie każdą tak samo mocno.
Szczyt radości przypada pod koniec czerwca,
a gdy temperatura otoczenia
zbliża się do temperatury ciała - prawie lewituję,
tak mi dobrze.
Gorący wiatr po zachodzie słońca
powoduje u mnie bezsenność ze szczęścia i dobrostanu.

Wraz z upływem miesięcy lekko opada mój nastrój,
a najniższe wskaźniki pokazują się w grudniu i styczniu.
Potem znów zaczyna się tendencja zwyżkowa.
Taki wdech i wydech,
bo przecież żyjemy w cyklach.

Jesień powitałam dziś zupą grzybową.
Z grzybów zebranych dopiero co.
Taka obfitość wszystkiego wszędzie wokół,
zbieramy i zbieramy, i końca nie widać.
Figi, orzechy, kasztany jadalne, dzika róża, tarnina.
Maliny, kapary nasturcji, dzikie jabłka.
A gdy schylam się po kasztany i orzechy,
słyszę ten szelest liści.
A gdy ręce wyciągam w górę, ku gałęziom,
po figi, po tarninę,
słyszę ten szelest liści.
Wiatr pędzi, nie zważając na nic,
a liście rozmawiają ze sobą, z nim, ze mną.
O tęsknocie. 
Nie z tego świata i nie za tym światem.

Szelest...

Gdy wędruję na spacer uliczkami małych miasteczek,
których wiele tu w okolicy,
ten szelest jest wszędzie.
Nawet gdy nie ma liści.
Jest wszędzie tam, gdzie ja.
Bo on idzie... ze mnie.

"Ta ulica, podobnie jak każda inna,
prowadzi do wieczności..."


Każdy ma swój szelest, swoje tęsknoty, swoje uliczki i miasteczka.
Gdy ucichną, wtedy na nowo przypomnimy sobie...
wieczność.


"Przekonanie, że świat jest taki, jakim się wydaje,
jest bardzo głupie.
Świat wokół nas jest bardzo dziwny.
To tajemnicze miejsce
i niełatwo ujawnia swoje tajemnice.
Ta ulica, podobnie jak każda inna,
prowadzi do wieczności.
Musisz tylko pójść nią w absolutnej ciszy.
Już czas.
Ruszaj! Ruszaj!"
(Carlos Castaneda)

W dolinie

domy przycupnęły na chwilę
na trochę lat, 
na mgnienie wieczności



nową zielenią liści
które zaraz wyłonią się z nicości
jak wyłania się wszystko

przypomnij sobie jak
czekałeś na swoje ciało
jak ta nowa zieleń na liść
którego jeszcze nie ma
ale gdzie on jest?


informacja w energii
nicość pełna czego tylko 
świat zapragnie

domy na trochę lat
tymczasem mgła
też przycupnęła w dolinie
nie rozmijając się z wiecznością
będzie do końca na tej Ziemi
jak chmury, jak wiosna, jak wiatr
jak szczyty gór i niebo bez dna


nasze ciała jak te domy
nasze dusze jak ta mgła