Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostara. Pokaż wszystkie posty

Niecierpliwość

 niecierpliwią się w duszy
świetliste oddechy
czas już Marzannę
wrzucić w kipiel senną
zimo przepadnij!
śniegu wsiąknij
nasącz nić życia
drogocenną


niecierpliwią się w sercu
szkarłatne drgnienia
wiosenne szepty
niech nas obejmą
ptaki kluczami
otworzą niebo
przestrzeń wypełni
barwne piękno


niecierpliwią się w szafie
moje sukienki
już czas Marzannę
strącić w kipiel senną
jej czas się kończy
niech już odejdzie
a jej lamenty
nadaremno!


"błękitna przestrzeń mruga,
zaprasza do siebie 
skrzydeł nie nuży
pędzim sobie we trójkę:
i listek róży"

Między Ostarą a Beltane

Tocząc się po kole roku - dzień w końcu dogonił noc. 
Tyle samo światła ile ciemności,
tyle samo brania co dawania,
tyle samo ying co yang.
Wszyscy pogodzeni, równi, harmonijni.
Balansują teraz przez chwilę na chwiejnej linii równowagi.
Jak trudno jest zachować równowagę - każdy wie.
W życiu co i rusz przechylamy się w kierunku skrajności.


Ale świat w swojej naturze nieustannie dąży do equilibrium,
a nasze ciała - do homeostazy.


 20 - 21 marca, Ostara. Jajo życia. 
Na północnej półkuli Ziemi zaczyna się wiosna -
jej materia nabierać będzie kształtów w świecie widzialnym.
To ona poprowadzi teraz dalej taniec życia,
rozśpiewa ptaki, porozwija liście, wybarwi kwiaty,
da początek temu wszystkiemu, co latem 
przemieni się w obfitość i pełnię.




Domyka się teraz roczny cykl wędrówki Słońca przez zodiak,
przechodzi ono przez ostatnie stopnie 
 onirycznych Ryb 
i wchodzi w rewir ognistego Barana, 
a to oznacza nowy rozdział w dwunastostronicowej księdze zodiaku.
Ważny moment.
Nowy rok w naturze.

Zaczyna się czas
41 dni stopniowego nagrzewania krwi i kości po zimie - 
do 1 maja, święta Beltane, gdy wiosna w pełni
pulsować już będzie w naszych skroniach i sercach.
Głośniej i głośniej będzie wybrzmiewać godowa pieśń natury,
mocniej i mocniej rozgrzeje nas odrodzone słońce,
wyżej i wyżej podnosić się będzie energia,
szerzej i szerzej rozleją się fale radości, odnowy, świetlistości.




To jeszcze wciąż niestabilność pogodowa,
(w marcu jak w garncu i kwiecień - plecień),
to jeszcze zmaganie się ciepła z zimnem,
które tak łatwo nie daje za wygraną,
to skoki i opadania temperatur i nastrojów,
to jeszcze czasami śnieg czy lodowaty wiatr,
ale nieuchronnie ich czas się kończy.

Panie i Panowie, zmiana dekoracji!





Każdy cykl w naturze i w nas
osadza się z czasem w swoim panowaniu.
Teraz ptaki uwijają się przy budowaniu gniazd,
owady wytańcowują swoje esy-floresy 
pomiędzy pierwszymi wiosennymi kwiatami,
a ja wypełniam nową donicę ziołami.
Ziemia wilgotna od deszczu, ręce, które sadzą rośliny -
brudne, ale czyste, bo ziemia jest święta. 

Teraz chce mi się biegać, skakać, tańczyć,
osuwać się w radość istnienia.
Koniec zimy!
Akceptuję i przeżywam istotnie wszystkie pory roku,
ale z zimą rezonuję najmniej.
Dlatego jej odchodzenie świętuję najmocniej 😃


Korzystasz ze swojego magicznego guzika,
który otwiera wejście do twojej własnej, prywatnej rzeczywistości?
To już Ostara. Budź się!
Ja właśnie rozsuwam błony zimy i odlatuję 
ku wiośnie, do wiosny, w wiosnę, poprzez wiosnę.
Odmieniam ją przez wszystkie przypadki,
a wszystkie pachną, pączkują, tchną nowością, rozbłyskują.
Wiosennieję, wiośnieję, wiosnuję, wiodlatuję!

"MAKE IT NEW.
(nowe niebo i nową ziemię)
tylko wtedy, gdy przestajemy być praktyczni
i koncentrujemy się na Bezużytecznym,
w odlocie
otwiera się przed nami świat".
(Ernesto Cardenal)


Wiosno! Widzę cię na linii horyzontu,
tam, gdzie dzieje się poezja jasności, cisza przed zmianą,
miłość, wdzięczność, blask i nieuchwytny czar.



*

I tak właśnie sobie jesteśmy, w drodze między
Ostarą a Beltane.


Czemu używam tych niepolskich nazw?
Głównie z powodu braku polskich.
Mamy Dziady, Kupalnockę, przesilenia i równonoce,
i na tym koniec.
Samhain, Yule, Imbolc, Ostara, Beltane, Litha, Lammas i Mabon -
to nazwy określonych, ważnych momentów w Kole Natury.
Mimo że głównie wywodzą się ze świąt celtyckich i germańskich -
to jednak nie trzeba przynależeć do żadnej religii, żadnego wyznania,
niepotrzebni są pośrednicy ani przewodnicy,
aby w tych dniach zatrzymać się na chwilę
i na swój sposób uświęcić to, co cykliczne, równoważące i harmonijne.
Jeśli ktoś lubi - można świętować razem,
ale można i w pojedynkę, sam na sam z siłami natury,
pokłonić się temu, co jest zarówno w nas, jak i na zewnątrz, 
temu, co nas karmi i odżywia,
i trzyma przy życiu - Ziemia i jej cykle, Natura i jej plony,
moc kreacji, żywioły i kontinuum pokoleń,
i powiązana z nami wszystkimi kolej rzeczy.
Czasami wystarczy chwila zadumy...

*

O czasie między Imbolc a Ostarą (01. 02. - 20.03.) pisałam tutaj
O czasie między Yule a Imbolc (21.12. - 02.02.) pisałam tutaj

Między Imbolc a Ostarą

 czyli w czasie pomiędzy 1 lutego a 20 marca
zima będzie coraz bardziej wyczerpywać się,
aż do chwili, 
gdy jej biele, grafitowe chmury 
i przydymione szarości poranków
 ustąpią pod naporem eksplodującej zieleni wiosny.


Dziś 02.02.
Po zmroku rozmowy sów niosą się po okolicy.
Pada deszcz, wieje silny wiatr,
ciężkie chmury suną po niebie.
Jest tajemniczo, niesamowicie, nieco groźnie.
Jak dobrze jest się teraz w ciepłych, domowych pieleszach.
Zapalam świeczkę w ulubionym świeczniku
podarowanym mi przez przyjazną duszę.
I jak co roku o tej porze -
w duchu przygotowuję się już do celebracji kolejnej rocznicy
zejścia na Ziemię - dnia urodzin, który wkrótce.
Ostatnie podsumowania minionego roku życia:
głębokie doliny zadumań i przemyśleń,
i wysokie szczyty wdzięczności i podziękowań.
Oddaję przestrzeni to, co czuję, że już mi zbędne,
a to, co się przyda - zabieram w dalszą drogę.


Trzydniowe Imbolc między 1 a 3 lutego.
Zapalam tę i inne świece z uśmiechem 
i pewną własną, wewnętrzną intencją twórczą
na zaczynającą się właśnie energetyczną wiosnę -
właśnie dziś, gdy kalendarz mówi,
że to półmetek zimy.
Do Ostary - marcowego zrównania dnia z nocą, mamy 46 dni.

Teraz najważniejsze sprawy toczą się tam, 
gdzie tego nie widzimy, czyli pod ziemią.
Głęboko w łonie pramatki Ziemi budzi się życie,
światło nabiera blasku i powoli, powoli nasącza sobą
zziębnięte, uśpione korzenie roślin.
I nasze, ludzkie korzenie, też.
Podziemne stukania, szepty, westchnienia, kląskania, nawoływania.
Tak ciche, że niesłyszalne, ale o mocy kruszącej skały od wewnątrz.

Medytacja przybywającego dnia,
celebracja każdego promienia słońca,
które mocniej już grzeje policzki.

Jeszcze niedawno w uszach pulsowało tętno bieli.



Ale dziś, póki co, pozostało po niej tylko wspomnienie.
Znów wydeptuję nowe kroki poezji życia
po ubitych brązem ścieżkach,
a znajduję ciągle takie, po których jeszcze nigdy nie szłam.
Góry mają to do siebie, że kryją różne tajemnice.
Jak zatrzaśnięte dawno kufry marzeń,
jak głębokie jaskinie przyszłości, jak życie samo...


Światło rośnie.
Rozsuwa na boki atomy ciemności
i zostawia całkiem pustą przestrzeń zwycięstwa,
aby stwarzać na nowo to,
co będzie żyć w materialnej przestrzeni.

Toczymy się w kierunku przypływu kolorów, wzrastania i ciepła.
Imbolc jest falą ostatecznego budzenia się
do zasiewów i płodności Ostary.
Płynę na tej fali...



*

I tak właśnie sobie jesteśmy, w drodze między
Imbolc a Ostarą.

Czemu używam tych niepolskich nazw?
Głównie z powodu braku polskich.
Mamy Dziady, Kupalnockę, przesilenia i równonoce,
i na tym koniec.
Samhain, Yule, Imbolc, Ostara, Beltane, Litha, Lammas i Mabon -
to nazwy określonych, ważnych momentów w Kole Natury.
Mimo że głównie wywodzą się ze świąt celtyckich i germańskich -
to jednak nie trzeba przynależeć do żadnej religii, żadnego wyznania,
niepotrzebni są pośrednicy ani przewodnicy,
aby w tych dniach zatrzymać się na chwilę
i na swój sposób uświęcić to, co cykliczne, równoważące i harmonijne.
Jeśli ktoś lubi - można świętować razem,
ale można i w pojedynkę, sam na sam z siłami natury,
pokłonić się temu, co jest zarówno w nas, jak i na zewnątrz, 
temu, co nas karmi i odżywia,
i trzyma przy życiu - Ziemia i jej cykle, Natura i jej plony,
moc kreacji, żywioły i kontinuum pokoleń,
i powiązana z nami wszystkimi kolej rzeczy.
Czasami wystarczy chwila zadumy...

*
O czasie wcześniejszym, między Yule a Imbolc, pisałam tutaj