Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Niecierpliwość

 niecierpliwią się w duszy
świetliste oddechy
czas już Marzannę
wrzucić w kipiel senną
zimo przepadnij!
śniegu wsiąknij
nasącz nić życia
drogocenną


niecierpliwią się w sercu
szkarłatne drgnienia
wiosenne szepty
niech nas obejmą
ptaki kluczami
otworzą niebo
przestrzeń wypełni
barwne piękno


niecierpliwią się w szafie
moje sukienki
już czas Marzannę
strącić w kipiel senną
jej czas się kończy
niech już odejdzie
a jej lamenty
nadaremno!


"błękitna przestrzeń mruga,
zaprasza do siebie 
skrzydeł nie nuży
pędzim sobie we trójkę:
i listek róży"