.

.

Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem zawartym w kropli. (Rumi)


Traductor
English French German Spain Italian Dutch Russian Portuguese

Teraz już wiem

Przyglądam się swojemu zdjęciu z czasów, gdy byłam nastolatką. 


W zamyśleniu, w nagłym bezruchu,
z pewną tęsknotą za tamtym spojrzeniem i uśmiechem
bardzo młodej dziewczyny, zanim jeszcze otworzyły się te drzwi,
które wpuszczają dorosłość - to, co już się szykowało,
gotowało i doprawiało, ale jeszcze nie zaistniało.
I nagle, w odpowiedzi na moją melancholię, usłyszałam:
no niestety, nie mogę ci obiecać, że będziesz wiecznie młoda,
ale mogę ci zagwarantować, że będziesz wiecznie wieczna.
Już jesteś.
Już.
Jesteś.

Wzięłam tę wieczność, bo nie bardzo miałam inny wybór.
Zeszłam ze schodów, roześmiana niewieczną młodością
i poszłam dalej.
W ten dziwny świat, gdzie lewa strona staje się prawą, jak tylko się obrócę.
Gdzie zawsze jest coś mniejszego od najmniejszego, 
które zamienia się w pustkę większą od największego.
Gdzie wszystko jest takie względne.
I tak bardzo zależy od punktu odniesienia.



Od tamtego zdjęcia minęło ponad 40 lat, 
a ja nadal bardzo dokładnie pamiętam, jak schodziłam z tych schodów. 


Wiem już, co wydarzyło się dalej, przez te setki miesięcy, aż do dziś.
Wiem, w które drogi lepiej było nie wchodzić, 
których świateł nie gasić, a których nie zapalać,
gdzie lepiej było zostać, a skąd czym prędzej odejść, 
kogo pogłaskać, a kogo ugryźć, 
które supełki życia delikatnie rozwiązać, a które przeciąć na zawsze.
Dziś już wiem.


- No i co? W jakim miejscu jesteś teraz? - zapytał ten sam głos z wewnątrz.
- W słodko - gorzkim. Między czarną czekoladą, a skórką pomarańczy.
Aż do późna w nocy przyglądam się, jak zapada zmrok, 
choć dawno już zapadł.
Aż do ostatniej iskry siedzę przy ognisku, choć został już tylko popiół.
Wybieram ostatnie dźwięki z piosenki, choć tam już tylko cisza.
Rozgarniam ostatnie suche liście, choć rozpadły się już w pył.
Długo patrzę przez okno w samochodzie, choć dawno stoi już w miejscu
i krajobraz za szybą znieruchomiał.

Dziś już wiem, że dwa i dwa to nie zawsze cztery,
bo iluzja jest wszechpotężna.




Nowy rok wcale nie zawsze zaczyna się tam, gdzie kończy się stary.

Zimowe Staniesłońca

Zbliża się Pełnia Księżyca Długiej Nocy (Księżyc Dębowy),
a wkrótce potem - zimowe przesilenie.
Szczodre Gody. 21 - 22 grudnia.
I początek nowego roku słonecznego.
Nasi przodkowie zawieszali nad drzwiami podłaźniczkę -
iglastą gałąź pięknie udekorowaną,
a we wschodnim kącie domu pojawiał się snop diduch -
opiekuńczy duch domu.
I w moim domu też tak będzie.
Przygotowania trawają.

Zaraz zacznie się zima, choć tu, gdzie mieszkam -
na razie 17 stopni, zero wiatru, sucho.
Tuż przed pełnią - jest moc, 
zbieram więc i suszę koniczynę czerwoną, bo i w niej moc wielka,
szczególnie dla kobiet.


Drzewa liście pogubiły, choć dęby i jesiony jeszcze nie do końca.
Trawa soczyście zielona.
Jeszcze kilka dni temu zbierałam ostatnią w tym roku lawendę.
Ostrokrzew już w zimowej, czerwonokulkowej szacie,
choć na tle zieleni taki nie do końca wiarygodny :)


Na okolicznych górach było już trochę śniegu, ale stopniał.
Przez wiele dni nad Atlantykiem mgły spowijały wszystko,
ale się rozwiały. 



skromny krajobraz końca jesieni
zwalniam ja i mój świat
a między drzewami
duchy i wiatr
szepczą modlitwę
o płomień miłości

 misterium najdłuższej nocy
świece mocniej lśnią
a w migotliwym blasku zapatrzenia
znika czas

wtedy rozpalam tę miłość
o którą
modlił się wiatr

Krok do przodu, krok do tyłu

"Wspaniała jest Ziemia i sposób, w jaki stała się czym jest.
Czy sądzisz, że się na tym zatrzymała? Wzrost został zarzucony?
Zrozum więc, że pójdzie równie daleko z miejsca, w którym jest, 
jak to miejsce jest odległe od czasów 
kiedy leżało przykryte wodami i gazami, zanim pojawił się człowiek".
(Walt Whitman)


Nasza Ziemia ma około 4,5 miliarda lat.
Jeśli robilibyśmy Ziemi jedno zdjęcie co dziesięć tysięcy lat
i potem zmontowalibyśmy z tych zdjęć film,
miałby ponad 4 godziny.
Cała historia ludzkości zmieściłaby się w ostatniej sekundzie filmu.

Dinozaury pojawiły się jakieś 240 milionów lat temu.
Około 2,5 miliona lat temu,
czyli 63 miliony lat po zagładzie dinozaurów,
które rządziły Ziemią przez marne 175 milionów lat,
pojawiły się najwcześniejsze formy rodzaju Homo,
 a jakieś 100 tysięcy lat temu pierwsi przedstawiciele 
naszego gatunku, Homo Sapiens.

Wyobraźmy sobie, że Matka Ziemia obchodzi właśnie
swoje 50 urodziny, czyli że całe 4,5 miliarda lat
jej istnienia spakujemy do lat pięćdziesięciu.
Pierwsze ślady życia pojawią się, gdy ma lat 11.
Pierwsze zwierzęta obdarzone wzrokiem (trylobity i skrzypłocze) -
tuż przed jej 45 urodzinami.
Dinozaury wyginęły kilka miesięcy po jej 49 urodzinach.
Homo erectus (człowiek z Jawy) nauczył się rozpalać ogień
w tym tygodniu, a Homo sapiens pojawił się wczoraj.
Ostatnia epoka lodowcowa skończyła się godzinę temu,
a cywilizacja, czyli cała nasza pisana historia, sztuka i nauka,
zaczęła się kilka minut później.
Jezus urodził się 10 minut temu.
Komputery powstały 17 sekund temu...

Odkładam książkę na bok ("Sześć tajemnic Wszechświata. Od cyfr do czasu.
Przewodnik po niewidzialnym świecie" Davida Blatnera)
i podpierając głowę  zamyślam się nad tym wszystkim 
i nad zawrotną prędkością, z którą lecę nieustannie wraz z całą galaktyką
siedząc nieruchomo w wygodnym fotelu
w pewnym hotelu z widokiem na morze.



Słońce i cały Układ Słoneczny przemierzają międzygwiezdną pustkę,
obracając się wokół centrum Drogi Mlecznej z prędkością 800 000 km/h.
Cała nasza Galaktyka pędzi przez przestrzeń w tempie
ponad 2 milionów kilometrów na godzinę.
Wydaje się, że gna na złamanie karku, ale i tak potrzeba nam
225 milionów lat, abyśmy przebyli jedno okrążenie
wokół jądra Galaktyki. To jest jeden rok galaktyczny.


Gdybyśmy zbudowali statek kosmiczny mogący poruszać się
z prędkością światła, milion lat nie wystarczy,
żeby dolecieć choćby do połowy drogi 
do najbliższej nam galaktyki, czyli Wielkiej Mgławicy Andromedy.

Co roku rodzi się i umiera wiele miliardów gwiazd.
W naszej galaktyce, Drodze Mlecznej,
znajduje się około 200 miliardów gwiazd,
a we Wszechświecie znajduje się niemal sto pięćdziesiąt miliardów galaktyk.

A ile trwa bieżąca chwila?
Nasze jedyne narzędzie pomiaru czasu przypomina nieco błędne koło: 
"czas płynie dokładnie z prędkością sekundy na sekundę".
Chociaż zdrowy rozsądek mówi nam, że czas wszędzie
płynie tak samo, fizycy obecnie dowodzą,
że prawie na pewno jest to nieprawda. 
Einstenowska teoria względności wskazuje, że to, 
jak czas wygląda z ludzkiego punktu widzenia,
nie sprawdza się w każdej sytuacji.
To trochę tak, jakbyśmy powiedzieli, 
że "dwa plus dwa to przeważnie cztery, ale są wyjątki".
Teoria względności mówi, że czas, nierozerwalnie związany
z przestrzenią, jest bardzo elastyczny i że rozciąga się
w zależności od grawitacji i prędkości.
Oznacza to, że dla dwóch przedmiotów poruszających się
z różnymi prędkościami czas płynie inaczej.
Wydaje się być to zwariowane, ale tak właśnie jest.
Szybkość i grawitacja wpływają na czas.

Gdyby Słońce wybuchło właśnie teraz, z uwagi na prędkość światła
dowiedzielibyśmy się o tym dopiero za jakieś osiem minut.
Podobnie możemy obserwować gwiazdy, których już nie ma...

Trochę już wiemy na temat tego, co nieskończenie wielkie,
jak i tego, co nieskończenie małe.
Ale to prawdopodobnie bardzo znikomy wycinek większej całości.
Istnieje pewna granica, poza którą ludzki umysł,
zmysły, a nawet duchowe poznanie, nie jest w stanie wykroczyć.
Czujemy, że tak jest.
Być może ta granica będzie się przesuwać w nieskończoność,
by tajemnice pozostały nietykalne.

Granice, granice... przypomniało mi się, 
jak pięknie na temat granic pisała Tove Jansson, autorka "Muminków":
"Kocham granice. Sierpień jest granicą między latem a jesienią:
to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam.
Zmierzch jest granicą między dniem a nocą,
a brzeg jest granicą pomiędzy morzem a lądem.
Granica jest tęsknotą: kiedy oboje są zakochani,
ale wciąż nie wypowiedzieli ani słowa.
Granicą jest bycie w drodze".

Wszyscy jesteśmy w drodze, a granice, choć ruchome,
zawsze są.

W 2009 roku w Szwajcarii, na początku prac mających na celu
odkrycie hipotetycznego bozonu Higgsa, 
nastąpiła poważna awaria przy rozruchu Wielkiego Zderzacza Hadronów
i urządzenie trzeba było wyłączyć.
Wówczas "para skądinąd szanowanych fizyków" zasugerowała,
że awarię spowodował ów bozon Higgsa,
który przemieścił się w przeszłość i wyłączył zderzacz,
zanim ten go odkrył, "podobnie jak podróżnik w czasie
zabijający swego dziadka" 😑
Jednak to, co nie było możliwe w roku 2009, ujawniło się parę lat później.
Zatem, być może, pozwala się nam odkryć tylko to,
co chce być odkryte. I na co jesteśmy przygotowani 
w odpowiednim dla tego czasie.
Ni mniej, ni więcej.

I może jest tak, jak powiedział Gustave Naquet, że
"ilekroć wiedza czyni krok naprzód, Bóg oddala się krok do tyłu".

Ma nieskończoną ilość miejsca na każdy krok...






P.S. Wydaje ci się, że właśnie siedzisz sobie spokojnie?
To kliknij tu

We śnie

"Czytałem chiński wiersz
napisany przed tysiącem lat.
Autor opowiada o deszczu
padającym przez całą noc
na bambusowy dach łodzi
i o spokoju, który nareszcie
zagościł w jego sercu.
Czy to zbieg okoliczności,
że znowu jest listopad i mgła
i ołowiany zmierzch?
Czy to przypadek,
że znowu ktoś żyje? (...)

Jesień po jesieni
odziera z liści dumne drzewa
i jeśli coś zostaje
to delikatny szmer deszczu
w wierszach, które nie są
ani radosne, ani smutne.
Tylko czystość jest niewidoczna
i wieczór, kiedy i cień, i światło
zapominają o nas na moment
zajęte tasowaniem tajemnic".
(Adam Zagajewski)

* * *


... przed tysiącem lat, za tysiąc lat...
będę żyć
będę tu wracać, aż się obudzę
"zbiegi okoliczności" i "przypadki"
pokazują mi wciąż to samo:
znów żyjesz
tu już byłaś, to już widziałaś
znowu to samo, kręcisz się w kółko
bo to już śniłaś, to już śniłaś...

ktoś mną potrząsa...
to ja sama z przyszłości

dziecko, które stale pyta: czemu, czemu, czemu?
i nie zawsze oczekuje odpowiedzi
bo ona bardziej potrzebna jest mnie
tej we śnie

tak, będę tu wracać, aż się obudzę
są już takie, na razie, chwile
wylśnione poza snem
dotykam ich z czułością i delikatnie
bo kruche są i tak szybko znikają
jak bańki mydlane na wietrze
a cenne są tak, jak to,
co najcenniejsze

(wnuś z babcią)

Nieba nie ma


"Człowiek prawdziwy zważa na to, czy przeżywa swoje życie
zgodnie z własną wizją,według własnego światła
i nie dopasowuje się do żadnej formy -
jest czystą wolnością.
Przypomina ptaka na niebie, 
który nie zostawia żadnych śladów.

Żyj we własnym istnieniu, nie pozwól, by ci rozkazywano
i kierowano tobą z zewnątrz.
Zaryzykuj wszystkim, żeby być sobą,
nie częścią psychologii tłumu.
Wędruj sam, wydepcz własną ścieżkę w świecie prawdy.

Nie naśladuj. 
Tylko dzięki wejściu w nieznane tworzysz ścieżkę.
ścieżka jeszcze nie istnieje,
tworzysz ją dzięki swojej wędrówce.

Nie wierz.
Ludzie nie chcą prawdy, ludzie chcą wiary.
Wierzący nie jest poszukującym,
chce uniknąć poszukiwania, dlatego wierzy.

Prawda jest doświadczeniem, nie jest wierzeniem.
Nie można poznać prawdy, ucząc się o niej,
prawdę trzeba spotkać, trzeba stanąć w jej obliczu.
Nie poznasz Himalajów, patrząc na mapę. Mapa to nie góry!

Poszukuj indywidualnie, nie polegaj na cudzych wnioskach.
Bądź dla siebie światłem, ogłoś swoją wolność".

(OSHO)

* * *


Co nosisz w sobie, na sobie, 
co wokół ciebie udaje twój świat?
Jakie kolory, jakie tkaniny, jakie wzory?


Ile poglądów "z dziada pradziada" uznajesz za swoje,
choć tak naprawdę łączy cię z nimi jedynie ich ciężar?
Uświadom sobie, ile poglądów tak naprawdę nie jest twoimi.

Ile plastikowej wody przelewasz przez swoje święte ciało?
Ile godzin dziennie tracisz bezpowrotnie 
wpatrując się w białe światło ekranu?
Jak często podłączasz się pod strumień mas?
Jak często robisz to, na co nie masz już zupełnie ochoty
i dlaczego tego nie zmieniasz?
Dlaczego uważasz, że tego nie da się zmienić?
Nie da się czy boisz  się to ruszyć?
Rutyna, przyzwyczajenie, wygoda, status quo, stabilizacja
czy zmiany, wyzwania, przygody, coś nowego, coś szalonego?


Listopadowy czas mgieł i cieni jest idealny,
aby zrobić przegląd swoich wewnętrznych komnat, schowków,
strychów i piwnic, aby zajrzeć w każdy zakamarek,
w każdą szczelinę i fałdę.
I przekonać się, co tam siedzi.


Oczyszczamy przestrzeń wokół siebie,
(pisałam o tym tu: Oddaj.Wyrzuć.Spal.)
ale co z tym, co niewidoczne, bo wewnątrz?
Zakorzenione, rozrośnięte, zdziczałe,
a suche gałęzie drapią boleśnie, ranią, przeszkadzają.

Niech nie wiszą na tobie całym ciężarem ci, którzy są,
a tym bardziej ci, których nie ma.

Szanuj swój czas, bo każdy jeden dzień więcej, to jeden dzień mniej.

Pochyl się nad sobą. Wnikliwie i uczciwie.
Oczyść wodę w sobie.
Wyrównaj  sploty życia, ponawlekaj swoje własne korale.



Otwórz ciszę swojego istnienia
na autentyczność siebie.
Obudź swoje wewnętrzne dziecko.


Nad twoją głową nie ma "nieba", kto ci to wmówił?
Tam jest bezkresny kosmos.
I wieczność.
"...turkusowy błękit miesza się w międzygwiezdnej przestrzeni
z granatową przestrzenią nieskończoności..."

"Daleko na północy w krainie zwanej Svithjod,
wznosi się skała. 
Ma sto mil wysokości i sto mil szerokości.
Raz na tysiąc lat przylatuje tu mały ptaszek i dziobie ją.
Kiedy skała zostanie skruszona,
przeminie jeden dzień wieczności".
(Hendrik Willem van Loon, "Dzieje ludzkości")

O wielkie nieba!!!
Jeden dzień wieczności w nieskończoności!

"Ciężko jest sobie wyobrazić bardziej wymagające
intelektualnie przeżycie niż to, 
o którym dowiedzieliśmy się w ciągu ostatniego stulecia,
że rzeczywistość, której doświadczamy,
jest tylko odblaskiem prawdziwej rzeczywistości."
(Brian Greene, fizyk)

Wewnątrz ciszy

"Jestem częścią tego, czego dotykam
i tego, co dotykało mnie".
(Thomas Wolf)


***


Dawno nie byłam w wielkim mieście -
pomyślałam ostatnio, wybierając ziarna ryżu
do palenia agnihotry.
Alchemia pura, gdy płonie ten święty ogień,
a delikatny, słoneczno - ziemski zapach
wysnuwa się z mojej miedzianej piramidki,
by ogarnąć i otulić najbliższą okolicę.



Tak, wielkie miasta gdzieś są, nawet całkiem blisko.
Ale bliżej jest ich nieobecność.
Bliżej jest przestrzeń innego rodzaju.
Wewnątrz niej obserwuję, kiedy mrówki
zaczynają działalność, a kiedy kończą.
Kiedy i co kwitnie na łąkach, i co po czym.
Kiedy pojawiają się maleńkie jaszczurki,
kiedy dojrzewają orzechy, figi i winogrona,
kiedy koty rozciągają się z lubością
w światłocieniu późnego lata,
a siano pachnie tak, że można dostać
zawrotu głowy z odurzenia;
kiedy trawa rośnie szybciej, a kiedy wolniej
i kiedy jest najwięcej pajęczyn.
Kiedy miotła jest sucha, a kiedy nastroszona wilgocią.
Kiedy nadchodzi dzień palenia szałwii,
która tak bujnie rozrasta się w moim ogrodzie.




To wszystko dzieje się tak cicho, tak cicho...






... tak cicho, jak cicho mogę położyć kapelusz na sianie
i boso stąpając, prząść złoto
wewnątrz tej ciszy.
Obie kieszenie spódnicy pełne mam szeptu skoszonych traw,
we włosach bezszelestne promienie słońca,
w sierści kota zapach upału.

Chmury cichusieńko zagarniają mój czas
pod puchową kołdrę nieistnienia.
Rozczesują go delikatnie, rozciągają, rozdmuchują i...
znika... 



"Cieszę się sobą, wyśpiewuję siebie;
nie robię nic, a odkrywam duszę..."
(Walt Whitman)

W cieniu lata

głosy starego jesionu
mówią że niebo
na wyciągnięcie gałęzi


między moimi dłońmi
taniec w cieniu lata
splot istnienia i nieistnienia
macadamia kobiecych zmysłów
głodna uwolnienia


w zapachu skoszonych traw
oddech każdego źdźbła
a na kuchennym stole
tkliwość zebranych owoców
tak już bardzo dalekich 
od ciemności korzenia


w moich skroniach, czuję, pulsuje
szept tej chwili i wieczność
i słodkie znużenie
pełna jestem pełni Księżyca
i pachnącej sierpniem zieleni



P.S. "We własnej psychice wyczuwamy odgłos dalekiego,
znanego oddechu, czujemy drżenie ziemi
i instynktownie pojmujemy, że porusza się w nas
coś potężnego, ważnego, wolnego i dzikiego.

Przemierzajmy psychiczne otchłanie,
zatrzymując się tu i tam,
słuchając głosu Odwiecznej Pierwotnej Matki,
karmiąc się owocami ducha i jednocząc się ze wszystkim,
co kochamy".

(Clarissa Pinkola Estés)

Na trawie

"Pewnego dnia,
wyłoniwszy się z cielesnego kokonu
wzbiję się jak złoty ptak o cichych skrzydłach
wdzięcznie niczym dym przygasającego płomienia.
Skończą się już moje sny o miejscach
ukrytych potajemnie w dalekich zakątkach niebios,
gdzie stopa nie zostawia żadnego śladu".
(WingMakers)


*

najdziwniejsze rzeczy
dzieją mi się zawsze
w dwudziestej piątej godzinie doby
albo w ósmym dniu tygodnia
często w trzynastym miesiącu roku

zapominam o nich
zanim jeszcze się wydarzą
ale potem długo o nich pamiętam

jak pełnia niczego
wypełnia wszystko
swoim nieistnieniem
tak ja siedzę na trawie
w nierealnym świecie
toczącej się właśnie kwadratury
koła mojego życia


Stawanie

(musi się stać
zanim się stanie
aby mogło się stać)



po jednej stronie płotu
dom i jego dzień codzienny
z parzeniem herbaty
rozmowami
chodzeniem po schodach

po drugiej stronie płotu
kobieta z tego domu 
w zamyśleniu tylko jest



często tak jest
bo lubi zeprzeć się na płocie
i patrzeć na dom
wewnątrz siebie
zanim go urodzi
i w nim zamieszka

kopie ziemię i pali ogień
a w popiele delikatnie
układa kształty marzeń
oddechem zapładnia
niewidzialną istotę spełnienia
by ruszyła ku światu



długa spódnica
zabrudzona żywiołami
kolistym ruchem zamyka krąg


skoszone trawy
przykryją to miejsce dokładnie
Księżyc napoi mlekiem
Słońce nakarmi miodem
i szepnie: rośnij, rośnij
stawaj się

teraz już możesz, teraz jest ten czas


kobieta odbiega od płotu
i zapomina o wszystkim

aż się stanie


Nowe życie



ileż to zapomnianych zdarzeń
ukrywa się w starych notatnikach
bardzo ważnych kiedyś spraw które dziś
nie mają już żadnego znaczenia
dawne radości i niepokoje
cienie kobiet i mężczyzn
plus własne i cudze
mniej lub bardziej mądre 
myśli, cytaty, spostrzeżenia

rok temu w kwietniu też była wiosna
szpula czasu niestrudzenie
nawija film naszego istnienia
tak do końca nie wiadomo
co ma sens, może tylko to
że kwiaty rosną
oddycham pełną piersią
patrzę często w stronę nieba
wyrzucam stare notatniki

nowe życie zaczyna się wiosną