.

.

Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Traductor
English French German Spain Italian Dutch Russian Portuguese

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Na deszcz

by lato we mnie
mogło wybrzmieć do końca
uspakajam zmysły
coś opada miękko
na samo dno duszy
z lekkim dźwiękiem
niepokoju

to świadomość
przemijania:
dopiero początek
już zaraz koniec

wdycham całą sobą
misterium zmiany pór roku
zakładam jesienną okładkę
w zeszycie na wiersze


ostatnie dni lata
zaplątane
w fałdach spódnicy wiatru
w kieszeni cienia 

na rozgrzanej ziemi
czekam na deszcz
bo w słotny, lśniący wilgocią dzień
będziesz ze mną zbierał kasztany

czekam, czekam na deszcz