Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teraz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teraz. Pokaż wszystkie posty

Zachwyt, bo

głęboko wewnątrz sierpnia
wyciskam słodycz dojrzałego lata
kropla po kropli
zachwyt
w zbieraniu ziół do suszenia
w uśmiechaniu kwiatów
w spadaniu orzechów i jabłek
w czerni bzu
zachwyt
w różowościach hortensji i koniczyny
w pierwszych grzybach
w wacie ostów i chmur







zachwyt, bo góry
bo jest drzewo, z którego można skoczyć
bo jest droga,
którą można pójść



zachwyt, bo
przecież...


"Przemijam i zostaję, jak Wszechświat.
Czuję, jak życie przepływa przeze mnie
niczym rzeka swoim korytem.
A za oknami wielka cisza
jak śpiący bóg."


czasami zapada cisza
głębsza niż życia sens
uczy jak płynnie
czytać z milczenia
i zamiast słowami
jednym westchnieniem
doplatać motto
w warkocz istnienia

kiedyś milczenie
obejmie tę ciszę
dłoń czasu zatrze
rysunek ust
zamieni ciało
w piasek pustyni
a uśmiech oczu
w przydrożny kurz


zachwyt, bo...
zachwyt, zanim
póki czas, teraz, nie ma na co czekać
już

Dzbany ustawić


"Istnieje duchowa przestrzeń
w Kosmosie. Uważajmy,
czym ją wypełniamy".
(Ken Wilber)

*

Gdy dopada cię tęsknota,
by usiąść na wzgórzu twarzą do wiatru -
znajdź to wzgórze i ten wiatr,
i tam sobie zostań.

Może rozpaliłbyś ognisko, zapatrzył się
w taniec dymu, zagrzebał ziemniaki w popiele?
Rozpal.



Jeśli chcesz mieć skrawek własnego nieba -
wyszukaj go sobie.



A może byś tak pobiegł gdzieś, nie zważając na nic?
Pobiegnij. Może być w podskokach.
Krętą drogą. Albo prostą. Byle przed siebie.



Upiec ciasto? Pozbierać kasztany?
 Znaleźć szczęście w paprociach?




Ustawić dzbany, by czekały na wodę?

Może zejść głęboko, zobaczyć, kto mieszka w trzewiach Ziemi?
Zejdź. Puść wodze fantazji.
Do tego trzeba naprawdę niewiele.

A może tylko postać przy płocie,
w ciszy jesiennego wieczoru,
wchłonąć w siebie szelest opadających liści?

Napełnić dłonie miękkością kota,
a kieszenie jego drżącym mruczeniem?



Może wejść w to miejsce między niebem a ziemią,
gdzie znika wszystko to, co odeszło?
Wejdź. Zbadaj to. Wejście jest po lewej.

W samotności, w swojej przestrzeni, w swoim duchu.
Uchwyć sacrum zwykłej chwili, zwykłego dnia.
Bo każdy jest niezwykły, ożywiony twoim oddechem.
Ważne, by to sobie uświadomić, uczcić,
 zrobić coś właśnie dla siebie.

Teraz. Nie zwlekaj. Bo kolejna jesień nastała.
Każdy jeden dzień więcej, to jeden dzień mniej.
A te ptaki, które miały odlecieć, już odleciały.



Mnisi zen przysłuchują się, jak rosną skały...

Za daleko

pacierze, modlitwy, nadzieje
ulotne jak puch dmuchawca
posyłane w niebo
za daleko, by dotrzeć
za daleko, by wrócić
gdzie mieszkają, gdzie żyją?
umierają?

wszystko jest tutaj, jest teraz
a ty... na co nie czekasz
dokąd nie idziesz
kim nie jesteś?

pacierze, modlitwy, prośby
zapisz w tkance oddechu
na brzegu liścia
wśród kropli poranka
w milczeniu słów -
bo gdzieś tam właśnie
jest Bóg