Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Nicość

 półcienie moich ziemskich dni
szeptem zbliżam się do siebie 
coraz większą duszą miłości 

inne światy stukają 
w okiennice mojego domu 
nie otwieram okna bo wiem 
że zabrać mnie chcą po kryjomu 

jeszcze nie mogę pójść 
po ich roztańczonych trawach 
jeszcze nie mogę dać się ponieść 


poczekam aż zgasną gwiazdy 
posłucham co piszczy w trawie 
o czym syczy leśna mgławica 

coraz większą duszą życia 
ciało iluzji odzieram do kości 
idę samotnie przez blade przestrzenie 
oddechem zbliżam się do nicości 


"Oddychaj.
Oddychaj długo i głęboko.
Oddychaj powoli i łagodnie.
Wdychaj miłą,
słodką nicość życia,
tak pełną energii,
tak pełną miłości".
(Neale Donald Walsch)