Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Manifestus, c.d.

 W materii używam słów, co jest dla mnie trochę jak próba malowania obrazu grubym kijem w błocie. Gęstość ziemska sprawia, że często czuję się jakbym nosiła ołowiane buty. Tęsknię za stanem poruszania się samą myślą. Za tiulowym falowaniem w powietrzu.


Gdy patrzę na duże ptaki szybujące w przestrzeni, (a w miejscu, gdzie mieszkam, jest ich dużo), albo gdy patrzę na bezkres oceanu - to jakbym nadawała i odbierała sygnały.



"Jesteś bezpieczna,
nie dotykasz gruntu".

Klangor żurawi to dźwięk przestrzeni. Porusza mnie. Pieśni wielorybów tak samo. Niosą się na tysiące kilometrów. One poprzez dźwięk trzymają matrycę energetyczną tego miejsca, w którym tu żyjemy. Długie, głębokie częstotliwości. Gdy je słyszę w mojej duszy, przypominają mi o mojej naturze, która nie jest ograniczona do mojego ciała, ale rozpościera się wszędzie tam, gdzie dociera to echo. 
I dalej, dalej...
Odgłosy dzieci, jak z zaświatów, są jak wspomnienie galaktycznego dzieciństwa - przypominają mi, 
że życie istnieje wszędzie.


Dźwięki z oddali to dźwięki istot, które są wolne. Echo to symbol pogłosu 
z innych gęstości. Dźwięk, który jest daleki, jest dla mnie bezpieczny. 
Jest wyzwalaczem poruszeń, odpamiętywania, jest częścią ciszy. 
Nie atakuje mojej aury, pozwala mi rozszerzać świadomość na ogromne odległości.

Gdy granice między tu i tam zacierają się, moje ciało staje się lżejsze, a ja sama staję się punktem świadomości w tej ogromnej przestrzeni. Ciało jest zbyt ciasnym kostiumem, ale wypracowałam sobie parę sposobów na przetrwanie rozłąki z Domem. Na przykład taniec i muzyka są sposobem na chwilowe zdjęcie tego skafandra. Nie czuję się dobrze w ciężkim, statycznym bycie, wolę przepływ, rytm i bezkres. Samotność daje mi pas startowy, muzyka - wiatr w skrzydła, a taniec - zapomnienie.
Powrót na ziemię jest jak gwałtowne lądowanie na twardym betonie po locie w chmurach. Żyję na linii jaskiniowej i izolacyjnej. Kontakt z ludźmi powoduje u mnie przeciążenie sensoryczne. Niosę pamięć miejsca, gdzie komunikacja odbywa się poprzez czystą intencję i wibrację, a nie ciężkie, ograniczające słowa.

Pierwszy raz wsiadłam do samolotu w wieku 2 lat. Poleciałam wtedy z rodzicami daleko i na długo, za Wielką Wodę, do Wenezueli. Wtedy zaczęło się moje energetyczne splątanie z samolotami. Stalowe ptaki, które jakże często nosiły mnie po całym świecie. Byłam też stewardesą. Spędzałam setki godzin w powietrzu. Teraz latam po kilka razy w roku. 


Start w powietrze to dla mnie symboliczne wyzwolenie się z materii, moment, w którym ciężkie zostaje na dole. Ta cudowna chwila, gdy odrzut samolotu pokonuje grawitację. Lądowanie budzi smutek powrotu do ograniczeń, do uwięzienia. To jak powroty do domu i ciągłe wygnania.

Jeśli jesteś istotą mocno osadzoną w materii, możesz pomyśleć - głupoty, ale przesadza. Nie zrozumiesz mnie. Wiele ludzi mnie nie rozumie, ale nie szkodzi, dziś już nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Dalej się bujam. Dalej się huśtam. To jak symulacja lotu, która uspokaja mój system nerwowy. Odcinam wtedy sygnały z ziemi, a mój błędnik przekazuje mi informację: jesteś bezpieczna, nie dotykasz gruntu. Taką samą informację dostaję po starcie samolotu: jesteś bezpieczna, nie dotykasz gruntu...


W Kantabrii, gdzie mieszkam, surowość oceanu, wiatr i mgły sprawiają, że granica między niebem a ziemią zaciera się. Materia wydaje się lżejsza, rozmyta przez wilgoć i przestrzeń. Potężne klify dają mi poczucie jakbym stała "nad materią". 


Ten północny region Hiszpanii ma w sobie naturalną melancholię, jak ja. Sąsiedzi Portugalczycy nazywają ją "saudade", a Hiszpanie - "morriña". To jest odczucie z trzewi, nie da się nad nim zapanować - głęboka tęsknota zabarwiona miłością, radość z dawnego przeżycia i smutek nieobecności, straty. Wszystko na raz. 
Morriña, saudade - są podskórne, nieustępliwe jak północny wiatr o zmroku.

Moje ciało naładowane powietrzną energią podświadomie dąży do stanu nieważkości, do przebicia grawitacji. Pamiętam stan czystej idei i swobody, a inkarnacja wymaga radzenia sobie z gęstością ziemskiego życia. Jakbym nosiła zbyt ciężki płaszcz.

Samoloty, bujanki, huśtawki, klify nadmorskie - to moje punkty regeneracji, miejsca, gdzie moje ciało energetyczne może się rozprostować.

Ustal swoje. 
Jeśli przeważa u ciebie żywioł ziemi, ognia czy wody - będziesz funkcjonować zupełnie inaczej niż istota powietrzna. Możesz też mieć wszystkie żywioły we względnej równowadze. U mnie tej równowagi nie ma, powietrze rządzi, wiedzie prym, wyrywa mnie stale do lotu.

"Jesteś bezpieczna, nie dotykasz gruntu"...


Kierunek jest w moich stopach za każdym razem, gdy nie dotykają ziemi.
Gdy czuję jej ciężar, patrzę w sobie wiadomym kierunku i myślę: 
to są moje drzwi, 
znam je, 
pamiętam je. 
Exit. 
Wrota wyjścia. 
Droga jest wolna.