.

.

Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Traductor
English French German Spain Italian Dutch Russian Portuguese

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Zgasnąć, rozbłysnąć

"Nasze żywoty to rzeki,
których ujściem jest śmierć,
która jest życiem.

Śmierć to brama otwarta na wszechświat.

Z wysokości zstępują narodzeni.
Tam jest gniazdo życia.
Nasze ciała to tylko odbitki.
Tajemnicza jest ojczyzna życia:
stamtąd przychodzi pieśń.
Stamtąd przychodzą ludzie i pieśni.
Tam jest rzeczywistość.
Tutaj tylko śnimy.
Tam wznosi się prawda, niewzruszona jak piramida.
Tam, gdzie kwiaty są prawdziwe.
Tam właśnie jest gniazdo życia.
Tam gdzie łączy się lazur nieba z błękitem morza,
jest nasze mieszkanie.



Jesteśmy blisko tego miejsca i daleko".
(Ernesto Cardenal)


José Ángel Leyva:
"Także nauka mówi
że spoglądamy w przeszłość słońca i gwiazd.
Ich wczoraj dla nas jest dzisiaj.
Dochodzą nas ich staro - nowe twarze,
światła jakiejś nowo narodzonej galaktyki, 
która właśnie umiera.
Czy my ludzie będziemy gasnąć tutaj
po to by rozbłysnąć
gdzie indziej?"


Octavio Paz:
"Trzeba rozszyfrować tatuaż nocy,
spojrzeć w oczy południa,
odczytać litera po literze
pismo gwiazdy i pismo rzeki,
przypomnieć sobie to,
co mówi krew i przypływ morza, ziemia i ciało,
powrócić do punktu wyjścia,
ani do wewnątrz, ani na zewnątrz,
ani w górę, ani w dół,
na skrzyżowanie dróg, tam
gdzie zaczynają się drogi (...)
jak nieskończona rzeka 
pod sklepieniem wieków przepływają 
pory roku i ludzie, zdążając tam,
gdzie bije żywy oddech źródła,
poza końcem i poza początkiem.

Między uciszeniem a ruchem
trwa wielkie pulsowanie bytu".



Octavio Paz:
"Dzisiaj wspominam zmarłych z mojej rodziny.
Także tego, co wyszedł na kilka godzin i nie wiadomo,
w jakiej ugrzązł ciszy.

Między drzwiami a śmiercią
jest przestrzeń niewielka.

Dzisiaj wspominam zmarłych z mojej rodziny.
Czy szukam w nich zagadki własnego istnienia,
boga krwi, który moją krew burzy?
W lustrze ich milczeń widzę swoje życie,
w moim życiu ich śmierć się przedłuża (...)



Życie i śmierć nie są przeciwieństwem,
jesteśmy tą samą łodygą,
która wydaje dwa bliźniacze kwiaty.

Dzisiaj wspominam zmarłych z mojej rodziny".


*

Na przełomie października i listopada granica między światami
robi się cienka jak zasłonka z muślinu.
Przezroczysta i lśniąca jak skrzydełko ważki.
Płonące świece rozświetlają miejsca zwykle zasłonięte...

Dzisiaj wspominam zmarłych z mojej rodziny.
I tych wszystkich, którzy, zanim stąd odeszli,
dotknęli mojego życia. 
Niektórzy bardzo subtelnie, krótko. Inni dogłębnie, znacząco.
Bez nich nie byłabym tą, którą jestem.



*
sprawiedliwie wszyscy
idziemy w jednym kierunku
wbrew potocznej opinii
życie nie jest krótkie –
setki miesięcy, tysiące dni
i nocy
rozpostartych w czasie
który nie mija

to my mijamy

melancholią rozstań
dotyka nagła myśl –
i nas kiedyś odprowadzą
z tej strony – pożegnają
powędrujemy do źródeł
otuleni aksamitem
nieuchwytnej siły
po linii uśmiechu Boga
zapadniemy w błękit
punktualnie w chwili
już dawno uzgodnionej

kiedyś nawet wiersze
wrócą tam skąd przyszły

spieszmy się kochać, póki żyjemy
póki krew cicho w żyłach płynie
póki wiatr, póki szmer rzeki, póki świt i zmierzch,
póki powstajemy ze snu po nocy każdej
jak feniks ognisty

Pieśń ognia, jesienią bardziej

"Nadchodzi godzina zgody na rytuał czarów.
Otwórz dłoń swego ducha".
(Vicente Huidobro)


"... w kociołku dziwny napój wre,
ogień się pali z cichym trzaskiem,
lecz mało kto o wiedźmach wie,
co robią pod księżyca blaskiem..."  :))



... gałązki szałwii, mocna ruta, rozmaryn
różowość tamaryszku
kwiat bazylii i mięty
(przeleciała sowa, bezszelestnie jak duch)
liścia figowego zielone łodyżki




"Ogniu, w który ludzie wpatrują się nocą z głębi ciemności,
ogniu, co parzysz, a nie ogrzewasz,
co blask rozsiewasz i nie parzysz,
ogniu na skrzydłach bezcielesnych, ogniu bez serca,
co nie znasz stosu ani pieśni.
Ogniu przejrzysty pośród palm: przyzywa cię człowiek bez lęku.

Ogniu czarnoksiężników: gdzie jest twój ojciec?
Gdzie podziewa się twoja matka?
Kto cię wykarmił i wychował?
Ty jesteś sobie ojcem i matką, przechodzisz,
a nie zostawiasz śladów.

Nie zrodziłeś się z lasu uschłego,
nie zostawiasz popiołów po śmierci,
umierasz i nie umierasz.
Zbłąkana dusza przedzierzga się w ciebie, lecz nikt nie wie o tym.
Ogniu czarnoksiężników, Duchu wód podległych, Duchu,
któremu wiatry są posłuszne,
blasku w rozbłyskach, błędny ogniku na bagnach,
ptaku bezskrzydły, rzeczy bezcielesna, Duchu Mocy Ognia,
usłysz mój głos: przyzywa cię człowiek bez lęku".
(Pieśń ognia, Bantú, Anonim)


"Wpatrzony w drewno trawione iskrami
niknące w rozbłyskach
a potem w dym coraz lżejszy
ujrzałeś własne życie w trzaskającej ciszy".
(José Emilio Pacheco)


"Biali rozpalają wielki ogień i stoją z dala od niego.
My robimy mały ogień i siedzimy przy nim blisko".
(Przysłowie indiańskie)


"Znam słowa niedostępne, dla ludzi niedorzeczne,
znam święte amulety i tajemnice wieczne,
mam księgi Wielkich Magów nie znane dziś nikomu
i wszystko to przyniosę pod próg twojego domu (...)"
(Jan Brzechwa)


... gałązki szałwii, mocna ruta, rozmaryn
różowość tamaryszku
kwiat bazylii i mięty
(odleciała sowa w kieszeń nocy
kołysze się gałąź)
liścia figowego zielone łodyżki...

Wstrzymaj się, a będzie za późno...

"Zaufaj temu, co proste.
W tym jest zgoda i harmonia.
Największe kryje się w najmniejszym.



Zbliż się do tajemnicy powszedniości.
Zajmuj się zwykłymi rzeczami.
Prawdziwa mądrość ze zdumieniem przygląda się temu, co zwyczajne.
To, co zwyczajne, jest niezwykłe.
To oczywistość jest tajemnicą.

Wsłuchuj się w słuchanie, obserwuj widzenie.



Uwolnij oko i ucho od myśli.
Patrz, nie patrząc, a wówczas pojawi się widzenie.
Słuchaj, nie słuchając, a pojawi się słyszenie.
Milcząca ziemia przemówi.
Pusta przestrzeń okaże się pełna.

Każda chwila ma swój czas.
Napieraj, a okaże się, że jest za wcześniej,
wstrzymaj się, a będzie za późno.
Właściwy czas nie zna przeszkód.

Lepiej zaufać temu, co ciągle powraca, niż temu, co stałe.
Próżna jest walka z przemijaniem tego, co jest.
Znacznie lepiej jest żyć wewnątrz zmienności.
Trwalsze jest budowanie niż to, co zbudowane.

Szukaj, nie oczekując niczego.
Znajduj, nie biorąc.

Oddech pór roku i kolejnych pokoleń.
Pogódź się z oddychaniem.
Pożegnaj jedną chwilę i powitaj następną... bez najmniejszego wysiłku.
Czym jest to, co oddycha? Tego nie wie nikt.
Tao.

Umysł zna drogę prowadzącą poza umysł,
a ciało zna drogę wiodącą poza ciało.
W samym centrum ciała wyłania się horyzont,
za którym ciało przekracza własną cielesność.
Ci, którzy dotknęli wszechrzeczy,
nie powracają do tego, czym byli przedtem.

Powrót wymaga odejścia.


Zatrzymanie potrzebuje ruchu.


Uwolnienie nie jest możliwe bez zamknięcia.
Wejście do wnętrza jest na zewnątrz.
Przejście jest pomiędzy.

(Ray Grigg)

*



blisko ziemi, między trawą rozkołysaną
bujne życie miniaturowych istnień
uważnie stawiam stopy
nauczyłam się jakby lekko unosić 
by nie zdeptać, nie zranić

tam gdzie kwitną osty jest tak pięknie -
są polne kwiaty i chwasty uparte
nikomu niepotrzebne, a jednak
mają swój urok, biorę z nich przykład
bo niełatwo więdną

w innych miejscach zadbane ogrody
tak rosną, jak im się każe
zbyt doskonałe, wolę pójść dzikim polem
tam wolny duch się cieszy idąc ze mną
 ramię w ramię




Dzbany ustawić


"Istnieje duchowa przestrzeń
w Kosmosie. Uważajmy,
czym ją wypełniamy".
(Ken Wilber)

*

Gdy dopada cię tęsknota,
by usiąść na wzgórzu twarzą do wiatru
i słuchać tylko jego - zrób to.

Może rozpaliłbyś ognisko, zapatrzył się
w taniec dymu, zagrzebał ziemniaki w popiele?
Rozpal.



Jeśli chcesz mieć skrawek własnego nieba -
wyszukaj go sobie.



A może byś tak pobiegł gdzieś, nie zważając na nic?
Pobiegnij. Może być w podskokach.
Krętą drogą. Albo prostą. Byle przed siebie.



Upiec ciasto? Pozbierać kasztany?
 Znaleźć szczęście w paprociach?




Ustawić dzbany, by czekały na wodę?

Może zejść głęboko, zobaczyć, kto mieszka w trzewiach Ziemi?
Zejdź. Puść wodze fantazji.
Do tego trzeba naprawdę niewiele.

A może tylko postać przy płocie,
w ciszy jesiennego wieczoru,
wchłonąć w siebie szelest opadających liści?

Napełnić dłonie miękkością kota,
a kieszenie jego drżącym mruczeniem?



Może wejść w to miejsce między niebem a ziemią,
gdzie znika wszystko to, co odeszło?
Wejdź. Zbadaj to. Wejście jest po lewej.

W samotności, w swojej przestrzeni, w swoim duchu.
Uchwyć sacrum zwykłej chwili, zwykłego dnia.
Bo każdy jest niezwykły, ożywiony twoim oddechem.
Ważne, by to sobie uświadomić, uczcić,
 zrobić coś właśnie dla siebie.

Teraz. Nie zwlekaj. Bo kolejna jesień nastała.
Każdy jeden dzień więcej, to jeden dzień mniej.
A te ptaki, które miały odlecieć, już odleciały.



Mnisi zen przysłuchują się, jak rosną skały...