Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty

Tancerze


But na obcasie, szminka, sukienka,
on nie patrzy – aż ona zezwala,
dumnie wkracza – kobieta, tancerka,
oczy, usta, biodra, kolana.

Są tak blisko, to znowu daleko,
jej westchnienie, słodkie jak mango,
serca tańczą w namiętnym uścisku –
oto tango, señores, tango!

Jakaś magia, duch nieuchwytny
coś krąży i zmysły zniewala,
fale zimna i fale gorąca,
pasja splata się z dymem cygara.

On nieznacznie przymyka powieki,
to się zbliża, to znowu oddala,
noc omdlewa w objęciach świtu,
sennie brzdąka ostatnia gitara.

I niechętnie schodzą z parkietu,
 niegrzeczni, jak kropla szampana,
on w swoim czarnym sombrero,
ona – nie do końca ubrana.

obraz: Willem Haenraets


Wiersz "Tancerze" został wyróżniony
w I Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim
"Poezja Tanga"
organizowanym przez Krakowską  Fundację
"Tango Argentino".

Pod ziemią jest niebo

Idź w las, idź w las.
Jeśli nie wejdziesz do lasu,
to nic ci się nie przydarzy
i nigdy nie zaczniesz naprawdę żyć.
Więc wyruszajmy w podróż
i sięgajmy pamięcią wstecz,
do naszej pierwotnej duszy.

(Clarissa Pincola Estés)


Andaluzyjska zima jest jak wiosna.
Kwitną aloesy, kwitną migdałowce.
Lekki wiatr pachnie pobliskim morzem.
Idę niedaleko, na wzgórza leśne.
Prawie zmrok, ciemniejszy księżycem
wychodzącym dopiero z nowiu.

Idę sama, ale nie jestem sama:
leniwe psy pagórków,
wichrowe korony drzew,
wokół pod stopami stare, śpiące szyszki,
dawno strącone przez wiatr,
szemrzące przez sen:
nie budź, nie budź, nie budź...

Nie budzę. Udziela mi się ich senność, bezruch.
Idę jeszcze wolniej, jak najciszej.
Przystaję czasami, by pocałować mijane drzewo. Jedno, drugie...
Czuję, jak cieszą się od korzeni aż po liście.
Szeleszczą : nikt nas nie całuje, nikt nas nie całuje,
dlaczego nikt nas nie całuje?

Wszędzie dokoła kwitnący rozmaryn.
Jego woń oczarowała nawet tymianek,
który rośnie małymi kępkami nisko nad ziemią.
Czy zapach może mówić?
Nie wiem. Ale mówi: pachnę, pachnę, pachnę...

Coraz bardziej nie jestem sama.
Jeszcze ptak zerwał się z drzewa.
Jeszcze gałąź po nim się kołysze.
Otwiera się brama do lasu w lesie.
Strażnicy jak mgła.
Słowa są echem.
Mogę wejść?
Echem odpowiadają: wejdź... oddychaj cicho...
nie przeszkadzaj...

Znam te miejsca. Nie znam tych miejsc.
Tu wszystko jest inne. Tu wszystko jest takie samo.
Jest słodko, odurzająco, uroczyście.
Zapada się ziemia. Pod ziemią jest niebo.
Chwila rośnie.
Głaszczę nieme kamienie.
Kamienie głaszczą mnie.
Nie są nieme. Są spokojne.
Słychać ciszę w ciszy. Nic nie słychać.
Pająk tka sieć.
Sieć łapie mnie. Ja łapię oddech.
Tam są zmory. Boję się ich. One boją się mnie.
Nie boimy się wcale.
Lustro wody. Pochylam się.
W lustrze nie moja twarz.
Ktoś stoi za mną. Odwracam się. Nikt stoi dalej.
Mogę się tylko uśmiechnąć,
bo jednak dotyka łagodnie mojej twarzy...
Skrzypi kora od wiatru. Nie ma wiatru.
Przemyka jakiś cień...
To tylko sen. To tylko brak ciała. To jawa we śnie. To sen bez jawy.

Droga wyjścia na zewnątrz jest wewnątrz.

Wyjdź... oddychaj cicho... wracaj do domu...
nie przystawaj...

Ten sam rozmaryn, ten sam tymianek,
nisko nad ziemią, małymi kępkami.
Spoglądam w górę... odleciał ptak,
kołysze się nadal ta sama gałąź.
Szyszki śpią wiecznym snem.
Nie przeszkadzać, nie przeszkadzać...

Idę sama, sennie, powoli, nie przystaję.
Leniwe psy pagórków, niedaleko do domu.
Jednak wracam z jakiejś oddali...
Księżyc wychodzi z nowiu. Zapadł zmrok.
Styczniowy spacer był ciepły.
Kwitną aloesy. I drzewa migdałowe.
Andaluzyjska zima jest jak wiosna...

Gdzie byłam? Gdzie jestem?

Dlaczego stale powtarza się ten spacer?

leniwe psy pagórków...

pachnę... ja, rozmaryn...

do lasu w lesie...


głaszczę kamienie...

zapada się ziemia...

pod ziemią jest niebo...


są tutaj takie miejsca
są takie krajobrazy
są dzikie zapadliny
są chwiejne ścieżki marzeń...




*

Opowiadanie wygrało konkurs
"Wyprowadźcie się dziś na spacer
i spiszcie to, co widzieliście"
ogłoszony przez pisarkę Katarzynę Enerlich.