Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty

W drodze po cuda

 idę po cuda

tkanina życia lekko faluje
na oddechu czasu
słodka melancholia
zawsze jest blisko
przenika przez szczelinę 
między światami
prowadzi mnie magia
która przekracza wieki

idę po cuda
które czekają
by stać się rzeczywiste


nietykalność
chroni to co było
i to co będzie

szelest liści przypomina mi
że jestem częścią jesieni
i kory skrzypienie na skórze

cichy śnieg przypomina mi
że jestem częścią zimy
i dreszcz zimna na skórze

eksplozja zieleni przypomina mi
że jestem częścią wiosny
i zapach płatków na skórze

upalny wiatr przypomina mi
że jestem częścią lata
i lśniące krople na skórze

idę po cuda


gdy zapalam świeczkę
wszystkie świecą
gdy drży jeden kamień
wszystkie drgają
prowadzi mnie dobra gwiazda
i wszystkie wskazują mi drogę
jak noc szeroka i długa

i choć to wszystko
idę
idę po cuda

Gdzie bym była, gdybym...

 Czasami patrzę w oczy sobie z kiedyś
(nie tylko na zdjęciu)
i zastanawiam się, ile zostało we mnie tamtej mnie.
No niewiele.


Gdy przyglądam się, jak potoczyło się
moje całkiem nieźle poukładane życie,
to ogarnia mnie wielka ciekawość, żeby zobaczyć,
jak by się rozwinęło, gdybym
podjęła zupełnie inne decyzje
w kluczowych momentach życia.
Bardzo dokładnie widzę te momenty.
I te decyzje.
Te graniczne, wstrząsowe, przełomowe,
które na ogół trwają parę sekund,
ale przestawiają całe życie na inne tory
i potem nic już nie jest takie samo,
a konsekwencje ciągną się latami.
Albo do samego końca.

Zatem gdzie byłabym dzisiaj,
gdybym wtedy postanowiła inaczej?
Może w tym samym miejscu,
do którego doszłabym po prostu inną drogą?
A może jednak w zupełnie innym?

Geograficznie wygląda to tak,
że mogłam zostać w Urugwaju,
ale nie zostałam.
W Hiszpanii mieszkam od 2005 roku,
ale propozycję, aby tu zostać
miałam już w roku 1986.
Odrzuciłam.
Zaraz potem pojawiła się Kanada.
Też nie chciałam.
Rok później mogłam wylądować na stałe w Australii.
Nie zdecydowałam się.
Mogłam też w końcu pozostać w Polsce.
Ale nie.

To nie tylko geografia, bo, oprócz Urugwaju,
za tymi miejscami stali mężczyźni.
Geografia była w tle.
(A może to jednak mężczyźni byli w tle?).

Mówi się: 
"nie było ci pisane, wszystko jest tak, jak ma być".
Ok.
Lecz ja odbieram to inaczej.
Bo coraz wnikliwiej przyglądam się temu,
co czuję, gdy nie wiem, co "się mówi".
Gdy NIC nie wiem - nic z tego, 
co przyjęłam od innych, z zewnątrz.
Gdy tylko siadam i wczuwam się w Rdzeń siebie.
On wyrasta z Macierzy i jest
niezaludniony i niezasłowiony.
Nie jest też pusty.
Raczej pełen informacji i potencjałów.

I wtedy to Coś błąka się po mnie.
Aż do szpiku kości.
Jakieś odległe, niepokojące odczucie,
że było mi pisane coś zupełnie innego.

I że w tym życiu mogę już tam nie zdążyć...

Kartka z kalendarza: koniec lutego

Kiedy poranny śpiew ptaków
wybudza mnie powoli
z wewnętrznego, zimowego zastoju,
wciąż poruszam się w zwolnionym tempie.

Przeleżałam tę zimę w sobie
nieruchoma jak kamień,
ale jednak przebyłam daleką drogę.


Nie wiem, co w tym czasie
wydarzyło się na świecie.
Moje wnętrze było
jak budka telefoniczna bez telefonu –
dzwoniła tylko cisza.

Pamiętam bezchmurne niebo
na tarasie wspomnienia letniego słońca.
Pamiętam, jak zanikał puls łąki
pod stopą jesieni
i smutek ostatnich kwiatów.
Potem zima – zamknęłam się
niczym głuche zamczysko
i poprzez wewnętrzne krajobrazy
byłam bliżej siebie.
 
Droga do wyjścia na zewnątrz jest wewnątrz.
Idę sama, powoli, nie przystaję.
Z twarzą ku chmurom sennym
wzrokiem prześwietlam nieba manowce.
Księżyc wychodzi z nowiu.
Pies szczeka gdzieś w oddali.
 
Świat. Kraina cykli,
wiecznych powrotów i wiecznych oddaleń.
Wracam. Patrzę, gdzie teraz jestem.
Jestem... o niebo dalej. 


Jeden więcej

 Przez jeden punkt można poprowadzić nieskończenie wiele linii prostych. 
Ale przez dwa punkty - linię już tylko jedną.
Dodano jeden jedyny punkt, 
a on spowodował tak wielką zmianę, ograniczenie - 
z nieskończenie wiele linii do jednej.

Jedna kropla więcej, a się przeleje.
O jedno słowo za dużo, a można żałować latami.
Jeden gram więcej na szali wagi w końcu przeważy całość.
Jedna decyzja, a skutki mogą się ciągnąć całe życie.
Jeden kamień więcej, a wszystko się zawali.



Trzeba wiedzieć, dokąd można się posunąć, 
aby nie posunąć się za daleko. 
Jeden więcej lub jeden mniej może zadecydować o całości.


Z drugiej strony - bywa tak, że 
coś trzyma się nie wiadomo jak,
a czasami coś się wali, 
choć wcale nie powinno...

Kamienie. 
Każdy jest inny. 
Mam wrażenie, że przechowują w sobie 
Powierzono im to zadanie, bo są dyskretne, skryte i milczące.
Nie zdradzają tajemnic i sekretów życia mandali.



I drogi kamienne. Stare. 
Mają tu dużo ciszy i spokoju, 
bo ludzkie stopy rzadko tu docierają.



Kamienie.
Wygląda jakby się tu wpasowały na wieki wieków.
Aż do czasów ostatecznych, gdy ziemia się poruszy, zadrży, 
zatętni wewnętrznym pulsowaniem swojej wielkiej mocy,
otworzy się i wszystko pochłonie.


Przyglądam się im z bliska.
Niektóre są gładkie, niektóre chropowate,
niektóre zimne, inne ciepłe od słońca,
nieruchome, senne, zamknięte w sobie.
Zdziwione, że ktoś się nad nimi pochylił, dotknął dłonią,
a nie tylko butem, pogłaskał, uśmiechnął się.


Jeden więcej, myślę, jeden więcej.
Jeden cudowny dzień więcej w moim życiu.
Ile ludzi nie przeżyło już dzisiaj jednego dnia więcej?
Czy mamy tego świadomość?
Czy doceniamy swój jeden dzień więcej?






Co dzisiaj zbudowaliśmy?
Co W SOBIE zbudowaliśmy?
Co dodaliśmy do naszego życiowego plecaka?
Jeden kamień więcej?
A może jeden uśmiech, jedno czułe dotknięcie, 
jedno podarowanie komuś/czemuś czasu i świadomej uwagi.


"Budowałem na piasku
i zawaliło się.
Budowałem na skale
i zawaliło się.
Teraz budując zacznę
od dymu z komina".


Taaak - zaszeleściły liście.
Taaak - milcząco przytaknęła Cisza.
Taaak - powiedzieli Żwirek i Muchomorek
wychyliwszy się zza skały:
istnieją w tkance świata
eteryczne serca pełne dźwięku Źródła
 i takie kruchości i ulotności,
które wszystko przetrwały.

Zobaczyć swoją twarz

"Ach, gdyby tak od razu każdy zrozumieć mógł,
że lepsza droga bez drogowskazów,
niż drogowskazy bez dróg".

Jest taki punkt na nieznanej drodze,
po przekroczeniu którego
jest już za daleko, by wracać,
ale i bardzo daleko, by iść naprzód.
Jestem właśnie w tym punkcie.


gdzie mnie oczy poniosą
gdzie mnie nogi poniosą
tego nie wiem
idę boso, lecz przeczuwam
że nie raz
ścieżka stopy porani
by je potem zagoić
niebem


wiatr roztrwoni dukaty
piach nadzieje zamiecie
westchnieniem
raz zatańczę, zapłaczę raz
w niejednym piecu ogień rozpalę
i w kotle zupę uwarzę
w niejednym domu miotłę postawię
kiedy wrócę i czy w ogóle
nie wiem, nie wiem



za horyzont, za czas
za tę dal jak najdalszą
między światłem a cieniem
będę szła, bo raz jeszcze
poznać bardzo bym chciała
najprawdziwszą, pierwotną
siebie 


Niektórzy z nas udają się w daleką,
wewnętrzną podróż -
na poszukiwanie samego siebie.
Droga jest symboliczna,
bo tak naprawdę nigdzie nie musimy iść.
Ale jest ona niezbędna do tego, żeby to zrozumieć.


Zrozumieć i odkryć, że wszystko jest w nas,


Doświadczanie życia jest jak podróż.
Poznanie samego siebie 
otwiera poznanie czegoś więcej,
bo w najmniejszym jest największe.


Może wtedy następuje kres tej wędrówki


Ale czy istnieje jakiś kres?
Czy to wszystko miało początek i będzie miało koniec,
czy może wręcz przeciwnie?
Jeśli istnieje początek i koniec,
to nie może istnieć nieskończoność i wieczność.


A może jednak może, skoro istnieje Wszystko.
Naszym umysłom trudno to ogarnąć,
ale po wyjściu poza umysł
pewnie niemożliwe staje się możliwe.
Inne przestrzenie rządzą się innymi prawami,
a idąc dalej tym tropem dochodzimy do ściany -
jest granica, której człowiek nie może przekroczyć,
a za tą granicą żyje to, co dla nas jest niepoznawalne.


To ciekawe, ale nie możemy nawet zobaczyć
Jedynie odbicie w lustrze, w tafli wody
czy na zdjęciu, na filmie.
Ale to jest już kopia, a nie oryginał.


Jakże bym chciała
odegrać już do końca
swoje role,
zrzucić maski,
zamknąć teatr,
by móc wreszcie zobaczyć
swoją twarz.



Idę i spotykam

gdziekolwiek idę, kiedykolwiek, z kimkolwiek
idę zawsze ku sobie, w głąb, w odczuwanie
czerni i bieli, i tego, co pomiędzy
idę
w swoje śniegi i upały
lawendy, trawy, dziurawce
ogień i łzy
bursztyny, niepokoje i dzikości
w ciekawość, co naprzód gna
w podziemne korytarze
i słodkie marzenia
w bliskość i oddalenie, w błysk i mat
w swój niezmierzony idę świat



gdziekolwiek, z kimkolwiek, przez wieczny bezczas
co nigdy nie da się zamknąć
w złudnych zegarach
i kalendarzach dat 

rozgarniam wawrzyny i burzany wonne
znajduję miejsce, gdzie duch Kate
unosi się lekko jak mgła
i rodzą się nowe zdarzenia
gnane do ludzi przez wiatr



pod Wiszącą Skałą
nadal odbywa się piknik
Muminki czekają na jesień w swojej dolinie
a pomiędzy ramionami Romea i Julii
wieczna miłość trwa


tędy i tamtędy idę
i spotykam tych, którzy przeszli przede mną:
i Janka, co na skrzypcach gra
brzydkie kaczątko, Damę Kameliową i króla Lwa -
patrzę im w oczy -
niektóre smutne, niektóre radosne
i odkrywam, że gdzieś w głębi serca
dobrze ich wszystkich znam
bo oni wszyscy na tym świecie
i gdzieś w tym innym, z którego przyszli
są, istnieją i nie istnieją
na zawsze i na nigdy, na tu i tam, na teraz
jak ja



Każdy raz

W jakich kolorach wydarzam ostatnio życie?
W jakich odcieniach ono reaguje na mnie?
Dokładnie w takich samych.
Odbicie w lustrze pierwsze się do mnie nie uśmiechnie.
Wszystko zaczyna się we mnie, tu
gdzie właśnie stoję -
lipiec w słońcu, pustkowia, drogi zapomniane,
pagórki traw, wiatru ciepłego warkocze.



Co sadzę w żyznych dolinach mojej wyobraźni,
co powoli dojrzewa do wyjścia w świat?
Jeszcze zamglone, niewyraźne, odległe,
ale ode mnie zależy, ile życia mu dam,
ile energii, ile kształtu i mocy.


Tylko na ścieżkach nieuczęszczanych
zbieram płatki dni i pióra nocy.
Nie chcą moje stopy wchodzić w ślady inne
niż wydrążone odciski spływającej z gór wody,
między kamienie i grudki ziemi.
Przysłuchuję się historiom niczyim,
które echo po zboczach toczy.



Spojrzeniem serca dotykam
tych pejzaży wokół mnie,
sacrum ciszy, puchy chmur muskające wierzchołki gór,
esy - floresy rozwijające przejścia tajemne
norami w głąb ziemi i z powrotem
na powierzchnię pośród zieloności.
I wiem, mogę tu przychodzić setki razy
i każdy raz będzie inny,
nowy, nietknięty, nieskazitelny
i każdy na nowo mnie zauroczy.




"Prawdziwa miłość i zrozumienie obejmuje wszystko,
z tego powodu Kapłanka w równym stopniu
troszczy się o człowieka, jak i o zwierzę,
nie niszczy bez potrzeby roślin i drzew,
a wszystko, czego dotknie i co ogarnie swoją miłością,
staje się silniejsze, lepsze i szczęśliwsze".
(Alicja Chrzanowska)