Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

W drodze po cuda

 idę po cuda

tkanina życia lekko faluje
na oddechu czasu
słodka melancholia
zawsze jest blisko
przenika przez szczelinę 
między światami
prowadzi mnie magia
która przekracza wieki

idę po cuda
które czekają
by stać się rzeczywiste


nietykalność
chroni to co było
i to co będzie

szelest liści przypomina mi
że jestem częścią jesieni
i kory skrzypienie na skórze

cichy śnieg przypomina mi
że jestem częścią zimy
i dreszcz zimna na skórze

eksplozja zieleni przypomina mi
że jestem częścią wiosny
i zapach płatków na skórze

upalny wiatr przypomina mi
że jestem częścią lata
i lśniące krople na skórze

idę po cuda


gdy zapalam świeczkę
wszystkie świecą
gdy drży jeden kamień
wszystkie drgają
prowadzi mnie dobra gwiazda
i wszystkie wskazują mi drogę
jak noc szeroka i długa

i choć to wszystko
idę
idę po cuda