.

.

Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Traductor
English French German Spain Italian Dutch Russian Portuguese

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

W dolinie

mała wioseczka w dolinie
domy przycupnęły na chwilę
na trochę lat, na mgnienie wieczności



na wiosnę gałęzie malują niebo
nową zielenią liści
które zaraz wyłonią się z nicości
jak wyłania się wszystko

przypomnij sobie jak, niematerialny
czekałeś na swoje ciało
jak ta nowa zieleń na liść
którego jeszcze nie ma
ale gdzie on jest?


informacja w energii

nicość pełna czego tylko świat zapragnie


wioseczka
domy na trochę lat
tymczasem mgła
też przycupnęła w dolinie
nie rozmijając się z wiecznością
będzie do końca na tej Ziemi
jak chmury, jak wiosna, jak wiatr
jak szczyty gór i niebo bez dna


nasze ciała jak te domy
nasze dusze jak ta mgła

Powracać do miejsc

dzieckiem będąc, na wiosnę
zbierałam kwiatki najmniejsze
miniaturowe lśniące skrzydełka
trawki, groszki, pyłki –
układałam mozaiki
pod szkłem stłuczonej butelki
zakopywałam pod ziemią

dziś jak dawniej
wypatruję pierwszej jaskółki
jest coś magicznego
w oddechu powracających ptaków
też lubię powracać
do miejsc ukochanych
jak ta plaża na południu Hiszpanii
gdzie muszle, smaki, zapachy
nasączone odległym czarem
i Tobą
i tamtą mną, której już nie ma
bo Nas już nie ma
choć jednak spacerujemy, rozemgleni jak niebyt
 spotykam nas tu stale

znowu zaczyna się przypływ
odpływ, przypływ, odpływ, 
czasy minione i czasy przyszłe
wszystkie w czasie teraźniejszym

nagle na piasku 
tuż pod moje stopy
serce 
wyrzucone przez fale

to spotkanie nie mieści się w słowach

poruszona w każdym atomie
z sercem na dłoni
idę dalej



przypływ, odpływ, przypływ
w spienionej fali u brzegu mrącej
by za chwilę odrodzić się na nowo
z tej samej materii utkana, lecz
nie taka sama, nie ta sama

pożegnania i powroty, nostalgia, i tęsknoty
odwieczna życia szambala