Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

Malownicze miejsce


Kiedyś, zaczynając swoje wewnętrzne poszukiwania
pt. "o co tutaj chodzi",
porzuciłam wszelkich kapłanów, mistrzów,
przewodników i pomocników.
Zauważyłam, że każdy z nich ciągnie w swoją stronę,
 a mój obraz zaciemnia się.
Wycofałam całą swoją energię w głąb siebie.
Stanęłam wtedy w jakże malowniczym miejscu o nazwie
Nic Nie Wiem.
Ulżyło mi.

Potem przepuściłam przez siebie morze informacji,
góry książek,
przelały się przeze mnie
całe rzeki niepewności i zwątpień,
wypiętrzyły się nowe lądy
wielkiego Być Może.
Byłam jak wędrowny ptak.
Powracałam do krain dzieciństwa,
młodości i wieku średniego,
zagarniałam wspomnienia i doświadczenia
w obie ręce
i wypuszczałam je na wolność.
Znowu lżej.

I teraz stało się to,
o czym pisał kiedyś meksykański poeta, Octavio Paz:
"powróciłem tam gdzie zacząłem"...
Nic Nie Wiem.

Wszystko to jedynie teorie, domysły, przypuszczenia,
iluzje, złudzenia, zwiedzenia i nadzieje.

W końcu definitywnie zjechałam z ronda.

To znaczy - coś jednak wiem.
Wiem tylko jedno -
pierwsze tchnienie, pierwotne poruszenie
jest poza granicami naszej świadomości,
a odkrycie tajemnicy "o co tutaj chodzi"
leży poza ludzkim zasięgiem.

Z chmur

 ladies and gentlemen
have a nice flight


spokojnie szemrzą silniki
oddalamy się od ziemi
10 kilometrów to niezbyt dużo
lecz jednak już trochę bliżej gwiazd


samolotowe medytacje
a za oknem Alpy ubrane na biało
rozległe puste przestrzenie
gdzieś tam może rodzi się wiatr


mija kilka godzin

18:05, 18 stopni, 
arrived
samolot wylądował
razem z nim
zleciałam właśnie znad chmur
wiele rzeczy tam widziałam
których nie widział nikt oprócz mnie
łuski niezdarzeń
modlitwy śmiechu
słońca kosmicznych miast
kontury siebie siedzącej na skrzydle
a w dole punkciki ludzkich spraw


lubię wracać do domu
to jest taki święty moment
gdy przekręcam klucz
i z czułością dotykam drewna drzwi
witajcie wszyscy
widzialni i niewidzialni
którzy czekaliście tu na mnie
przez te noce i dni

wygaszony piec
dzwoneczki na ganku
chochliki skrzypiącej podłogi
i zegar nienakręcony na czas

potem, potem
rozpakuję walizkę
najpierw wstawię do wazonu
które kupiłam po drodze


i wyjdę jeszcze przywitać się z ogrodem
już zakwitły prymulki i kamelia
nagle
 radosna myśl w mojej głowie
że dzień się już nie skraca

tak, lubię podróżować
zapomnieć się wśród innych ludzi i miejsc
być w drodze
startować i lądować
tak, lubię wyjeżdżać
by móc powracać

Zobaczyć swoją twarz

"Ach, gdyby tak od razu każdy zrozumieć mógł,
że lepsza droga bez drogowskazów,
niż drogowskazy bez dróg".

Jest taki punkt na nieznanej drodze,
po przekroczeniu którego
jest już za daleko, by wracać,
ale i bardzo daleko, by iść naprzód.
Jestem właśnie w tym punkcie.


gdzie mnie oczy poniosą
gdzie mnie nogi poniosą
tego nie wiem
idę boso, lecz przeczuwam
że nie raz
ścieżka stopy porani
by je potem zagoić
niebem


wiatr roztrwoni dukaty
piach nadzieje zamiecie
westchnieniem
raz zatańczę, zapłaczę raz
w niejednym piecu ogień rozpalę
i w kotle zupę uwarzę
w niejednym domu miotłę postawię
kiedy wrócę i czy w ogóle
nie wiem, nie wiem



za horyzont, za czas
za tę dal jak najdalszą
między światłem a cieniem
będę szła, bo raz jeszcze
poznać bardzo bym chciała
najprawdziwszą, pierwotną
siebie 


Niektórzy z nas udają się w daleką,
wewnętrzną podróż -
na poszukiwanie samego siebie.
Droga jest symboliczna,
bo tak naprawdę nigdzie nie musimy iść.
Ale jest ona niezbędna do tego, żeby to zrozumieć.


Zrozumieć i odkryć, że wszystko jest w nas,


Doświadczanie życia jest jak podróż.
Poznanie samego siebie 
otwiera poznanie czegoś więcej,
bo w najmniejszym jest największe.


Może wtedy następuje kres tej wędrówki


Ale czy istnieje jakiś kres?
Czy to wszystko miało początek i będzie miało koniec,
czy może wręcz przeciwnie?
Jeśli istnieje początek i koniec,
to nie może istnieć nieskończoność i wieczność.


A może jednak może, skoro istnieje Wszystko.
Naszym umysłom trudno to ogarnąć,
ale po wyjściu poza umysł
pewnie niemożliwe staje się możliwe.
Inne przestrzenie rządzą się innymi prawami,
a idąc dalej tym tropem dochodzimy do ściany -
jest granica, której człowiek nie może przekroczyć,
a za tą granicą żyje to, co dla nas jest niepoznawalne.


To ciekawe, ale nie możemy nawet zobaczyć
Jedynie odbicie w lustrze, w tafli wody
czy na zdjęciu, na filmie.
Ale to jest już kopia, a nie oryginał.


Jakże bym chciała
odegrać już do końca
swoje role,
zrzucić maski,
zamknąć teatr,
by móc wreszcie zobaczyć
swoją twarz.



Idę i spotykam

gdziekolwiek idę, kiedykolwiek, z kimkolwiek
idę zawsze ku sobie, w głąb, w odczuwanie
czerni i bieli, i tego, co pomiędzy
idę
w swoje śniegi i upały
lawendy, trawy, dziurawce
ogień i łzy
bursztyny, niepokoje i dzikości
w ciekawość, co naprzód gna
w podziemne korytarze
i słodkie marzenia
w bliskość i oddalenie, w błysk i mat
w swój niezmierzony idę świat



gdziekolwiek, z kimkolwiek, przez wieczny bezczas
co nigdy nie da się zamknąć
w złudnych zegarach
i kalendarzach dat 

rozgarniam wawrzyny i burzany wonne
znajduję miejsce, gdzie duch Kate
unosi się lekko jak mgła
i rodzą się nowe zdarzenia
gnane do ludzi przez wiatr



pod Wiszącą Skałą
nadal odbywa się piknik
Muminki czekają na jesień w swojej dolinie
a pomiędzy ramionami Romea i Julii
wieczna miłość trwa


tędy i tamtędy idę
i spotykam tych, którzy przeszli przede mną:
i Janka, co na skrzypcach gra
brzydkie kaczątko, Damę Kameliową i króla Lwa -
patrzę im w oczy -
niektóre smutne, niektóre radosne
i odkrywam, że gdzieś w głębi serca
dobrze ich wszystkich znam
bo oni wszyscy na tym świecie
i gdzieś w tym innym, z którego przyszli
są, istnieją i nie istnieją
na zawsze i na nigdy, na tu i tam, na teraz
jak ja



Koniec sezonu

... czyli fin de temporada.

Kiedyś nie mieszkałam w pobliżu morza.
Ale od kilkunastu lat, tak.
I odkąd zakosztowałam tej bliskości, zrozumiałam, a właściwie odczułam, 
jak bardzo jej pragnęłam.


Nadmorskie miasta i miasteczka mają jedyny w swoim rodzaju klimat.


Inny w trakcie apogeum lata, a jakże odmienny po sezonie, 
w tym nagłym uciszeniu, uspokojeniu, opustoszeniu, 
które przynosi ulgę zmęczonym tłokiem i gwarem uliczkom, 
drzewom i chodnikom pod stopami. 



Odpoczywają ławeczki i kawiarnie, schodki i dróżki, i piasek.



I osiołki też.


Lodziarnie już bez kolejek i znowu można normalnie zaparkować.
Teraz już głównie tubylcy kręcą się po rynku i bulwarze, 
wystawiają twarz do słońca,
wysiadują na ławkach na placu z fontanną 
i pozdrawiają się swoim codziennym "buen día, qué tal?"
A na plaży pusto.
Skały bawią się w chowanego i patrz!
Możesz się schować i ty, i nie dać się odnaleźć...


"Koniec sezonu.
Letników coraz mniej, wiatr zamiata plażę, szeroko,
jakby ją chciał gruntownie po nich oczyścić.
Morze szumi tragiczniej i piękniej,
sosny wtórują.
Jest wspaniale i nudno.
I w życiu, tak samo, po sezonie,
przyjaciół coraz mniej wkoło nas,
pustoszeje świat.
Żywioły za to przychodzą do głosu.
Dla nas szum sosen, dla nas rozpętany głos morza.
Zapóźniajmy się więc na plażach,
wytrzymujmy "la saison morte"..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)





Co prawda "martwego sezonu" tu, w Hiszpanii, właściwie nie ma nigdy, 
ale wrześniowa "vuelta al cole" czyli powrót dzieci do szkół, 
jest też czasem powrotu do względnej równowagi.
(Hiszpania jest drugim, po Francji, 
najchętniej odwiedzanym krajem na świecie 
- co roku przepływa tu fala ponad 80 milionów turystów. 
To widać, to słychać, to czuć).


Zatem wrzesień. 
Kwitnące pióropusze plumeros oznajmiają to jednoznacznie,
punktualnie, jak co roku o tej porze.






Kto chce, może pojeździć po plaży konno,
albo posnuć się po mieście, przystanąć w bramie,
posłuchać w zakamarkach starych kolumn
echa mijającego lata.



Można poukładać fantazyjnie patyki wyrzucone przez morze,
można iść bez końca.



"mądra kobieta mówi:
życie jest piękne
mądra kobieta mówi
woda jest ciepła
wyciągam rękę
dotykam wody

kobieta mówi: jest miłość
myślę: czemu nie miałabym uwierzyć
raz jeszcze
jak łatwo wierzyć na rozgrzanej
plaży południa
kiedy drży skóra
całowana
wodą i słońcem"
(Halina Poświatowska)


"rozkołysane morze jest naszym wnętrzem
i flotylle odpływające w przyszłość
chwieją się zakotwiczone
w zgięciu naszych kolan
w półksiężycu uniesionych stóp"
(Halina Poświatowska)


"szum morza w otwartym oknie
budzi mnie w nocy znienacka
świat leży przy mnie i błyszczy
jak złotych gwiazd pełna tacka"
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)



"horyzont zasnuty czerwono
to słońce umiera
aby mogła narodzić się noc"
(Halina Poświatowska)




"przystanęła woda
aby otrzeć się o stopy
nieznanemu brzegowi"
(Halina Poświatowska)



Wciąż jest ciepło. 
Ale ciepło inaczej, bo zapach inny, i cienie coraz dłuższe.

Tak, kiedyś nie mieszkałam blisko morza.
Teraz tak, i to jest wielka rzecz.


"Grają świateł milczące kuranty:
- czemuż dnie być nie mają
jak świecące brylanty?
Śmieją się wszystkie fale
białymi zębami:
- czemuż nie być szczęśliwym
dniami i nocami?"
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)