Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iluzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iluzja. Pokaż wszystkie posty

W drodze po cuda

 idę po cuda

tkanina życia lekko faluje
na oddechu czasu
słodka melancholia
zawsze jest blisko
przenika przez szczelinę 
między światami
prowadzi mnie magia
która przekracza wieki

idę po cuda
które czekają
by stać się rzeczywiste


nietykalność
chroni to co było
i to co będzie

szelest liści przypomina mi
że jestem częścią jesieni
i kory skrzypienie na skórze

cichy śnieg przypomina mi
że jestem częścią zimy
i dreszcz zimna na skórze

eksplozja zieleni przypomina mi
że jestem częścią wiosny
i zapach płatków na skórze

upalny wiatr przypomina mi
że jestem częścią lata
i lśniące krople na skórze

idę po cuda


gdy zapalam świeczkę
wszystkie świecą
gdy drży jeden kamień
wszystkie drgają
prowadzi mnie dobra gwiazda
i wszystkie wskazują mi drogę
jak noc szeroka i długa

i choć to wszystko
idę
idę po cuda

Plansza

 Słowa, które wyszły ze snu
jednej z tych grudniowych nocy:
jeśli nie chcesz,
aby coś się wydarzyło,
musisz zmniejszyć planszę,
wtedy się nie wydarzy.

Zmniejszyć planszę,
aby coś się nie wydarzyło.


Zmniejsz ją, a wszystko 
co było na obrzeżach 
odpadnie, już się nie wydarzy.
Jeśli, to nie w twoim świecie,
nie na twojej planszy.
ludzie, którzy zgrzytają,
skrajności, nadmiary,

Zostanie centrum,
to, co najistotniejsze,

twojego rdzenia,
w którym mieszka


Zmniejsz planszę.
Zostaw siebie.
Możesz zostawić kota 😺.
Wszystko ma się  zmieścić 
w bagażu podręcznym.

To jest koronkowa robota
koronkowej architektury.
Mało takiej na tym świecie.
Jest zachwycająca.
Jak to, co w nas najcenniejsze -
delikatne, subtelne, niecodzienne.

Zimowe Staniesłońca.
Ci, którzy wykorzystują moc natury wiedzą,
że teraz trzeba zejść w podziemia zamku
i tam, w ciszy i spokoju,
dokonać w końcu zmniejszenia planszy.
Już teraz nie trzeba więcej słów -
wystarczy milczenie
i ostry sztylet spojrzenia,
którym odetniesz wszystkie złudzenia.



*

Na zdjęciach
koronkowa architektura -






Błędne koło

"Szkoda, że moje życie
jest takie krótkie
i nie mogę uchwycić wszystkiego,
co bym chciał.
Ale to nie jest kłopot,
po prostu szkoda".



nie zdążymy wszystkiego zobaczyć
nie zdążymy wszystkich odwiedzić
nie wszystkie długi wyrównamy
nie wszystkie lampy będą świecić

czasami pustka będzie tak pusta
że już nic więcej nie da się zmieścić
wszystko się zacznie gdy się skończy
w tym worku złudnych opowieści

co pogubione mocniej się zgubi
zmieni się to, co jest niezmienne
niebyt radośnie się pogłębi

nie zdążymy wszystkiego spróbować
nie zdołamy sensu odnaleźć
zacieśni horyzont zdarzeń

i będziemy szarpać za klamki
dróg właściwych szukać uparcie
oby choć na ostatniej prostej
czasu starczyło by spostrzec
że drzwi zawsze były otwarte




*

"Jesteśmy postrzegającymi istotami.
Jesteśmy świadomością.
Nie mamy granic.
Świat przedmiotów i materii
pozwala nam na wygodne
przebywanie na Ziemi.
Jest tylko opisem,
który został stworzony,
aby nam pomóc.
My, albo raczej nasz rozum,
zapominamy, że opis
jest jedynie opisem
i przez to wpędzamy pełnię siebie
w błędne koło, z którego
rzadko wyplątujemy się
w ciągu życia".
(Carlos Castaneda)



Bliżej, ciszej, głębiej

 Tu nie ma nic
oprócz
tego szalonego
tańca iluzji.



bądź bliżej, ale ciszej
zatrzemy swój ślad na Ziemi
pomoże nam wiatr i ogień
woda rozsypie za nami sól
nie mamy nic do stracenia

ty dłonią zakreślisz pustkę
ja wypełnię ją drżeniem
iluzja posypie się w gruzy
gdy tylko ostatni guzik
odepniesz od płaszcza istnienia

bądź wolniej, ale głębiej...
najgłębiej sięga dźwięk
czuję to gdy od szeptu
łamią się kości, pękają skały
a niebo ogarnia pusty śmiech

chodźmy, znajdziemy drogę
narysujemy ją sobie spojrzeniem
czas zamknie za nami drzwi
nie mamy nic do stracenia



Malownicze miejsce


Kiedyś, zaczynając swoje wewnętrzne poszukiwania
pt. "o co tutaj chodzi",
porzuciłam wszelkich kapłanów, mistrzów,
przewodników i pomocników.
Zauważyłam, że każdy z nich ciągnie w swoją stronę,
 a mój obraz zaciemnia się.
Wycofałam całą swoją energię w głąb siebie.
Stanęłam wtedy w jakże malowniczym miejscu o nazwie
Nic Nie Wiem.
Ulżyło mi.

Potem przepuściłam przez siebie morze informacji,
góry książek,
przelały się przeze mnie
całe rzeki niepewności i zwątpień,
wypiętrzyły się nowe lądy
wielkiego Być Może.
Byłam jak wędrowny ptak.
Powracałam do krain dzieciństwa,
młodości i wieku średniego,
zagarniałam wspomnienia i doświadczenia
w obie ręce
i wypuszczałam je na wolność.
Znowu lżej.

I teraz stało się to,
o czym pisał kiedyś meksykański poeta, Octavio Paz:
"powróciłem tam gdzie zacząłem"...
Nic Nie Wiem.

Wszystko to jedynie teorie, domysły, przypuszczenia,
iluzje, złudzenia, zwiedzenia i nadzieje.

W końcu definitywnie zjechałam z ronda.

To znaczy - coś jednak wiem.
Wiem tylko jedno -
pierwsze tchnienie, pierwotne poruszenie
jest poza granicami naszej świadomości,
a odkrycie tajemnicy "o co tutaj chodzi"
leży poza ludzkim zasięgiem.

Inna linia czasowa

Po całym dniu spędzonym nad morzem,


do domu wracam już właściwie nocą,
bo słońce znika za horyzontem dopiero o 21:34.
Ale, po powrocie, jeszcze na chwilę sięgam po bęben,
by dźwiękiem ucieszyć tę piękną, gorącą noc,
by gwiazdy zatańczyły gdzieś tam hen, w otchłaniach kosmosu.
Nawet te, których już dawno nie ma...


Przez chwilę rozgrzewam bęben go przy ogniu i...
bum
bum
bummmm.

Miarowy głos bębna kołysze ciało i duszę.
Czuję, jak ogarnia mnie przedsenne znużenie.
Jeszcze wybrzmiewa we mnie szum fal,
jeszcze piasek przesypuje się między palcami,
jeszcze malują się pod powiekami kolory zachodzącego słońca,
a mewy nadal kołują nad moją głową.

I nagle wszystko wokół powoli zaczyna znikać,
a wyłania się, jakby przez mgłę,
coś zupełnie innego.
Czuję, jakbym przelśniła się na inną linię czasową.

Rozglądam się przez chwilę, po czym, zaciekawiona,
ruszam przed siebie.

Uśmiecham się do mijanych po drodze ludzi,
ale oni jakby mnie nie widzieli.
Nie są obojętni ani nijacy, ani weseli, ani smutni.
Są neutralni.
Mają jasne spojrzenie, jest w nich spokój i blask.
Widzę też inne stworzenia, które są podobne 
do niektórych ziemskich zwierząt.

Napływają do mnie informacje o tym,
że tutaj nikt nie musi jeść.
Nie ma wzajemnego zjadania się,
bo nie ma tu śmierci, a jedynie transformacja
bez porzucania ciała.
A ciała ładują się praną z eteru wokół.
Tutejsi ludzie wyglądają jak my, ale wiem,
że wewnątrz są inni,
zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
Ponieważ nie przyjmują już materialnego pożywienia,
nie mają przewodu pokarmowego ani wydalniczego.
Bardzo intensywnie działa u nich energetyczne serce.
Istoty te żyją w ścisłym połączeniu i kontakcie
ze swoją Wyższą Jaźnią.
Mają uczucia, ale nie reagują emocjonalnie.
Całkowicie nad sobą panują.

Przemieszczam się lekko i swobodnie, i widzę,
że faktycznie nigdzie nie ma pól uprawnych
nie ma śladu rolnictwa ani przemysłu.
Oczywiście nie ma też zwierząt hodowlanych.
Mimo że nikt by ich nie zjadał,
to nie ma ich również dlatego, że one same
większość czasu spędzały jedząc.
Kury, owce, kozy, konie, krowy i inne -
na tej linii czasowej po prostu nudziłyby się niepomiernie
stojąc bezczynnie godzinami.

Nie ma sklepów, restauracji, aptek, banków -
to wszystko jest tu niepotrzebne.
Nie ma pieniędzy.
To, co jest - materializuje się siłą woli w czasie zero.
Ludzie tutaj zajmują się doskonaleniem takich właśnie
materializacji i dematerializacji
na coraz wyższych poziomach,
aż do stwarzania planet, światów i wszechświatów.
Zajmują się rozwojem inwencji, intencji, płynności życia,
współpracą z innymi istotami.

Nie ma tu żadnych anten, przewodów ani kabli.
Nie ma urządzeń elektrycznych ani elektronicznych.
Są inne, które są mi nieznane.
Gdy jest się w zasięgu głosu - jest rozmowa,
gdy jest się daleko od siebie, można włączyć tryb on-line

Nikt nie powtarza codziennie tych samych czynności,
tak jak dzieje się to na Ziemi.
Nikt nie musi walczyć o przetrwanie,
bo to, co jest potrzebne do życia, jest ogólnodostępne.
Konfiguracje codzienności zmieniają się
i jest ich tutaj do wyboru nieskończenie wiele.
Są bardzo ciekawe.

Nie ma śmierci, rozstań, dramatów.
Jest swoboda przemieszczania się
pomiędzy różnymi warstwami tamtejszej rzeczywistości,
a gdy jakaś warstwa dla kogoś się wyczerpie -
zmienia się ją na inną zamiast umierać.
Te przejścia powodują, że ciało doskonali się i wzmacnia,
zamiast się zużywać, starzeć i obumierać.

Uświadamiam sobie z radością,
 że z miejsca na miejsce przenosi mnie po prostu moc woli -
wyobrażam sobie lub nazywam punkt w przestrzeni,
w którym chcę się znaleźć,
zamykam oczy, otwieram je i jestem tam, gdzie chciałam.
Nigdzie nie ma żadnych środków lokomocji.
Nie ma hałasu ani tłoku.
Nie ma brudu.

Jest mało ludzi.
Żeby dać życie nowej istocie, trzeba osiągnąć
bardzo wysoki stopień samorozwoju i miłości,
porozumienia i zespolenia z istotą 
o odwrotnym biegunie wibracji niż nasz.
To jedna z trudniejszych rzeczy  tutaj.
Przywołanie do zejścia - materializacja nowego istnienia 
to zawsze piękne, niecodzienne wydarzenie.
Nagroda dla nielicznych.

Wszystko oparte jest na zasadach płynności,
współpracy, twórczości, współodczuwania, współistnienia,
harmonizowania i równoważenia.

Wiem, że dzieje się tu bardzo wiele innych rzeczy,
o których się nie dowiem,
bo przekracza to poziom moich możliwości odbioru i zrozumienia.

Może ta linia czasowa nie jest zbyt odległa od naszej, 
bo krajobrazy są podobne, choć kolory są nieco inne.
Są domy o różnych kształtach, ale mają lżejszą konstrukcję
i pięknie komponują się z otoczeniem.

Dobrze się tu czuję. Jak w domu.
Ale, niestety, krajobrazy wokół zaczynają tracić ostrość, 
rozmywają się, rozwiewają jak dym na wietrze.
Wracam. 
Bum!


Z niejakim żalem uświadamiam sobie,
że coś bardzo mi bliskiego prysnęło jak bańka mydlana.
I znikło.

Może po prostu, nasycona głębokim dźwiękiem bębna
i całodniową wysoką temperaturą otoczenia,
usnęłam i to był piękny sen?


Tak do końca tego nie wiem,
ale z całą pewnością różniło się to od "zwykłych" snów.
Bardziej odczuwam to jako podróż 
gdzieś przez jakąś szczelinę w czasoprzestrzeni.

Domyślam się, że to, co widziałam,
świat, który odwiedziłam, 
to podobna iluzja do tej, w której żyjemy tutaj,
że to inna myśl Myśliciela, który nas pomyślał -
gdzieś jednocześnie daleko i blisko.

Ta inna iluzja bardziej rezonuje z tym,
co czuję i gdzie jestem w sobie teraz.
Chciałabym odnaleźć tamte miejsca raz jeszcze.
I zostać na dłużej.
Miałoby się ochotę napisać - na zawsze.
Ale nic przecież nie jest na zawsze.

I dobrze.
Bo z pewnością są też takie światy,
których nie da się wyśnić, o których nie da się pomarzyć.
Są całkowicie poza naszym zasięgiem.
Ale w miarę rozwoju, w miarę poszerzania świadomości,
kiedyś otwierać się będą przed nami
coraz to nowe możliwości.
Kto wie, co znajduje się poza granicami
naszej świadomości?


10 lat minęło od czasu gdy...

 ... gdy zaczynałam.
A gdy zaczynałam, to nawet do głowy mi nie przyszło,
że tyle lat, miesiąc po miesiącu,
będę tu pisać o tym, co mi akurat w sercu gra.
i wymyśla się nadal.
Dekada to sporo czasu.


I w tym czasie zadziało się 10 lat życia.
A blog jest jak przypominajka.
Zaglądam, na przykład, do sierpnia 7 lat temu
lub do lutego 5 lat temu i czytam,
co to się wtedy wymyślało.
I zapis z tamtego czasu przywołuje ów czas,
tamte klimaty, wspomnienia.


Całe życie jest tak naprawdę nieustającym miejscem spotkań -
z innymi istotami, z krajobrazami, z uczuciami i emocjami,
z nurtem wydarzeń, 
ze światłem, cieniem i tym, co pomiędzy,
z widzialnym i niewidzialnym, aż w końcu przede wszystkim -
z samym sobą.


Ci, którzy nam w tej podróży towarzyszą
odbywają też swoją własną wędrówkę,
w której to my jesteśmy ich towarzyszami.


Życie.
Miejsce spotkań.
Miejsce spotkań wymyślonych.
Bo wszystko jest kompletną iluzją,
choć wydaje się być jak najbardziej rzeczywiste.
Kto pojmie iluzję życia, pojmie życie samo.
Gra. Zabawa. Scena i aktorzy. 
Dobrze się bawicie?


Życie jest po to, aby żyć
i ze wszystkich iluzji wybierać najpiękniejsze.
Po prostu.
Tu nie ma nic więcej 
oprócz
tego szalonego tańca iluzji.
Wszystko jest zawieszone w Polu Możliwości
i jest potencjałem.
Może się urzeczywistnić, albo nie.


Zapaliłam nowy ogień na kolejne lata.
Choć nie wiem, czy to będą lata,
bo kto to wie, kto ma na to wymyślanie ile czasu?
Iluzji czasu, oczywiście.


Zatem 10 lat wymyślania bloga ułożyło się już wygodnie
pomiędzy warstwami czasoiluzji, wymyślania opowieści,
wymyślania spotkań tutaj z Wami, moimi Czytelnikami.
Dziękuję Wam, że przybywacie i współwymyślacie,
bo każda Wasza obecność
to wymiana energii między nami.
A na wymianie świat stoi.
Wszystko jest w ruchu. Wszystko płynie.


W moim magicznym miejscu
okno zawsze otwarte.
Otwarte na nowe pomysły, nowe natchnienia i inspiracje,
oddechy, westchnienia, nostalgie i melancholie,
niewydarzone jeszcze iluzje.
Siateczka, niczym sitko, przepuszcza tylko te,
które mają zaistnieć w mojej piaskownicy.
Bluszcz pomaga :)
Ja dobieram zabawki.

wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami,
miodem codzienności,
czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów
i stukaniem korali spadających lat. 

zaprasza,
abyś żył w pełni każdą porą roku, jaka nastaje, 
każdym wschodem i zachodem słońca,
każdym dniem i nocą każdą, i każdym oddechem.
Zaparzyłam dwie filiżanki radości.
Jedna jest dla Ciebie.
Spotkajmy się. 
Spotykajmy się nadal, bawmy się, wymyślajmy...


Na szali

"Ważą się losy nasze nieznane
na szalkach wag bóstw i demonów
odważnikami dni niezliczone
ktoś tam dorzuci radości na szalę
ktoś odrobinę cierpienia
któraś przeważy
diabeł wie która
dla nich to bez znaczenia".
(Jan Lipiński)


Ale dla nas, ludzi, nie jest to bez znaczenia.

Od wielu lat mówiło się o tym, że przyjdą zmiany.
I przyszły. Dzieją się właśnie tu i teraz.
Przed naszymi oczami. 
Ale i za naszymi plecami. 
Co z tego wyniknie - tego tak naprawdę nie wie nikt,
bo możliwości są różne.
Coraz wyraźniej widać podział między ludźmi -
na tych, którzy od dawna przenikali już postać rzeczy,
na tych, co jeszcze nie są gotowi, ale otwarci
i na tych, którzy spadają w otchłań soczyście ciemnej mazi.
Podobno każdy jest tam, 
gdzie powinien być, czyli tam, 
gdzie wcześniej dotarł swoją świadomością. 
Każdy jest w trakcie swojego procesu
 i tak jest dobrze. 

"Są tacy, co zostają w domu i tacy,
co odchodzą.
Zawsze tak było.
Każdy może sam wybrać, ale musi to zrobić,
póki jeszcze czas
i w żadnym razie nie rozmyślić się".
(Tove Jansson)



Co można zrobić w tym czasie?
Zacząć od siebie.
Podnosić wibracje, bo to jest decydujący punkt programu.

Żyć z przestrzeni serca.
To najsilniejsze pole w nas.



Żyć pogodnie, w naturze, bo to też podnosi wibracje.



Wnuś 
i jednodniowe kozie maleństwo :) 



Blisko drzew, kwiatów, traw, ziemi, zwierząt -
jeszcze bliżej, jak najbliżej.




Dla wielu osób wydobywanie przeszłych traum,
czyszczenie, przepracowywanie wydaje się nie mieć końca.
Bo nie ma. 
Ciężkie, lepkie, uparte chmury - 
czym są? 
Jaką informację niosą, jaką mądrość, jaki potencjał?
Ważne, by porzucić opór, 
bo gdzie jest opór, tam będzie nacisk. 
Ważne, by odważnie stanąć przy tym, co ciągnie nas w dół,
przy tych wszystkich zmorach, które kiedyś wydarzyły się
i w naszej pamięci zatrzymały się w czasie
jak dżinn zatrzaśnięty w butelce.
Podziękować im i powiedzieć:
ten wasz czas właśnie się skończył - idę dalej - bez was -
więcej się już nie spotkamy.
Ulepić z nich kulkę i oddać ziemi.
Już ona wie, co z tym zrobić.
A potem przekroczyć to wszystko. 
Zrobić wielki krok i, nie odwracając się, 
pójść dalej, lekką ścieżką wśród zieleni...



Jak najczęściej chodzić boso.
Jeść żywy pokarm, wystawiać się na słońce, na księżyc,
na pieszczotę traw, na wiatr.



Rozświetlać każdą kroplę wody w sobie
blaskiem promieni ze Źródła Wszystkiego, Co Jest.
Tam jest początek i koniec bez początku i końca,
alfa i omega, jedność i całość, 
oceany w oceanach oceanów, 
przestrzenie w przestrzeniach przestrzeni,
nieskończoność w wieczności
i ty we mnie, a ja w tobie.


to teraz jest czas między tym, co może się wydarzyć, 
a tym
co nigdy się nie zdarzy...
każdy z nas podejmuje decyzje i dokonuje wyboru
oprócz tych, co ślepo wierzą
w przeznaczenie
wspierajmy harmonię życia
równowagę w czystym świetle ze Źródła

ponad szalkami bóstw i demonów
znika dualność 
znika iluzja oddzielenia
 rozgrywki pseudo demiurgów tego świata 
przestają mieć dla nas znaczenie