Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty

Czas wyjęty z ram

 Zmierzch jest pomostem
między dniem, a nocą.
Świt powoli rozświetla noc,
by przemienić ją w dzień.
Listopad jest pomostem między jesienią, a zimą.
Jest też czasem pomiędzy tym,
co żywe tutaj,
a tym, co żywe inaczej gdzieś tam.


Czas opadających liści.
Czas zamierania i transformacji.
Czas wyjęty z ram.
Puste pola, suche łodygi,
wiatr trzaska okiennicami.
Istoty Mgielne szykują suknie na bal.

W listopadzie czasami słyszę z przestrzeni
Są piękne, ale niepokojące.
Gdy słucham z kotem i jeży mu się sierść na grzbiecie -
to wiem, że on też je słyszy.
Te dziwne melodie.
Poruszają dusze i ostatnie liście,
to się zaśmieją, to załkają żałośnie,
obracają pod ziemią zmurszałe kości
i odpływają w najdalszą dal.

Wczesne zmierzchy i długie noce.
Z dziupli przydrożnego drzewa
wypełzają cienie i zjawy.
Gdzieś w oddali szczeka pies.
Zakwilił zbudzony ptak.

Gdybym mogła sobie wybrać miesiąc
na zwrócenie ciała ziemi -
byłby to właśnie listopad.
I żeby wtedy wiał silny wiatr.

"Kiedy porusza się życie,
kości śmierci 
odpowiadają swym ruchem.
Kiedy porusza się śmierć,
zaczynają się obracać kości życia".

Rozdzielenie

Dla mnie
najsmutniejsze w tak zwanej śmierci jest to,
że powoduje ona rozstanie.
Jest ten, co odchodzi i ci, co zostają.
Zmysły nagle wpadają w próżnię.
Bo nie da się już zobaczyć, usłyszeć, dotknąć.
I ta świadomość,
że w tej postaci nie spotkamy się już więcej.
O ile w ogóle.

Więc smutek.

Napisałam wtedy:

choć jeszcze wciąż płaczę
wiem, muszę zamknąć te drzwi
odszedłeś w inne przestrzenie
tu, chłodne jesienne mgły

gdy mijasz bezsenne księżyce
nawijam nasz wspólny świat
na wieczne albumy wspomnień
na serce, na duszę, na wiatr

wiem, że nie kończy się droga
wiem, nie istnieje czas
wiem, że zostałam sama
bo jesteś już pośród gwiazd



Co dalej po zostawieniu ciała?
Z całą pewnością nie wiemy.
Domyślamy się, że transformacja.
Ale jeszcze nikt stamtąd nie wrócił
i nie powiedział jak jest.
Wszystkie mądrości, teorie, księgi umarłych,
doświadczenia z pogranicza, 
śmierci kliniczne itd. mogą być jedynie
różnymi wariantami, przypuszczeniami, iluzjami
dopuszczonymi dla nas w tej przestrzeni.
A gdy już sami przekroczymy próg,
może się okazać, że spotkamy się z czymś,
co nawet nikomu się nie śniło...
Bo wiele jest tajemnic, do których zupełnie
nie mamy dostępu.

Tutaj mamy tylko teraz.
A w tym teraz mieszczą się wspomnienia.
I plany na przyszłość.
My kiedyś mieliśmy ich wiele.
Zostały wspomnienia.

... i nie opuszczę cię aż do śmierci..."

Słowa dotrzymał.


 
odszedłeś
gdzieś tam
w inny wymiar, w dalszą podróż

ja

zatrzymałam się w pół kroku
nad nocną ciszą
zamarłą w stłuczonej butelce

wszystko jest takie kruche

pewnych rzeczy
nie da się skleić
tym bardziej łzami
lepiej przejść nad nimi
do porządku dziennego
gdy tylko nastanie świt

kolejne pół kroku
na oddechu słońca
może wtedy
gdy droga zapachnie już
obietnicą nowych kwiatów

ale teraz
otulę się mocniej
słowami z mojego wiersza
zanim nie dojdę
do wiosny
zanim nie dojdę
do siebie
po szkle, po rosie, po plastrze miodu
po dźwiękach gitary, na której grałeś
po liściach, po zmroku

zatrzymałam się
w pół kroku



*

wśród pytań o życie i śmierć
suche liście
kruche jak każde istnienie

wśród odpowiedzi
milczenie

***

Inne wiersze dla R:
tutaj i tutaj i tutaj



Black velvet


Zastanawiałam się właśnie, jaką istotą jest mój Sen,
gdy pojawił się On.
I od razu wiedziałam.



Rozpoznałam go natychmiast.
W końcu znamy się nie od dziś.
Przychodzi co noc. 
Zawsze punktualnie.
Nagle wyczuwam jak kołysze się gałąź,
na której siedział, nim zerwał się do lotu po mnie.
I wtedy wiem, że czas kończyć dzień, bo On zaraz tu będzie.
Czasami jeszcze coś robię,
zwlekam, przeciągam, kończę.
Chwilę czeka na mnie, badawczo mi się przyglądając,
przekrzywia wtedy śmiesznie swój czarny łeb, 
połyskuje błyszczącymi piórami,
czaruje, hipnotyzuje, łagodzi, skleja powieki
i już nie mogę się oprzeć.
Znikam w jego miękkich piórach,
czarnych jak noc, jak studnia bez dna.
Chwila absolutnie przyjemna, atłasowo - aksamitna.
Nieuchwytna.
Black velvet.
Kocham go.
Nie mogłabym bez niego żyć.

Wiem, że kiedyś przyfruną we dwoje -
On i jego siostra, z którą dzielą tę samą literę S,
choć Ona nad swoją ma jeszcze małą kreseczkę,
która wszystko zmienia...
Tak, ta kreseczka zmienia postać rzeczy.
Dosłownie.

I wiem, że będzie równie miękka, tajemnicza, hipnotyczna,
atłasowo - aksamitna.
Nieuchwytna.
Bezwzględna.
I nie da się bez niej żyć.
I znamy się nie od dziś,

mimo że

jeszcze nie znam tej nocy
która właśnie schodzi z gwiazd
podczas gdy ja
układam do snu
codzienne swe istnienie

zachodzę
horyzont jawy oddala się
wpadam w puch Morfeusza
miękki jak wiosenne dmuchawce
pachnący jak obietnica
jak suszona na wietrze pościel

za oknem długowłosy deszcz
i ciemność płynąca jak rzeka do morza
gęstnieje nade mną oddech
i zapach odległego już dnia
schodzą się cisze i przeczucia

łapacz snów kołysze się cieniem
przez chwilę jeszcze zastanawiam się
co wprawia go w ruch?
znowu zasypiam pierwszy raz
wciąż jeszcze nie znam tej nocy

Zgasnąć, rozbłysnąć

"Nasze żywoty to rzeki,
których ujściem jest śmierć,
która jest życiem.

Śmierć to brama otwarta na wszechświat.

Z wysokości zstępują narodzeni.
Tam jest gniazdo życia.
Nasze ciała to tylko odbitki.
Tajemnicza jest ojczyzna życia:
stamtąd przychodzi pieśń.
Stamtąd przychodzą ludzie i pieśni.
Tam jest rzeczywistość.
Tutaj tylko śnimy.
Tam wznosi się prawda, niewzruszona jak piramida.
Tam, gdzie kwiaty są prawdziwe.
Tam właśnie jest gniazdo życia.
Tam gdzie łączy się lazur nieba z błękitem morza,
jest nasze mieszkanie.



Jesteśmy blisko tego miejsca i daleko".
(Ernesto Cardenal)


José Ángel Leyva:
"Także nauka mówi
że spoglądamy w przeszłość słońca i gwiazd.
Ich wczoraj dla nas jest dzisiaj.
Dochodzą nas ich staro - nowe twarze,
światła jakiejś nowo narodzonej galaktyki, 
która właśnie umiera.
Czy my ludzie będziemy gasnąć tutaj
po to by rozbłysnąć
gdzie indziej?"


Octavio Paz:
"Trzeba rozszyfrować tatuaż nocy,
spojrzeć w oczy południa,
odczytać litera po literze
pismo gwiazdy i pismo rzeki,
przypomnieć sobie to,
co mówi krew i przypływ morza, ziemia i ciało,
powrócić do punktu wyjścia,
ani do wewnątrz, ani na zewnątrz,
ani w górę, ani w dół,
na skrzyżowanie dróg, tam
gdzie zaczynają się drogi (...)
jak nieskończona rzeka 
pod sklepieniem wieków przepływają 
pory roku i ludzie, zdążając tam,
gdzie bije żywy oddech źródła,
poza końcem i poza początkiem.

Między uciszeniem a ruchem
trwa wielkie pulsowanie bytu".



Octavio Paz:
"Dzisiaj wspominam zmarłych z mojej rodziny.
Także tego, co wyszedł na kilka godzin i nie wiadomo,
w jakiej ugrzązł ciszy.

Między drzwiami a śmiercią
jest przestrzeń niewielka.

Dzisiaj wspominam zmarłych z mojej rodziny.
Czy szukam w nich zagadki własnego istnienia,
boga krwi, który moją krew burzy?
W lustrze ich milczeń widzę swoje życie,
w moim życiu ich śmierć się przedłuża (...)


Życie i śmierć nie są przeciwieństwem,
jesteśmy tą samą łodygą,
która wydaje dwa bliźniacze kwiaty.

Dzisiaj wspominam zmarłych z mojej rodziny".


*

Na przełomie października i listopada granica między światami
robi się cienka jak zasłonka z muślinu.
Przezroczysta i lśniąca jak skrzydełko ważki.
Płonące świece rozświetlają miejsca zwykle zasłonięte...

Dzisiaj wspominam zmarłych z mojej rodziny.
I tych wszystkich, którzy, zanim stąd odeszli,
dotknęli mojego życia. 
Niektórzy bardzo subtelnie, krótko. Inni dogłębnie, znacząco.
Bez nich nie byłabym tą, którą jestem.


 
*
sprawiedliwie wszyscy
idziemy w jednym kierunku
wbrew potocznej opinii
życie nie jest krótkie –
setki miesięcy, tysiące dni
i nocy
rozpostartych w czasie
który nie mija

to my mijamy

melancholią rozstań
dotyka nagła myśl –
i nas kiedyś odprowadzą
z tej strony – pożegnają
powędrujemy do źródeł
otuleni aksamitem
nieuchwytnej siły
po linii uśmiechu Tajemnicy
zapadniemy w błękit
punktualnie w chwili
już dawno uzgodnionej

kiedyś nawet wiersze
wrócą tam skąd przyszły

spieszmy się kochać, póki żyjemy
póki krew cicho w żyłach płynie
póki wiatr, póki szmer rzeki, póki świt i zmierzch,
póki powstajemy ze snu po nocy każdej
jak feniks ognisty

Najbardziej niezwykłe zjawisko na świecie

"Tam, gdzie łączy się lazur nieba
z błękitem morza, 
jest nasze mieszkanie.
Jesteśmy blisko tego miejsca
i daleko.

Śmierć to brama otwarta 
na wszechświat".
(Roberto Juarroz)

*

Umierasz każdego dnia.
To nie jest zdarzenie, które ma miejsce 
pod koniec (na koniec) twojego życia. 
Śmierć jest procesem.
Bardzo powoli umierasz każdego dnia
i nadchodzi w końcu dzień, 
kiedy ten proces umierania ustaje.


Śmierć zaczyna się wraz z urodzinami, 
a nawet wcześniej.
W chwili narodzin masz już 9 miesięcy.

Kiedy świadomość wycofuje się z ciała,
nie opuszcza go nagle, 
całe ciało nie umiera
w tym samym czasie. 
Świadomość kurczy się wewnątrz 
i stopniowo opuszcza
każdą część ciała.
Około 9 miesięcy przed śmiercią 
coś się zdarza.
Będzie to taki czas, 
jaki upłynął między poczęciem 
a narodzeniem.
Ci, którzy są świadomi, 
natychmiast będą wiedzieć,
że coś się przerwało w ośrodku pępka -
zbliża się śmierć.

Świadomość czasu, 
to świadomość śmierci.
Gdy boisz się śmierci, masz mało czasu.
Lęk nie jest związany ze śmiercią, 
lecz z czasem.
Lęk dotyczy nieprzeżytego życia - 
nie potrafiłeś żyć.
Kiedy żyjesz, to nie ma lęku. 
W spełnionym życiu nie ma lęku.
Jesteś gotowy, 
choćby śmierć przyszła dziś, 
jesteś gotowy.
Poznałeś życie. 
W istocie powitasz śmierć 
z zadowoleniem,
ponieważ teraz otwiera się 
nowa możliwość,
otwierają się nowe drzwi, 
odsłania się nowa tajemnica.

Zatem żyj pełniej i intensywniej.
Nie marnuj życia. 
Żyj tak, aby każda chwila 
przemieniała się w wieczność.
Wtedy porzucasz poziome, 
a wchodzisz w pionowe.
Kochaj, a przekroczysz czas.
Wskazówki dalej się poruszają, 
ale czas staje.

W każdej chwili, niezależnie od tego, 
co robisz, rób to całkowicie.
Małe i proste rzeczy: 
sprzątając dom, przygotowując jedzenie,
piorąc czy idąc na spacer - 
rób to całkowicie.
Wtedy nie trzeba medytować. 
Medytacja to tylko sposób uczenia się,
jak robić rzeczy całkowicie.
Niech życie będzie jedyną medytacją.
Wtedy czas znika, a kiedy znika czas, 
znika śmierć.
Wtedy nie boisz się śmierci. 
W istocie, czekasz na nią.
Śmierć to kulminacyjny moment 
w pełni przeżytego życia,
punkt szczytowy, crescendo.
Przeżyłeś wielkie i małe fale życia. 
Wtedy nadchodzi największa fala:
umierasz. 
To też musisz przeżyć w pełni.

Zatem jesteś gotowy umrzeć.
Sama ta gotowość 
jest śmiercią samej śmierci.
Jeśli jesteś gotowy ją przeżyć, 
śmierć jest bezsilna.
Jeśli się jej boisz, jest bardzo potężna.

Zacznij być świadkiem.
Idąc ulicą, stań się świadkiem. 
Obserwuj idące ciało;
ty, ze swej najgłębszej istoty 
po prostu patrzysz, 
obserwujesz.
Nagle pojawi się uczucie wolności.
Nagle zobaczysz, że ciało idzie, 
a ty nie idziesz.
Czasem ciało jest zdrowe, 
a czasem chore.
Obserwuj, tylko obserwuj 
i nagle będziesz miał poczucie
całkowicie innej jakości bycia.
Odczujesz, że nie jesteś ciałem. 
Oczywiście, jesteś uwiązany do ciała,
ale nie utożsamiony z nim; 
zakorzeniony w ciele, 
ale zawsze poza nim, 
przekraczasz je.
Jesteś świadkiem, 
obserwatorem na wzgórzach... 
daleko stąd.


Pierwszą medytacją 
jest oddzielenie siebie od ciała.
Kiedy obserwacja ciała 
stanie się już bardziej przenikliwa -
zacznij obserwować swoje myśli, umysł.

Wszystko, co można obserwować, 
staje się od ciebie oddzielone,
nie jest tobą - jesteś obserwującą świadomością,
nagle bez ciała i umysłu.
Czysta świadomość. 
Po raz pierwszy jesteś.
Przedtem po prostu spałeś i śniłeś - 
teraz jesteś.
A kiedy jesteś - wtedy nie ma śmierci.
Wtedy wiesz, że będziesz także 
obserwował swoją śmierć.


Kiedy poznasz, czym jest śmierć,
przyjmiesz ją bardzo uroczyście,
powitasz serdecznie - 
to spełnienie wysiłku
całego twojego życia. 
Podróż się kończy, wracasz do domu.
W śmierci nie umierasz. 
To tylko energia, która była ci dana
poprzez ciało i umysł, 
uwalnia się i powraca do świata.

Zatem pozostań osadzony 
w obserwatorze,
cokolwiek robisz, gdziekolwiek idziesz.
Będziesz nowym człowiekiem z życiem, 
jakiego nie znałeś nigdy wcześniej: 
w twoich oczach będzie coś wiecznego,
w każdym geście coś 
z nieśmiertelnego Istnienia.

Kiedy już wiesz, co to jest życie, 
a co śmierć -
przekroczyłeś oba. 
Świadek nie jest ani życiem, ani śmiercią,
nigdy się nie rodzi ani nie umiera,
umiera tylko ciało, mechanizm.


To, co chcemy ocalić, na pewno umrze,
a to, co będzie istnieć wiecznie,
będzie istnieć bez naszego wysiłku.

Możesz wyjść z ciała. 
Możesz wyjść i wejść.
Wedy ciało staje się tylko mieszkaniem.

Gdy przychodzi czas, 
liść rozluźnia swój delikatny uchwyt
i z wewnętrznym wdziękiem wita śmierć.


Tak musisz uczyć się umierać.
Niech twój uchwyt będzie tak delikatny,
żeby mógł być rozluźniony 
w każdej chwili, 
bez walki,
bez chwili zwłoki, 
ponieważ nawet chwila zwłoki wystarczy,
żeby chybić celu, stracić łaskę śmierci.

Kiedy następuje śmierć, 
bądź pełen szacunku,
ponieważ śmierć nie jest czymś zwykłym,
to najbardziej niezwykłe zjawisko 
na świecie.
Nic nie jest bardziej tajemnicze 
niż śmierć.
Śmierć sięga do samego jądra istnienia, 
a kiedy człowiek umiera - 
poruszasz się po świętym terenie.
To najwznioślejszy moment.

(Osho. Fragmenty z książki 
"Podróż w nieznane. O życiu i umieraniu").


*   *   *

"Tak oto pokolenia na ziemi
schodzą do grobu
i wyskakują z łona.
Bez uszczerbku trwają
mimo zmian świat odnawiających.
Niczym liście strącone na leśną ziemię
mroźnym wiatrem konającego roku.
Aż do tchnienia
pierwszych źdźbeł trawy 
nowej wiosny".
(Percy Bysshe Shelley)


"Kiedy porusza się życie,
kości śmierci odpowiadają swym ruchem.
Kiedy porusza się śmierć,
zaczynają się obracać kości życia.

Śmierci trzeba zaufać.
Jak we śnie, 
natura Życia - Śmierci - Życia 
w najdzikszej postaci
jest tak prosta 
jak łagodny wydech (koniec) 
i wdech (początek).
Trzeba tylko zaufać, 
że gdzie jeden się kończy, 
drugi się zaraz zaczyna".
(Clarissa Pinkola Estés)

Święto Gasnącego Słońca

31.10. - 01.11. - 02.11.


święto Gasnącego Słońca, Samhain

za górami, za lasami, Irlandia
roztańczona wyobraźnia Celtów
wielka tarcza ochronna
strzegąca świata żywych
opada

i wtedy wszystko się zaczyna...

noc poza czasem
ci, co już nie wrócą
i ci, którzy dopiero nadejdą
wchodzą pomiędzy nas
przenika chłód i ciemność
pośród cieni płoną pochodnie
i ognie na szczytach wzgórz

światło i mrok
życie i śmierć
Słońce i Księżyc
i porządek Rzeczy pomiędzy

Dziady, Halloween
święto Gasnącego Słońca, Samhain