Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

Kwitnąca zima

 Mała wioska na północnym krańcu Hiszpanii.
Gdy zasypiam i jest pogodna noc,
przez okno widzę, jak niebo tasuje gwiazdy.
Księżyc.


Rano budzi mnie pianie kogutów.
Poprzez spokój poranka przesączają się powoli
barwy nadchodzącego dnia.






Dzień toczy się swoim rytmem

toczy się

toczy się

toczy się,

a zima kwitnie lazurowym niebem,




A gdy dzień załatwi już wszystkie swoje
dzienne sprawy,
zmierzch otwiera mu szczelinę do przeszłości. 
Każdy dzień przechodzi przez tę szczelinę zmroku,
by zniknąć bezpowrotnie raz na zawsze.



 Lubię spacery o zmroku.
Tymi wiejskimi drogami,
które wzdłuż łąk i pól potrafią
zaprowadzić donikąd.
Wtedy zawracam znikąd i idę dalej.

Rześkie powietrze przyjemnie pachnie drewnem
palonym w kominkach okolicznych domów.
Wąskie strużki dymu z kominów
mieszają się z woalem wieczornych mgieł
porozciąganych nieco poniżej
szczytów gór w oddali.

Wracam i delikatnie wsuwam się w ciszę domu.
Pachnie kadzidło - wanilia i cynamon.
Przez chwilę bęben, by przestrzeń domu
zaplotła się w dźwięki.

Ogień w kominku.
Gorąca czekolada.
Błyszcząca, słodka i sycąca.

Jest dobrze. Przyjemnie. Wygodnie.
Aż motyle w brzuchu.

Minął już półmetek zimy..
W gawrach są już małe niedźwiedzie.
Zima kwitnie też prymulkami i kameliami,
teraz czas na hiacynty.
Zapach hiacyntów ma magiczną moc.
Budzi we mnie wiosnę.








*


pueblito - wioska
luna - księżyc
gallos - koguty
despacito - powolutku
atardecer - zmierzch
caminando - idąc
niebla - mgła
canela - cynamon
tambor - bęben
dulce - słodki
mariposas - motyle
tiempo - czas
primavera - wiosna

W Hiszpanii też jest zima

 Hiszpania jest zwykle kojarzona 
z nieustającym ciepłem.
Zatem teraz w nieco innej odsłonie.


Ponieważ w doliny śnieg zagląda nieczęsto,
zatem wybrałam się w okoliczne góry,
by tam zakosztować trochę zimy,
która byłaby nieco bardziej zimowa.
Poprzez te góry, które widzę z okien mojego domu,
a potem trochę wyżej.







Wspinałam się górskimi serpentynami coraz wyżej i wyżej.




Po drodze zatrzymywałam się,
podziwiałam, zachwycałam, robiłam zdjęcia.
I jechałam dalej.


Robiło się coraz zimniej, coraz bielej,
coraz bardziej zimowo.




Gdy ruszałam na spacer, jeszcze było słonecznie,
a gdy wracałam, pogoda zmieniała się w oczach
i przedpołudniowe słońce ustępowało 
pod naporem ciemnych chmur,
które niosły ze sobą więcej śniegu.




W takiej sytuacji lepiej już powoli wracać,
bo gdy sypnie, robi się ślisko i niebezpiecznie.



Trochę zmarzłam, ale było pięknie.

A gdy zajechałam pod dom, czekała na mnie niespodzianka😁


Kartka z kalendarza: koniec lutego

Kiedy poranny śpiew ptaków
wybudza mnie powoli
z wewnętrznego, zimowego zastoju,
wciąż poruszam się w zwolnionym tempie.

Przeleżałam tę zimę w sobie
nieruchoma jak kamień,
ale jednak przebyłam daleką drogę.


Nie wiem, co w tym czasie
wydarzyło się na świecie.
Moje wnętrze było
jak budka telefoniczna bez telefonu –
dzwoniła tylko cisza.

Pamiętam bezchmurne niebo
na tarasie wspomnienia letniego słońca.
Pamiętam, jak zanikał puls łąki
pod stopą jesieni
i smutek ostatnich kwiatów.
Potem zima – zamknęłam się
niczym głuche zamczysko
i poprzez wewnętrzne krajobrazy
byłam bliżej siebie.
 
Droga do wyjścia na zewnątrz jest wewnątrz.
Idę sama, powoli, nie przystaję.
Z twarzą ku chmurom sennym
wzrokiem prześwietlam nieba manowce.
Księżyc wychodzi z nowiu.
Pies szczeka gdzieś w oddali.
 
Świat. Kraina cykli,
wiecznych powrotów i wiecznych oddaleń.
Wracam. Patrzę, gdzie teraz jestem.
Jestem... o niebo dalej. 


Noc przed

 Widzę za sobą drogę, którą przyszłam.
Aż tutaj, do końca jesieni.
Ciemne chmury przetaczają się po niebie.
Niosą deszcz.


Patrzę na bezlistne gałęzie.
Dotykam wyziębionej ziemi.
Suche trawy kołyszą się na wietrze.
Lubię ten ich słomiany kolor.





Widzę przed sobą drogę, którą pójdę.
Do domu.
Napalić w kominku.
Przytulić kota. Zaopiekować siebie.


Minęła właśnie ostatnia w tym roku jesienna noc.
Znów coś się kończy, by zacząć się mogło coś.
Między szalikiem a rękawiczką
już słychać staccato zmiany - 
oto kropka nad nutą nadchodzącej zimy.
Przesilenie. Przejście. Przemiana. Odrodzenie.
Jeszcze niewidoczne, ale już wyczuwalne
w eterycznym oddechu ziemi.
Kończy się głęboki wdech - czas schodzenia.
Światło ukryte w mroku zacznie teraz
nabierać mocy na wydech,
a mrok będzie się kurczył i znikał w świetle.

(Vigilia (łac) --- czuwanie nocne przed dniem świątecznym).

Było już późno, ale nie spałam.
Bo tej nocy była moja wigilia, moje czuwanie,
ten magiczny "dzień przed" i "noc przed",
gdy pory roku zamieniają się miejscami.


W środku nocy wyszłam jeszcze do ogrodu,
by spojrzeć na rozchmurzone właśnie niebo,
na świąteczne bombki z gwiazd
i zebrać najpiękniejsze prezenty -
ciszę śpiących w spokoju ptaków, oddech drzew,
świadomość życia, kołysanie traw.


*      *      *

Święto Yule. Światła narodzenie.
Życiodajnego przesilenia życzę wszystkim
i cudownej celebracji Yule tym,
którzy pochylają się nad sacrum Koła Natury
i żyją ze świadomością nieśmiertelności i mocy Ducha.




Bez świąt

" Istnieje zło, które mi nie szkodzi,
jak i dobro, które mi nie służy".


Te słowa to, dla mnie,
najgłębsza głębia mądrości życiowej.
Długo nad nimi medytowałam.
Nad iluzją dobra i zła
Nad iluzją dualności.
Bo to, co wydaje się dualnością, 
to jedynie inne natężenie tej samej jakości.
Trucizna w dawce homeopatycznej leczy.
Najlepszy produkt w zmasowanej dawce zabije nas.
Nawet wodę można przedawkować ze skutkiem śmiertelnym 


Patrzę na kolory nadmorskiego nieba
i wiem, że świat się zmienia,
bo świat nie będzie wiecznie powtarzał tego samego.
Ile razy świat może obchodzić "święta"?
(Mnie to już nie obchodzi).
Ile razy może przyglądać się powitaniom "nowego roku"?
Ile razy trzem dniom "świąt" będzie towarzyszyć 
trzymiesięczne zawirowanie?
(Świąteczne błyskotki zaczynają się pojawiać
już z końcem października i żyją aż do końca stycznia...)



Świat nie będzie trwał wiecznie w takiej postaci,
do jakiej się przyzwyczailiśmy.
Przedszkole, szkoła, studia, ślub, dzieci, 
praca, kredyt, urlop - wakacje, walka o byt, święta, emerytura, 
cmentarz.
Tak, mniej więcej, żyją miliony ludzi.
Jedni mniej, inni więcej.
Jednostki prowadzą stado w wybranym przez siebie kierunku.
Nieco się ockniesz, nieco się wychylisz,
a dostaniesz prztyczka w nos.
Albo kopa, już nie powiem gdzie.
Nieliczni oprzytomnieli i wzięli pasterza górą lub dołem.
Da się.

*

Kto wymyślił, żeby nowy rok zaczynał się zimą?
Nowy rok zaczyna się wiosną, gdy cała natura rusza naprzód.
Ale na drugiej półkuli Ziemi zaczyna się wtedy jesień.
Zatem - jak to pogodzić? Nie wiem.
Czy zauważyliście,
że wrzesień - september - septiembre
ma w nazwie siódemkę, a jest dziewiąty?
Podobnie kolejne miesiące mijają się nazwą
z pozycją numeryczną w kalendarzu.
Październik - october - octubre wskazuje na ósemkę, nie dziesiątkę,
november związany jest z dziewiątką, nie jedenastką, 
a december z dziesiątką, nie dwunastką?
Dlaczego nazwy miesięcy nie pasują do ich pozycji
w aktualnym kalendarzu?
Zanim Juliusz Cezar zlecił przeorganizowanie kalendarza,
rok zaczynał się od marca i miał 10 miesięcy.
Zauważono, że te 10 miesięcy nijak się miało do cykli natury
i dodano dwa.
Zamiast dodać je na końcu - dodano na początku
i teraz żyjemy w rozchwianiu.

Zatem ja obchodzę nowy rok w marcu.
Każdy, kto odklei się od matriksa 
i dostroi do naturalnych cykli w naturze odczuje,
iż mimo że słońce od teraz powolutku nabiera mocy,
to jednak jest jeszcze bardzo słabe
i dopiero wraz z wiosenną równonocą 
wszyscy dostajemy energetycznego kopa do działania.
Nie teraz. W marcu. Gdy Słońce wejdzie w znak
Teraz  jeże wciąż jeszcze śpią snem zimowym,
a żaden niedźwiedź nawet nosa z gawry nie wychylił.


Plaże wciąż puste i tylko senni wędrowcy
snują się niespiesznie i przytulają
równie senne, wygładzone przez morze i czas patyki.



Świat się zmienia na naszych oczach.
Uczę się korzystać z tych zmian.
Jeśli trzeba przejść przez burzę, przez mrok, przez smak niewiadomego, 
to przejdę i wykorzystam moc ciemności.


Jeśli trzeba będzie budować z piasku, z patyków, z wiatru,
to wykorzystam moc nietrwałości.


Istnieje zło, które mi nie szkodzi,
jak i dobro, które mi nie służy.
Wszystko jest niejednoznaczne i subiektywne.
Yin i yang przenikają się wzajemnie.

Istnieje kontinuum bez dat, bez świąt, a nawet bez ludzi.
Galaktyczne życie realizuje swój plan.
Jestem wszystkim. Jestem niczym.
Póki jestem, idę dalej.


W lutym

przyszła fala ciepła
by wyjąć nas wszystkich
z kieszeni zimy
natychmiast dmuchnęłam w dmuchawce
na znak życia


w lutym woda z gór
szumi tak głośno, tak głośno
że zima nie słyszy już samej siebie
i myśli, że jej nie ma



w lutym
między rzeką a duszą
przynoszę je do domu
jabłka patrzą na nie
z zachwytem


w lutym
stokrotki stokrotnie dziękują słońcu
za dar nowego ciepła
a pasmo gór faluje jak wstążka na wietrze
i wygrzewa się rozkosznie
niczym leniwy kot


w lutym
urodziłam się kiedyś
i rodzę się ciągle na nowo
jak w gawrze niedźwiedzie 🐻 
jak rodzi się nieuchwytna moc
między duszą a duchem
między wiatrem a latawcem
oddechem a westchnieniem
drzewem a chmurą
między
zmrokiem a księżycem
butem a doliną
miłością a przepaścią



coraz bliższa
przeminięciu
wciąż jeszcze czuję, wiem -
między
jest tyle możliwości
pulsujących w moim sercu
niczym żywe srebro 
niczym iskry nieśmiertelności - 
czuję, wiem:
rozłóż palce, a będziesz je miała
zewrzyj dłonie
a uciekną