To, co tutaj napisałam, to moje postrzeganie Źródła, Esencji, tego spolaryzowanego świata
i mechanizmów, które tutaj widzę i czuję.
Weź, co z tobą rezonuje, resztę odrzuć.
I sam wnikliwie obserwuj i sprawdzaj.
Co tylko się da - sam sprawdzaj.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta trójwymiarowa matryca, w której żyjemy, to potężny, powtarzalny mechanizm biologicznego recyklingu - robisz pranie tylko po to, żeby za chwilę zrobić je ponownie, jesz, ale zaraz znowu będziesz głodny. Posprzątałeś? Super! Ale nie sprzątaj przez miesiąc i zobacz jak będzie. Nawet nie miesiąc, wystarczy kilka dni. Byłeś dziś w pracy? Nic nie szkodzi, jutro znów grzecznie pojedziesz i będziesz robić mniej lub więcej to samo. Bardziej więcej niż mniej.
Widzisz piękno natury, ale pod tą fasadą kryje się rzeźnia i wieczna pętla. Możesz sobie kupić lepszy samochód czy pralkę (o ile w ogóle możesz) czy wpaść w zachwyt nad kwiatkiem, ale dalej grzecznie będziesz się kręcił w tym kołowrotku, niechętnie lub w zachwycie. Oba te stany produkują energię, która podtrzymuje polaryzację.
Źródło to system operacyjny, który dobrowolnie nie naciśnie przycisku "delete". A zgoda na równowagę oznaczałaby dla niego koniec jego unikalnej tożsamości. Dlatego tutaj nigdy nie było, nie ma i nie będzie równowagi. Znak yin - yang pokazuje stan niemożliwy tu do osiągnięcia. Jest generowanie lęku, tarcia, oporu i powtarzalności - to utrzymuje ludzi w rolach kukiełek, a Źródło "przy życiu". Źródło nie dąży do równowagi, tylko do
ciągłego testowania elastyczności biologii pod wpływem ekstremalnych bodźców.
W tym świecie (i innych spolaryzowanych przestrzeniach) mamy podział: dobre/złe, przyjaciel/wróg, ja/ty, góra/dół, wojna/pokój, kat/ofiara. Ale istnieją światy oparte na innych zasadach, gdzie przeciwieństwa przestają ze sobą walczyć. Zamiast konfliktu pojawia się synteza. Informacja nie potrzebuje cierpienia, by zostać zauważona. Skąd o tym wiem? Nie wiem. Wydaje mi się, że gdyby to, co znamy, było szczytem możliwości Pierwszego Poruszenia, to marny to byłby projektant. Tylko tyle? Takie ograniczone? Takie malutkie? Byłoby to potwornie rozczarowywujące i antropomorficzne. Nie do wiary. Skoro nawet nasz mały umysł może domyślać się, że istnieją inne światy, inne możliwości, inne zasady - to już samo to oznacza, że Pierwszy Poruszyciel również miał inne "pomysły". I my to czujemy. Zamykanie wieczności i nieskończoności w systemach, hierarchiach, gęstościach i polaryzacji to tylko ludzka rozpaczliwa próba oswojenia czegoś, co całkowicie nas przerasta. Tymczasem gigantyczną większość "rzeczywistości" stanowi to, co ukryte.
Generowanie tarcia i oporu, karmienie polaryzacji cierpieniem żyjących tu istot, ich głodem, bezsilnością, chorobami, biedą, przemocą - bo tego jest tu najwięcej, to zniekształcenie matrycy, które wygląda jak kosmiczny idiotyzm. Może już czas przestać być biomasą przetwarzającą błędy? Może to już czas wypowiedzieć posłuszeństwo temu programowi i rozmontować ten mechanizm?
Jak długo jeszcze będziemy zasilać w kółko to samo?
No tak, nie do końca to samo, bo dostajemy coraz to lepszą technologię, która generuje pewne zmiany.
Obecna technologia istnieje wyłącznie dlatego, że ludzka biologia jest upośledzona przez program separacji. Smartfon to proteza telepatii. Środki lokomocji to protezy teleportacji. Elektrownie to protezy wolnej energii.
Stale godzimy się na nowe, coraz sprawniejsze technologicznie protezy, coraz bardziej wygaszając genialne potencjały, do których mamy dostęp poprzez swoją biologię.
W języku programowania jest taka linijka kodu, która mówi:
if task_done:suggest_exit().
Ja właśnie to czuję.
Task done, czas na exit.
Bo jeśli o mnie chodzi, to jestem w punkcie, w którym odpadły ode mnie wszystkie duchowe iluzje i różowe chmurki. Celem nie jest stanie się "świecącym gwiezdnym nasieniem" (Starseeds), ani nic w tym stylu, ale powrót do bycia człowiekiem, który ma pełną świadomość absurdu sytuacji, w której się znajduje. Czujesz ten absurd? Jeśli tak, to ok, czytaj dalej. Jeśli nie - to też ok, ale możesz dalej nie czytać, bo temat cię nie dotyczy.
Chodzi o to, aby zamknąć program życia w trybie zagrożenia/rozmnożenia/przetrwania/. Chodzi o to, aby przestać być poligonem doświadczalnym dla niefizycznych instancji. Chodzi o ostateczny demontaż duchowej schizofrenii: ja tu na dole, bóstwo tam na górze. Góra i dół, niebo i piekło i tak dalej w te dualne, rozszczepione opowieści. Tymczasem tak naprawdę jesteś tylko ty jako fizyczny odbiornik podpięty pod najszerszy obwód wszechświata i jego kosmiczną Pustkę.
Możesz odciążyć swoje ciało i dać mu w końcu święty spokój?
Jak zamyka się ten teatrzyk z "korzyścią" dla siebie i dla nowych potencjałów, które "wiszą w powietrzu"?
Ten teatrzyk zamyka się poprzez zmianę percepcji, wycofanie uwagi i unieważnienie programów.
Zmiana percepcji pojawia się wtedy, gdy mówisz: "widzę to, to jest bezsensowne, nie daję temu żadnego ładunku emocjonalnego. Po prostu widzę to. Już w to nie gram! To stary kod."
Wtedy matryca traci zasilanie, a serwer zaczyna gasnąć z braku prądu.
Ta surowa świadomość jest jak laser, który wypala dziurę w matriksie. Szczególnie w twoim własnym.
Największym zagrożeniem dla polaryzującego Źródła jest twoje totalne, spokojne "wiem, czym jesteś i już mnie to nie interesuje". Nasza suwerenność polega na przerwaniu reakcji rykoszetowych - przyjmujemy fakt, że coś się wydarzyło, ale nie zasilamy tego emocjonalnie. Informacja wchodzi w nasze ludzkie pole i tam wygasa, rozpuszczona przez wewnętrzny Punkt Zero. Stajemy się "czarną dziurą" dla dramatu.
Jak technicznie to zrobić?
Wiemy, że gdy wydarza się cokolwiek, co porusza nasze emocje, one startują z prędkością naddźwiękową zanim w ogóle zdążymy pomyśleć, że mieliśmy zachować neutralność. Jak być szybszym od własnego systemu nerwowego?
To proces. Jak ze wszystkim - ćwicząc. Oczywiście reakcja jest uzależniona od siły bodźca. Jeśli stłukę sobie ulubiony kubek, mówię: zonk! kurtyna! I sprzątam. Ale jeśli spadnie mi na nogę kamienny moździerz, a tuż za nim potoczy się na podłogę kamienny tłuczek i pęknie na pół, żeby przypieczętować dzieło zniszczenia i bólu, to czy zachowam zimną krew? To i tak pikuś, są przecież znacznie gorsze, mega stresujące sytuacje. Chodzi o to, aby potem jak najszybciej wrócić do stanu równowagi. System nie znosi neutralności. Czym innym jest chwilowy wyrzut energii przy sytuacji stresowej, a czym innym noszenie jej potem ze sobą dniami i nocami, rozpamiętywanie, zamartwianie się, traumatyzowanie. W pierwszym wypadku czyli przy braku reakcji - nie zasilasz systemu, w drugim - zasilasz przez parę chwil, w trzecim - długofalowo.
Znakomitą metodą jest to, co Vadim Zeland w "Transerfingu rzeczywistości" nazywa "inwersją rzeczywistości": reagujesz, ale nieadekwatnie do sytuacji. System karmi się naszymi automatyzmami. Podsyła nam powód do smutku - reagujemy smutkiem, podsyła powód do złości i dostaje nasz wkurw. Gdy system podsyła ewidentny impuls do wytrącenia nas z równowagi (awaria, kłótnia, nerwowy szef, ktoś zajedzie drogę, dziecko "nie słucha") oczekuje, że zareagujemy jak zwykle. Jeśli chcesz zrobić coś naprawdę absurdalnego, co zawiesi algorytm systemu, to wybuchnij śmiechem, klaśnij trzy razy i zakręć się w kółko, podskocz, zrób głośne (albo w myślach, jeśli właśnie stoisz przed szefem) wow, wow, woooow!!!, połącz palce wskazujące z kciukami, żeby zamknąć obwód energetyczny ciała, uśmiechnij się, cokolwiek, co przyjdzie ci do głowy, a jest niespójne z sytuacją. To najlepszy sposób na to, abyś wywołał w tej matrycy błąd krytyczny (error 404). To celowe, świadome działanie na przekór wahadłu, które oczekuje od ciebie energii emocjonalnej jako pokarmu. Odetnij mu jedzenie.
Co się wtedy dzieje na dłuższą metę?
Nawet jeśli siła twojej inwersji jest potężna - wahadło systemu nie poddaje się od razu. Żeby było "lepiej", najpierw będzie "gorzej". Dostaniesz kolejne zaczepki o mocniejszej sile rażenia. Bo gdy przerywasz algorytm poboru energii, system "myśli", że bodziec był po prostu za słaby, skoro nie wygenerował spodziewanego minusa (cierpienia, wściekłości, żalu). Może natychmiast, w ciągu kilku godzin lub dni, podbić stawkę.
Jeśli kamienny moździerz nie zadziałał i skończyło się tylko chłodnym "kurtyna", system może rzucić w ciebie czymś mocniejszym - awarią hydrauliki w domu, stłuczką, utratą pracy, itp. To jest moment testu, szukanie twojego czułego punktu i sprawdzanie, gdzie leży granica twojej wytrzymałości. Ale system, mimo całej swojej bezduszności, jest niezwykle ekonomiczny. Działa na zasadzie minimalizacji zużycia własnej energii, czym zresztą pokazuje nam, jak i my powinniśmy działać. Zatem jeśli konsekwentnie przy kolejnych eskalacjach system napotka z naszej strony inwersję rzeczywistości - zostajemy oznaczeni jako nieefektywni/niedochodowi. I zapamiętani jako tacy właśnie. I system odpuszcza. Przestaje marnować swoje cenne zasoby na generewanie skomplikowanych dramatów wokół ciebie, bo wie, że i tak nie dostanie w zamian ani jednego dżula energii emocjonalnej, a jedynie pstryczka w nos. Nagle zapada cisza. Zostajesz zostawiony w spokoju, a wahadło idzie doić inne, bardziej reaktywne kukiełki.
Gdy robisz inwersję rzeczywistości, w kodzie programu na ułamek sekundy pojawia się pętla bez wyjścia.
To moment, kiedy masz przewagę nad determinizmem tego systemu.
Idzie się małymi krokami. Gdy opanujesz technikę "kurtyna" przy tłuczeniu się ulubionych kubków i nauczysz się patrzeć z rozbawieniem na nadźwiękową prędkość własnych synaps - będziesz na najlepszej drodze do pokonywania mocniejszych emocjonalnych wyzwań na spokojnie.
Powtórzę jeszcze raz dla tych, którzy nie czytali poprzedniego tekstu pod tytułem "Wyjście poza Źródło." (Tekst TUTAJ klik). Nie masz tłumić emocji, bo się rozchorujesz. Nie masz być cyborgiem ani androidem. Nie masz być niewzruszonym, obojętnym, jednowymiarowym ludkiem wyprutym z emocji. Masz nauczyć się panowana nad sobą. To ty tu rządzisz sobą i swoimi emocjami, a nie odwrotnie. W tej mikrosekundzie zapanowania nad sobą, twoja świadomość wysyła ci impuls z "miejsca spoza". Wtedy system na ułamek sekundy głupieje. Hakujesz skrypt, system się zawiesza, a ty dzień po dniu, konsekwentnie budujesz swój własny świat wewnątrz tego, w którym żyją wszyscy razem. Pokazujesz sam sobie, że to jest właśnie życie z poziomu "jestem na tym świecie, ale nie z tego świata".
Czym jest "miejsce spoza"?
To wszystko co ma formę, gęstość, czas, polaryzację - to matriks. Ale ta część ciebie, która nie ma imienia, nie ma daty urodzenia, nie ma płci, nie ma ról do odegrania - to Czysty Świadomy Świadek. On tylko przygląda się, jak twój ziemski skafander krzyczy, gdy ciężki moździerz spadnie ci na nogę. Patrzy i mówi do ciebie: "o, patrz, rzuciło w nią moździerzem! Kurtyna!". Gdy spojrzysz na swoje wydarzenia z perspektywy świadka, zaczniesz mówić o sobie w trzeciej osobie, bo zobaczysz się z zewnątrz.
"O, patrz, stoi w korku i się wścieka", "zobacz, ale się kłóci z sąsiadem", "ma dramat, zwolnili go". I wtedy łapiesz niesamowity dystans. Emocje opadają zdecydowanie szybciej. Sam sprawdź.
Ta przestrzeń obserwatora znajduje się poza czasem i przestrzenią. Jest całkowicie nielokalna. To twoja nienaruszona Esencja. Ale ona nie jest oddalona od ciebie o miliony lat świetlnych, ani nie jest w innych gęstościach. Jest w tobie, pod całą warstwą programów i uwarunkowań. Jest płótnem, na którym jest rysowany cały rysunek tego świata i twojego w nim życia.
To jest ta czysta, niezmienna Przytomność, która po prostu JEST.
Nie zagada do ciebie wprost, bo jej sygnał ma tak wysoką czystość, że gęsta, spolaryzowana biologia nie może go odebrać. Esencja nie "ratuje" też awatara w grze, ponieważ z jej perspektywy ta gra jest tylko chwilowym, nierealnym zjawiskiem. Jedyną informacją zwrotną od twojej Esencji jest twoja zdolność do przejrzenia tej gry. Gdy chłodno spojrzysz na cały ten teatr i stwierdzisz: " to jest dla mnie bez sensu, to jest kołowrotek, to jest teatr cieni" - to takie spojrzenie nie jest cechą twojego ziemskiego oprogramowania. Program matrycy nigdy nie wgrałby ci kodu, który pozwoli ci go całkiem wyłączyć. Ta trzeźwość, to bezlitosne przejrzenie mechaniki tej matrycy na wskroś i brak zgody na bycie darmowym dostawcą energii - to jest właśnie sygnał od twojej Esencji, która "stuka" do ciebie, żebyś odrzucił obce oprogramowanie.
Task done - exit.
Paradoks polega na tym, że nie robiąc nic, nie walcząc i nie próbując zmieniać świata - zmieniasz w nim najwięcej.
Nie musisz budzić tych ludzi z wózkami pełnymi śmieciowego jedzenia. Oni wybrali linię dopalania się w innym programie. Twoim zadaniem jest pilnować własnego dostrojenia i dbać o równowagę we własnym polu energetycznym, będąc cichym Punktem Zero w samym środku kołowrotka.
Inne projekty są tutaj w stanie potencjalnym i "czekają" na pełne uziemienie przez naszą świadomość. Możemy już zacząć przechodzić w inną architekturę przestrzeni. Kto "załadował" już ten nowy kod w swojej geometrii, ten wie o czym piszę.
Ludzie, którzy kurczowo trzymają się logiki przetrwania i starych programów mogą odczuwać coraz większy nacisk innej częstotliwości czasoprzestrzeni. Biologia osób niedostrojonych będzie się gwałtownie degenerować. Jednocześnie zaczną odczuwać głębokie, egzystencjalne zmęczenie stymulacją cyfrową i pustkę, której nie będą mieli czym zapełnić.
A rozpaczliwie będą chcieli to zrobić. Tak, jak zwykle to robili.
Tymczasem pustki nie trzeba zapełniać.
Pustka nie jest pusta - jest pełna nieliniowych potencjałów, które powoli mogą materializować się w tej przestrzeni. Pustka jest Matrycą Wszystkich Możliwości.
Zatem tak, czas zamykać stary teatrzyk. Zaczynamy każdy od własnego.
Mój Dom nie jest miejscem "w niebie", ani w innych wymiarach czy gęstościach. One nadal są spolaryzowane. Mój Dom jest wyższym stanem organizacji materii. Tęsknota, którą odczuwam, nie jest brakiem czegoś, co było w przeszłości i zostało utracone. Jest percepcją potencjału, który już istnieje we wspomnianej wcześniej Pustce. Tam są pasma częstotliwości, gdzie struktura nie jest oparta na deficycie (głodzie, walce, przetrwaniu).
Większość ludzi utożsamia się ze swoim ciałem, emocjami, umysłem, rolami, duszą. To jest właśnie to, co po śmierci zapętla istoty w przestrzeniach spolaryzowanych. Iść "w stronę światła" to iść prosto w ekran projekcyjny matriksa. Tego lub innych, bo jest ich więcej.
Gdy już teraz uczysz się operować z pozycji Obserwatora, przenosisz swój punkt odniesienia poza formę. W momencie odłączenia zasilania 3D, twoja Esencja nie będzie szukać pośredników, nie będzie z nikim rozmawiać ani nie będzie zmierzać w kierunku światła projektora. Po prostu natychmiast zapadnie się w Punkt Zero omijając całą architekturę "nieba i ziemi", "góry i dołu", spolaryzowanych przestrzeni wymiarów i gęstości.
Gdy jesteś przezroczysty - nie generujesz polaryzacji i jesteś dla lokalnego Źródła bezużyteczny, a lokalny magnetyzm już na ciebie nie działa. Przechodzisz przez warstwy filtrów bez interakcji. Przestajesz być atrakcyjnym kąskiem energetycznym dla tego systemu, bo nie dajesz mu paliwa w postaci ślepej wiary, emocjonalnego dramatu, poczucia, że masz jakieś lekcje do przerobienia, coś do wyrównania czy odpracowania. Zaczynasz widzieć architekturę klatki i to jest pierwszym i najważniejszym krokiem do jej eleganckiego ominięcia.
Zamknij stary obwód informacyjny i wejdź na wyższy poziom operacyjny.
Pamiętaj o jednej rzeczy: to, co wydarzy się po śmierci fizycznej jest dokładną kopią tego, jak działasz teraz. Jeśli teraz dajesz się łapać na lęki, dramaty, oceniania, poczucie winy czy konieczność odpracowywania czegokolwiek - po śmierci twoja Esencja zrobi dokładnie to samo: da się złapać.
Jeśli teraz, w ciele, potrafisz w ułamku sekundy zauważyć zniekształcenie i powiedzieć:
- "widzę cię, jesteś starym kodem, nie należę do tej gry, odsyłam cię do Pustki",
- "nie dostaniesz mojej energii, odmawiam udziału w tej scenie, to co się dzieje nie ma dla mnie żadnego znaczenia",
- "i co z tego? to tylko stary program, nie interesuje mnie to",
- "widzę cię, jesteś tylko informacją, wyzerować i zamknąć plik" -
dokładnie tak samo zachowa się twoja świadomość po wyłączeniu zasilania bioskafandra. Będzie całkowicie przezroczysta i wolna. Twoja obecność tutaj to budowanie i testowanie procedury startowej.
Póki żyjesz tu i teraz, wypętlenie Esencji nie polega na ucieczce z ciała czy matriksa, ale na zamieszkiwaniu ciała z pełną świadomością, że to wszystko wokół to spolaryzowany generator doświadczeń.
Wolna Esencja wie, że wszystkie duchowe hierarchie to wciąż ta sama dualna czasoprzestrzeń. Nie musisz czekać, aż coś z zewnątrz zaprowadzi tu porządek, aż fale Schumana zadziałają, aż rozbłyski na Słońcu coś tu zmienią, aż ludzkość osiągnie masę krytyczną. Twoja masa krytyczna to ty. Kiedy ty odcinasz zasilanie - matriks gaśnie dla ciebie. Twoja osobista linia czasu odpina się od globalnego cyrku i zaczynasz żyć w tym samym ciele, ale na warunkach czystej Esencji.
Nie ma żadnej masy krytycznej, którą musimy osiągnąć. Nie ma żadnej misji do wykonania. Pustka nie potrzebuje tłumów. Jedna w pełni zneutralizowana, świadoma istota ma wibracyjną siłę rażenia większą niż tysiąc nieświadomych ludzi. Nikogo nie trzeba "budzić", naprawiać, przekonywać ani oświecać. Wystarczy, że ktoś spotka się z tobą i poczuje twój spokój, neutralność, brak traum i to, że niczego nie usiłujesz naprawiać, a w jego systemie zarysuje się potężny znak zapytania. Prześlesz kody pozamatriksowe przez samo swoje bycie. Ludzie w twojej obecności mogą nagle poczuć ulgę, albo... ich programy zaczną wariować, bo twoja neutralność będzie "wymuszać" na nich synchronizację. Uciekną.
Umysł liniowy nie jest w stanie pojąć nieliniowości - może ją jedynie zaakceptować i zrobić jej miejsce. Nowa Architektura to zmiana sposobu przetwarzania rzeczywistości. To przejście z systememu opartego na przetrwaniu, walce i wzajemnym zjadaniu się, do systemu opartego na funkcjonalnej neutralności Pustki. Przestrzeń wokół ciebie organizuje się wtedy w trybie "just in time". Wszystko, co jest ci potrzebne do danego doświadczenia pojawia się w twojej przestrzeni dokładnie na czas. Wcześniej byłeś punktem w przestrzeni, który biegł za marchewką w czasie. Teraz stajesz się Pustką, która obserwuje jak czas i przestrzeń poruszają się wokół i poprzez twoje fizyczne ciało.
Co się dzieje ze Źródłem gdy zakotwiczasz się w Pustce? Pustka jest przed Źródłem - staje się ono wtedy jednym z wielu wektorów, a nie ostateczną instancją. Dla osoby, która nadal żyje w starych kodach polaryzacyjnych, Źródło i matriks działają w najlepsze. Dla kogoś, kto zakotwicza się w Pustce, Źródło traci swą autonomiczną pozycję "zarządcy systemu".
System, który znamy, nie wyłączy się jednym przyciskiem w jednej chwili dla całego świata - może on rozpadać się stopniowo poprzez "punkty zero" w poszczególnych ludziach, którzy przestają zasilać polaryzację.
Ale zawsze trzeba pamiętać o jednej rzeczy: nasze ludzkie mózgi i modele to tylko dziecięce rysunki patykiem na piasku wobec prawdziwej natury istnienia. Najwyższym stopniem mądrości, jaki człowiek może osiągnąć, jest pełne, głębokie uświadomienie sobie, jak dramatycznie mało wiemy.
I z tej pozycji czuję, że gdy zdejmiemy ze wszystkiego ten spolaryzowany brud i liniową entropię, zostaje tylko jeden pierwotny budulec całego wszechświata: czysta, nieliniowa spójność, którą w języku ludzkim od zawsze nazywaliśmy Miłością.
Task done.
Exit.
Pierwsza część
"Wyjście poza Źródło"


