Noc prowadzi ciszę.
Od północy.
Podążają w milczeniu,
gwiazda w gwiazdę,
błyskiem w lśnieniu.
W tej ciszy usłyszałam
jak pękła kość Zimy.
Głośno. Z trzaskiem.
Cisza aż podskoczyła
z zaskoczenia.
Rozejrzała się,
ale nic nie zobaczyła.
Ze szczeliny po pęknięciu
sączy się szpik
jak woda z ogrzanego lodu.
Wchłania go ziemia.
To ją karmi.
Nasyca. Użyźnia.
Od zachodu.
lekko zakołysała się
nad horyzontem.
Sypnęła nowymi kwiatami,
nowymi kolorami, słodkimi nadziejami.
Odradza się,
szalona i bujna.
Ma pełne kieszenie nowego życia.
Od południa.
Szerokie pole.
Przystaję pośrodku.
Idziemy dusza w duszę.
Pojaśniała zorza
Kość Zimy pękła. Z głodu.
zagarnia nas w swoje ramiona.
Od wschodu.
Kość Zimy
na północy ułożę.
Zeszłoroczna już mchem porosła.
Ladies and Gentleman,
wiosna!
Ach, wiosna! 🌷


