Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Koronki chwil


dzień zaczyna się
w moim oknie
wchodzi, rozlewa się
blaskiem po ścianach
budzi senne powieki
prowadzi za sobą
bursztyn słońca
pachnący morzem i solą

rozprzestrzeniam zmysły
koronki chwil
których nigdy nie było
wargi szukają braku słów
by ułożyć je
w niemy zachwyt
nad pulsowaniem wszechbytu
w rzece mojej krwi

wędruję w miejscu
w nieskończoność nowego dnia
wczepiam się w radość poczucia:
jestem żywa!
jeszcze cielesna
jeszcze namacalna
nadal wierząca
w rzeczy niewidzialne

to wszystko objawia się
każdego ranka
powtarzane jak
echo echo echo
w granicach mojego oddechu
w granicach mojego ciała
w granicach mojego okna
choć wszystkie one nie mają granic



Nie ty, nie mnie

powróciłem tam, gdzie zacząłem
wygrałem czy straciłem?
wszystko jest wygraną
jeśli wszystko jest stracone

idę w głąb siebie
przestrzeń jest we mnie
miejsca krzyżują się ze sobą
trzepoczą się obecności
na mgnienie przestrzeni

wędruję w miejscu
nigdy nie dojdziemy
nigdy nas nie ma tam
gdzie jesteśmy
to nie przeszłość
to teraz jest nietykalne

(Octavio Paz)

*



żyje na niby, żyje naprawdę
w ciemnościach świtu, we śnie, we mgle
między słowami w przydługich listach
w pustych słoikach na szafy dnie

zrywa wskazówki na cyferblacie
chowa obrazy z mężczyzną w tle –
chowa na później, na zaś, na nigdy
ty, ja, nie ty, nie mnie, nie mnie

dzika natura, dziwna kobieta
znowu odeszła, nikt nie wie gdzie
tylko się za nią trawy kołyszą
ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...



Szklanka życia

"... i już tylko kwiaty
rzucają cień na życie"

(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

*


szalik wspomnień zawiązuję
do tyłu, przede mną
wiosna jesieni życia
wolna czasoprzestrzeń
do usłania różami, albo
polnymi kwiatami
miodem codzienności
czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów
i stukaniem korali
spadających lat

 poruszam się coraz wolniej
bo nie ma po co się spieszyć
szklanka życia i tak nieustannie
wypełnia się światłocieniem
obrotu Ziemi i szemraniem planet
a na samym dnie mojego księżyca
rodzi się pełnia