Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Łąki

zatrzaśnięta w czerwieni łąki
nie szukam wyjścia do świata
przyglądam się małym sprawom

niebo skręca w kierunku maków
później wrócę do życia, później
nie ma mnie teraz na jawie

Powrót

za jakiś czas
powrócę
na tamten świat

nie zabiorę niczego

może jedynie

Tak, lubię cztery pory roku:
lato, lato, lato, lato :)





jedna warstwa lekkiej sukienki
spływa po palcach...

wewnątrz lata zostały
na zawsze 
ślady moich stóp