Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Szafa

Mój znajomy poeta, Arek, napisał:

"Księżyc
tak cierpliwie
pulsuje
dużeje i maleje"

Dużeje! 
Cóż za obrazowe, 
zwięzłe i niesłychanie przydatne
w wielu okolicznościach słowo!
I czemu ja go wcześniej nie znałam? 
🤭😁
Przecież każde drzewo dużeje, 
gdy rośnie,
że o moim wnuku nie wspomnę!
I tyle innych rzeczy, które dużeją.

Ale nie o tym chciałam. 
Chciałam o szafie.
Co prawda ona też dużała w miarę, 
jak ją robiono,
ale jak ją poznałam, 
to była już wielka, 
ciężka, trzydrzwiowa.
Szafa u moich dziadków.

Teraz mam swoją.
Też trzydrzwiową
i przeżyła już wiele przeprowadzek.
Mogę wszystko zostawić,
ale nie szafę!
Nie TĘ szafę!



Są takie wiersze, 
które inspirują do tego, 
żeby dopisać do nich własną historię,
przypomnieć ją sobie.
Jak wiersz Arka o szafie właśnie,
 i o dziadkach:

Szafa (Arkadiusz Irek)

Jeśli było
przejście w zaświaty
to właśnie
przez jej drzwi

świetna kryjówka
w chowanego
magiczne miejsce
do obserwacji
na całe życie -

dziadek rzucał
pioruny jasne
babcia nie bała się
potrafiła znieść wszystko

zwycięski dziadek
kupował kości
po złotówce
i obierał
cieniutkim nożem
babcia robiła
kosmiczne mielone

dziadek palił płaskie
dopalał się
tabletkami z krzyżykiem
papieros w lufce
odmierzał drzemkę

babcia
przysypiała na sekundy
ale i wtedy
musiała coś robić -
odganiała ręką
natrętne anioły

w niebie była też
maszyna singer
na której można było
podróżować
naprawdę daleko
trzeba było tylko
uważać na palce

za sąsiednimi drzwiami
na półce
stał koszyk zaczarowany
z guzikami

dzięki tym guzikom
do teraz można
dopinać
cały ten cudowny
zwariowany wszechświat

szafa zaskrzypiała
na jednym
a potem na drugim 
pogrzebie

*


Szafa (Mar Canela)

dziadek miał wodę 
w syfonie
i tylko zmieniał naboje
by ostro gazowało
a na święta
z anielską cierpliwością
robił gwiazdki z pasków papieru
lubił wódkę
i palił papierosy w lufce, 
sportowe i klubowe
dużo

tak, babcia
potrafiła znieść wszystko
kochała...

szafa u dziadków była ogromna
na górnej półce stało
pudełko z koralami
a niżej między ubraniami
pachnącymi naftaliną
było przejście w zaświaty
(tamtędy właśnie przeszli
oboje, w ciągu dwóch lat
jedno po drugim)

dzięki koralom babci
do teraz można nawlekać
wnuków, wnuków, prawnuków

maszyna singer
stała w kącie za szafą
klekotała jak stary pociąg
a ja zawsze wolałam latać, więc
razem z cioteczną siostrą
wchodziłyśmy na szafę
i cała naprzód!
nie zważając na sufit

tak, babcia
potrafiła znieść wszystko
porody w okupowanej Warszawie
dziadka z lufką
i latające wnuczki

każda szafa
przepada gdzieś w końcu
w mroku dziejów
ale to bez znaczenia
bo i tak
przejście w zaświaty
jest w każdym z nas



*   *   *

(Dziękuję, Arku. Mrrrr... 
Ty wiesz 😉)