Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Najbardziej niezwykłe zjawisko na świecie

"Tam, gdzie łączy się lazur nieba
z błękitem morza, 
jest nasze mieszkanie.
Jesteśmy blisko tego miejsca
i daleko.

Śmierć to brama otwarta 
na wszechświat".
(Roberto Juarroz)

*

Umierasz każdego dnia.
To nie jest zdarzenie, które ma miejsce 
pod koniec (na koniec) twojego życia. 
Śmierć jest procesem.
Bardzo powoli umierasz każdego dnia
i nadchodzi w końcu dzień, 
kiedy ten proces umierania ustaje.


Śmierć zaczyna się wraz z urodzinami, 
a nawet wcześniej.
W chwili narodzin masz już 9 miesięcy.

Kiedy świadomość wycofuje się z ciała,
nie opuszcza go nagle, 
całe ciało nie umiera
w tym samym czasie. 
Świadomość kurczy się wewnątrz 
i stopniowo opuszcza
każdą część ciała.
Około 9 miesięcy przed śmiercią 
coś się zdarza.
Będzie to taki czas, 
jaki upłynął między poczęciem 
a narodzeniem.
Ci, którzy są świadomi, 
natychmiast będą wiedzieć,
że coś się przerwało w ośrodku pępka -
zbliża się śmierć.

Świadomość czasu, 
to świadomość śmierci.
Gdy boisz się śmierci, masz mało czasu.
Lęk nie jest związany ze śmiercią, 
lecz z czasem.
Lęk dotyczy nieprzeżytego życia - 
nie potrafiłeś żyć.
Kiedy żyjesz, to nie ma lęku. 
W spełnionym życiu nie ma lęku.
Jesteś gotowy, 
choćby śmierć przyszła dziś, 
jesteś gotowy.
Poznałeś życie. 
W istocie powitasz śmierć 
z zadowoleniem,
ponieważ teraz otwiera się 
nowa możliwość,
otwierają się nowe drzwi, 
odsłania się nowa tajemnica.

Zatem żyj pełniej i intensywniej.
Nie marnuj życia. 
Żyj tak, aby każda chwila 
przemieniała się w wieczność.
Wtedy porzucasz poziome, 
a wchodzisz w pionowe.
Kochaj, a przekroczysz czas.
Wskazówki dalej się poruszają, 
ale czas staje.

W każdej chwili, niezależnie od tego, 
co robisz, rób to całkowicie.
Małe i proste rzeczy: 
sprzątając dom, przygotowując jedzenie,
piorąc czy idąc na spacer - 
rób to całkowicie.
Wtedy nie trzeba medytować. 
Medytacja to tylko sposób uczenia się,
jak robić rzeczy całkowicie.
Niech życie będzie jedyną medytacją.
Wtedy czas znika, a kiedy znika czas, 
znika śmierć.
Wtedy nie boisz się śmierci. 
W istocie, czekasz na nią.
Śmierć to kulminacyjny moment 
w pełni przeżytego życia,
punkt szczytowy, crescendo.
Przeżyłeś wielkie i małe fale życia. 
Wtedy nadchodzi największa fala:
umierasz. 
To też musisz przeżyć w pełni.

Zatem jesteś gotowy umrzeć.
Sama ta gotowość 
jest śmiercią samej śmierci.
Jeśli jesteś gotowy ją przeżyć, 
śmierć jest bezsilna.
Jeśli się jej boisz, jest bardzo potężna.

Zacznij być świadkiem.
Idąc ulicą, stań się świadkiem. 
Obserwuj idące ciało;
ty, ze swej najgłębszej istoty 
po prostu patrzysz, 
obserwujesz.
Nagle pojawi się uczucie wolności.
Nagle zobaczysz, że ciało idzie, 
a ty nie idziesz.
Czasem ciało jest zdrowe, 
a czasem chore.
Obserwuj, tylko obserwuj 
i nagle będziesz miał poczucie
całkowicie innej jakości bycia.
Odczujesz, że nie jesteś ciałem. 
Oczywiście, jesteś uwiązany do ciała,
ale nie utożsamiony z nim; 
zakorzeniony w ciele, 
ale zawsze poza nim, 
przekraczasz je.
Jesteś świadkiem, 
obserwatorem na wzgórzach... 
daleko stąd.


Pierwszą medytacją 
jest oddzielenie siebie od ciała.
Kiedy obserwacja ciała 
stanie się już bardziej przenikliwa -
zacznij obserwować swoje myśli, umysł.

Wszystko, co można obserwować, 
staje się od ciebie oddzielone,
nie jest tobą - jesteś obserwującą świadomością,
nagle bez ciała i umysłu.
Czysta świadomość. 
Po raz pierwszy jesteś.
Przedtem po prostu spałeś i śniłeś - 
teraz jesteś.
A kiedy jesteś - wtedy nie ma śmierci.
Wtedy wiesz, że będziesz także 
obserwował swoją śmierć.


Kiedy poznasz, czym jest śmierć,
przyjmiesz ją bardzo uroczyście,
powitasz serdecznie - 
to spełnienie wysiłku
całego twojego życia. 
Podróż się kończy, wracasz do domu.
W śmierci nie umierasz. 
To tylko energia, która była ci dana
poprzez ciało i umysł, 
uwalnia się i powraca do świata.

Zatem pozostań osadzony 
w obserwatorze,
cokolwiek robisz, gdziekolwiek idziesz.
Będziesz nowym człowiekiem z życiem, 
jakiego nie znałeś nigdy wcześniej: 
w twoich oczach będzie coś wiecznego,
w każdym geście coś 
z nieśmiertelnego Istnienia.

Kiedy już wiesz, co to jest życie, 
a co śmierć -
przekroczyłeś oba. 
Świadek nie jest ani życiem, ani śmiercią,
nigdy się nie rodzi ani nie umiera,
umiera tylko ciało, mechanizm.


To, co chcemy ocalić, na pewno umrze,
a to, co będzie istnieć wiecznie,
będzie istnieć bez naszego wysiłku.

Możesz wyjść z ciała. 
Możesz wyjść i wejść.
Wedy ciało staje się tylko mieszkaniem.

Gdy przychodzi czas, 
liść rozluźnia swój delikatny uchwyt
i z wewnętrznym wdziękiem wita śmierć.


Tak musisz uczyć się umierać.
Niech twój uchwyt będzie tak delikatny,
żeby mógł być rozluźniony 
w każdej chwili, 
bez walki,
bez chwili zwłoki, 
ponieważ nawet chwila zwłoki wystarczy,
żeby chybić celu, stracić łaskę śmierci.

Kiedy następuje śmierć, 
bądź pełen szacunku,
ponieważ śmierć nie jest czymś zwykłym,
to najbardziej niezwykłe zjawisko 
na świecie.
Nic nie jest bardziej tajemnicze 
niż śmierć.
Śmierć sięga do samego jądra istnienia, 
a kiedy człowiek umiera - 
poruszasz się po świętym terenie.
To najwznioślejszy moment.

(Osho. Fragmenty z książki 
"Podróż w nieznane. O życiu i umieraniu").


*   *   *

"Tak oto pokolenia na ziemi
schodzą do grobu
i wyskakują z łona.
Bez uszczerbku trwają
mimo zmian świat odnawiających.
Niczym liście strącone na leśną ziemię
mroźnym wiatrem konającego roku.
Aż do tchnienia
pierwszych źdźbeł trawy 
nowej wiosny".
(Percy Bysshe Shelley)


"Kiedy porusza się życie,
kości śmierci odpowiadają swym ruchem.
Kiedy porusza się śmierć,
zaczynają się obracać kości życia.

Śmierci trzeba zaufać.
Jak we śnie, 
natura Życia - Śmierci - Życia 
w najdzikszej postaci
jest tak prosta 
jak łagodny wydech (koniec) 
i wdech (początek).
Trzeba tylko zaufać, 
że gdzie jeden się kończy, 
drugi się zaraz zaczyna".
(Clarissa Pinkola Estés)

Ha, ha, ha

Nie ma klucza w otwartych drzwiach,
choć są szczelnie zamknięte.
Świat jest pełen sprzeczności.

I nagle pojawia się taki Dźwięk, który budzi tęsknotę za Czymś,
czego nie ma z tej strony drzwi, po której stoję.



Jest jak mgła nasycona wilgocią wstającego dnia.
Jak dno pełne pereł.
Jak kropla z matecznika wspomnień.
Dźwięk nieskończenie cichy, choć mocno słyszalny.
Odległy, choć najbliższy, znajomy.
Niepokojący jak przeczucie w snach.

Tęsknota ta miesza się z płynną nostalgią,
z obłokiem duszy, z blaskiem cienia.
Praprzyczyna z praskutkiem, wdech z wydechem,
taniec z bezruchem - wszystko się jednoczy 
i nie ma już więcej nocy ani dnia.
Ani najmniejszego drgnięcia biegunów dwoistości.
Jest Nic Wszystkiego. Dźwięk.
Głośny Kosmiczny Wybuch Śmiechu.
Ha, ha, ha.



Wygodnie

"Mimbla szła przez las i myślała:
"Przyjemnie jest być Mimblą, 
czuję się znakomicie, od góry do dołu".
Mimbla przemierzała moczary, wspinała się na pagórki,
schodziła do głębokich jarów, 
którym deszcz nadał wygląd podwodnych krajobrazów,
szła szybko, a co jakiś czas biegła nawet kawałek,
żeby poczuć, jaka jest lekka i szczupła.
Nie ma nic przyjemniejszego i nic prostszego,
jak czuć się wygodnie.

Można leżeć na moście i patrzeć
jak przepływa pod nim woda.
Albo biegać i brodzić w czerwonych botach po mokradłach.
Albo zwinąć się w kłębek i przysłuchiwać się,
jak deszcz pada na dach.
Bardzo jest łatwo miło spędzać czas".

(Tove Jansson, Muminki)

***

Uwielbiam włóczęgostwo.
Wchodzenie w drogi, które stwarzam idąc.
Mam wrażenie, że niektóre rozwijają się przede mną tylko po to,
abym mogła przejść, a potem zwijają się i znów ich nie ma.
Docieranie do miejsc, gdzie prawdziwe życie
toczy się pod powierzchnią.
To, co widoczne na zewnątrz, ma jedynie odwracać uwagę.
Wystarczy kucnąć, zmrużyć oczy, szeptem zagadać,
a ujawni się.
Potem odejść jak duch, nie zabierając niczego ze sobą
z tej eterycznej przestrzeni,
ani najmniejszego cienia źdźbła trawy.



Wracam na powierzchnię.
Wspinam się na pagórki i schodzę w doliny.
Jak Mimbla. I jak ona - czuję się znakomicie, od góry do dołu :)
Leszczyny sypią orzechami, zbieram pełne garście,
po drodze jem jeżyny i zabieram do plecaka
puchate kapelusze wielkich kani. 
Unoszę dłonie do rozłożystych, dzikich jabłoni -
renety usmacznią placki orkiszowe.
Mijam drzewa figowe z tysiącami dojrzewających fig.
Już wkrótce i do nich ręce sięgać będą.
Pachnące, gorące od słońca figi są wielkim darem tej ziemi.


Włóczęgostwo letnie jest zupełnie inne niż jesienne,
wiosenne czy zimowe, to jasne.
Teraz, w ostatniej fazie lata, czuć i widać
obfitość, dojrzałość, dorodność, pełnię.
To taki dobry czas, aby się tym wszystkim nasycić
i przetransformować, włączyć to w swoje życie,
w swoje ciało, w mgiełkę duszy.
To poczucie, że wszystkiego jest pod dostatkiem,
że wszystko dzieje się w swoim czasie,
że jest dobrze tak, jak jest.
Że ptaki wędrowne szykują skrzydła do odlotu.
Że to, co przyszło, zmierza do odejścia,
aby zwolnić miejsce czemuś innemu.
I że tak zawsze było, jest i będzie.

A potem, znużenie wędrówką pokołysać
na kawałku materiału, pod drzewem.
Wtedy i niebo się buja, i wszechświat cały.
A ja... spadam w czas jeszcze wolniejszy...
W sen nocy letniej. 
Jak dobrze czuć się w sobie wygodnie.



"Czy wiesz, że jedna chwila może być wiecznością?
Ale tylko wtedy, gdy wejdziesz w tę chwilę
i użyjesz jej do przeniesienia pełni siebie w dowolnym kierunku,
na zawsze..."

(Carlos Castaneda)