Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Wędruję wewnątrz piękna

 Zaraz pójdę w dół, ku plaży i będę tam długo.
Wracam tu znów i stale,
bo to miejsce ulubione.



Wędruję i wędruję, długo i daleko...
klifem, bezdrożami, płowymi ścierniskami,
pozdrawiając mijane cienie, głazy, kamienie, samotność...




... i gdy na chwilę przysiadam,
zmęczenie skrapla się we mnie
i wsiąka w ziemię.


Bezczas wyłania się z pęknięć w skałach -
Onieśmiela mnie to.
Chciałabym zobaczyć to miejsce
za kolejne sto milionów lat.







Fale nieustannie snują opowieści,
nie ma tu ciszy,
ale we mnie tak, i gęstnieje.
Gdzieś są ludzie, ale nie tutaj.
Czuję, jakbym była sama na świecie
i to poczucie dreszczem przenika mnie na wskroś.







Ale jednak nie jestem sama -
ze środka przestrzeni przelśniła się mewa.
Przecina niebo na pół.


Mój duch dogania ją
i przez chwilę lecimy razem.
Uśmiechamy się do siebie, wolne i szczęśliwe.
Pamiętaj, nieskończoność jest w nas - mówi.


Potem na plaży znajduję białe pióro
To jest moje pióro.
Jestem mewą.

A ty - kim jesteś, kiedy jesteś sobą?


Z chmur

 ladies and gentlemen
have a nice flight


spokojnie szemrzą silniki
oddalamy się od ziemi
10 kilometrów to niezbyt dużo
lecz jednak już trochę bliżej gwiazd


samolotowe medytacje
a za oknem Alpy ubrane na biało
rozległe puste przestrzenie
gdzieś tam może rodzi się wiatr


mija kilka godzin

18:05, 18 stopni, 
arrived
samolot wylądował
razem z nim
zleciałam właśnie znad chmur
wiele rzeczy tam widziałam
których nie widział nikt oprócz mnie
łuski niezdarzeń
modlitwy śmiechu
słońca kosmicznych miast
kontury siebie siedzącej na skrzydle
a w dole punkciki ludzkich spraw


lubię wracać do domu
to jest taki święty moment
gdy przekręcam klucz
i z czułością dotykam drewna drzwi
witajcie wszyscy
widzialni i niewidzialni
którzy czekaliście tu na mnie
przez te noce i dni

wygaszony piec
dzwoneczki na ganku
chochliki skrzypiącej podłogi
i zegar nienakręcony na czas

potem, potem
rozpakuję walizkę
najpierw wstawię do wazonu
które kupiłam po drodze


i wyjdę jeszcze przywitać się z ogrodem
już zakwitły prymulki i kamelia
nagle
 radosna myśl w mojej głowie
że dzień się już nie skraca

tak, lubię podróżować
zapomnieć się wśród innych ludzi i miejsc
być w drodze
startować i lądować
tak, lubię wyjeżdżać
by móc powracać

Święto Słońcastania, nowa zima, nowy dzień

Gdy w pobliskim lesie 
ostrokrzew stroi się na czerwono, a jemioła na biało - to znaczy, 
że Zimowe Słońcastanie już za progiem.
Nie potrzeba nawet kalendarza.
Zimowa Wiedźma budzi się,
a jesienna szykuje miotłę do odlotu.








*
*
*


Rano budzi mnie Wenus świecąca prosto w okno.
Kilka dni temu towarzyszył jej ubywający Księżyc.


Jeszcze jest ciemno,
ale na wschodzie widać już jaśniejący pas świtu.


Dnieje.


I ja, ciągnięta energią brzasku,
wychodzę z nocnego wyciszenia.
Kontempluję kartę "Nocna Przejażdżka".


Ogarnia mnie poczucie wolności.
Oto nowy dzień, a ja mogę zrobić z nim to, co zechcę.
Mogę dać się ponieść twórczej pracy w domu,
albo odpocząć robiąc nic.
Mogę pójść do lasu, albo na pola,
albo w góry, nad rzekę, albo nad morze.
Wszystko jest wokół, niedaleko,
cały wachlarz wyboru.
Myślę o tym, uśmiechając się do siebie,
a falująca łuna świtu całkiem unosi się już znad gór
rozwidniając czas nowego dnia.




Kontempluję kartę "Dzień i Noc".



Wchodzę w tryb magiczny.
To jest taki ekscytujący stan, w którym delikatnie odczuwam to,
czego nie widzę oczami.
Stan czucia duchem.


Gdy robię poranny napar - czuję obecność duchów roślin,
których materialna część, ususzona,
jest teraz w moim kubku.



Słyszę bulgotanie gotującej się wody.
Wody, która spłynęła z gór,
a ja uchwyciłam jej trochę,
by teraz w połączeniu z roślinami
weszła życiodajnie w przestrzeń mojego ciała.
Czuję bardzo wyraźnie, jak to wszystko się dzieje.
W trybie magicznym widzę każdy mój ruch,
każdą myśl, każde spojrzenie.
Widzę każdą ciszę i każdy dźwięk.
Widzę zapach i widzę smak.
Widzę - to znaczy jestem świadoma.

Boso wychodzę przed dom i wdycham rześkie powietrze.
Prosto z tego świtu, który właśnie zaistniał.
Nasycona wschodem, obracam się ku południu
pozdrawiając to, co idzie z tamtego kierunku.
Wiatr. Idzie właśnie stamtąd.
Ptak, leci właśnie stamtąd.
Przez chwilę lecę razem z nim.
Wyczuł mnie i poruszył głową, by spojrzeć na mnie.


Obracam się twarzą na zachód.
Tam jest duże wzniesienie, z którego rozciąga się
piękny widok na okolicę,
tam rosną stare dęby i wielki jesion -
król mojego ogrodu.
Przesuwam dłonią z góry na dół
i symbolicznie chowam za zachodnim wzniesieniem to,
co czuję, że już nie jest mi potrzebne.

Odwracam się na północ, w kierunku
rozłożystych pól i łąk, w stronę morza.
Zamykam oczy i przez chwilę w wyobraźni poddaję się 
jego falowaniu i kołysaniu, słonemu obmywaniu
całej mojej istoty, aż moje wewnętrzne morze
podpływa pod same oczy łzami wzruszenia.
Wzruszyć się czyli poruszyć coś w sobie.
Coś dobrego. Coś wiecznego. Coś żywego.


Morze zawsze mnie porusza.

Wracam do punktu wschodu.
Chmury zasłaniają słońce, ale wiem dokładnie,
gdzie ono jest.
Jestem dalej w trybie magicznym, ani-mistycznym,
w obserwacji i uważności, w żywym życiu,
od wschodu do wschodu poprzez wszystko, co pomiędzy.

Kontempluję kartę "Obserwator".



Domyka się półrocze schodzenia coraz bardziej w dół - od czerwca do grudnia.
Jestem teraz najgłębiej na wdechu.
Za chwilę przesilenie, Yule, które zacznie wydychać
i pociągnie nas ku powierzchni, ku wzrostowi i nowemu kwitnieniu.


Patrzę na bezlistne drzewa i widzę zarys i krój nowych liści,
których jeszcze nie ma.


Nie wszystkie liście chcą opaść.


Kontempluję kartę "Słuchaj".


Patrzę na odpoczywające hortensje i słyszę
jak rozwijają się barwne kule nowych kwiatów,
które tkwią teraz w niewidzialnym potencjale.
Idę boso po zimnej, wilgotnej od deszczu ziemi
i czuję gdzieś głęboko pod stopami plątaninę korzeni.
Jestem.

Słońce przekroczy punkt przesilenia
Zima.

Kontempluję kartę "Zmiana Pór Roku".



Poranna magiczna wędrówka od wschodu do wschodu.
Wchodzę do domu, by opisać słowami to,
co się da wyrazić.
To namiastka.
Właśnie to przeczytaliście.
Cała reszta, której nie da się zamknąć w słowach -
jest w wewnętrznym przeżywaniu.
Przejdźcie na drugą stronę lustra
i magicznie przeżyjcie to sami 😊