Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Sen nocy zimowej

 pośród nieskończoności
siedzę u stóp wielkiego Być Może
plecami oparta o wieczność

 jest silny wiatr, tasuje wydarzenia
oddycham głęboko
spokojna o niewiadomą życia 

rzucam kamień
i słyszę upadek
wieków

podnoszę kamień
 i słyszę stwarzanie
światów

ktoś się bawi
tym wszystkim
głośno się śmieje
a ja
wolałabym go nie znać

cierpliwie wróżę z kamieni
kości zostały rzucone
krew wsiąkła w ziemię

ale ja
nie jestem z krwi i kości

jestem z eteru
nietykalna jak miłość
jestem ze Świadomości 

ktoś się śmieje coraz głośniej

to szatniarz ryczy ze śmiechu
bo wciąż jest
niekończąca się kolejka
po odbiór ziemskich ciał 

to jeszcze trochę potrwa - myślę
patrząc oczami nieskończoności
ale
nic nie jest wieczne - mówi wieczność -
ani ten szatniarz, ani ta szatnia

uśmiecham się z ulgą
do wielkiego Być Może
bo przypomniało mi się nagle, że
śmieje się ten
kto się śmieje 
ostatni


Bez świąt

" Istnieje zło, które mi nie szkodzi,
jak i dobro, które mi nie służy".


Te słowa to, dla mnie,
najgłębsza głębia mądrości życiowej.
Długo nad nimi medytowałam.
Nad iluzją dobra i zła
Nad iluzją dualności.
Bo to, co wydaje się dualnością, 
to jedynie inne natężenie tej samej jakości.
Trucizna w dawce homeopatycznej leczy.
Najlepszy produkt w zmasowanej dawce zabije nas.
Nawet wodę można przedawkować ze skutkiem śmiertelnym 


Patrzę na kolory nadmorskiego nieba
i wiem, że świat się zmienia,
bo świat nie będzie wiecznie powtarzał tego samego.
Ile razy świat może obchodzić "święta"?
(Mnie to już nie obchodzi).
Ile razy może przyglądać się powitaniom "nowego roku"?
Ile razy trzem dniom "świąt" będzie towarzyszyć 
trzymiesięczne zawirowanie?
(Świąteczne błyskotki zaczynają się pojawiać
już z końcem października i żyją aż do końca stycznia...)



Świat nie będzie trwał wiecznie w takiej postaci,
do jakiej się przyzwyczailiśmy.
Przedszkole, szkoła, studia, ślub, dzieci, 
praca, kredyt, urlop - wakacje, walka o byt, święta, emerytura, 
cmentarz.
Tak, mniej więcej, żyją miliony ludzi.
Jedni mniej, inni więcej.
Jednostki prowadzą stado w wybranym przez siebie kierunku.
Nieco się ockniesz, nieco się wychylisz,
a dostaniesz prztyczka w nos.
Albo kopa, już nie powiem gdzie.
Nieliczni oprzytomnieli i wzięli pasterza górą lub dołem.
Da się.

*

Kto wymyślił, żeby nowy rok zaczynał się zimą?
Nowy rok zaczyna się wiosną, gdy cała natura rusza naprzód.
Ale na drugiej półkuli Ziemi zaczyna się wtedy jesień.
Zatem - jak to pogodzić? Nie wiem.
Czy zauważyliście,
że wrzesień - september - septiembre
ma w nazwie siódemkę, a jest dziewiąty?
Podobnie kolejne miesiące mijają się nazwą
z pozycją numeryczną w kalendarzu.
Październik - october - octubre wskazuje na ósemkę, nie dziesiątkę,
november związany jest z dziewiątką, nie jedenastką, 
a december z dziesiątką, nie dwunastką?
Dlaczego nazwy miesięcy nie pasują do ich pozycji
w aktualnym kalendarzu?
Zanim Juliusz Cezar zlecił przeorganizowanie kalendarza,
rok zaczynał się od marca i miał 10 miesięcy.
Zauważono, że te 10 miesięcy nijak się miało do cykli natury
i dodano dwa.
Zamiast dodać je na końcu - dodano na początku
i teraz żyjemy w rozchwianiu.

Zatem ja obchodzę nowy rok w marcu.
Każdy, kto odklei się od matriksa 
i dostroi do naturalnych cykli w naturze odczuje,
iż mimo że słońce od teraz powolutku nabiera mocy,
to jednak jest jeszcze bardzo słabe
i dopiero wraz z wiosenną równonocą 
wszyscy dostajemy energetycznego kopa do działania.
Nie teraz. W marcu. Gdy Słońce wejdzie w znak
Teraz  jeże wciąż jeszcze śpią snem zimowym,
a żaden niedźwiedź nawet nosa z gawry nie wychylił.


Plaże wciąż puste i tylko senni wędrowcy
snują się niespiesznie i przytulają
równie senne, wygładzone przez morze i czas patyki.



Świat się zmienia na naszych oczach.
Uczę się korzystać z tych zmian.
Jeśli trzeba przejść przez burzę, przez mrok, przez smak niewiadomego, 
to przejdę i wykorzystam moc ciemności.


Jeśli trzeba będzie budować z piasku, z patyków, z wiatru,
to wykorzystam moc nietrwałości.


Istnieje zło, które mi nie szkodzi,
jak i dobro, które mi nie służy.
Wszystko jest niejednoznaczne i subiektywne.
Yin i yang przenikają się wzajemnie.

Istnieje kontinuum bez dat, bez świąt, a nawet bez ludzi.
Galaktyczne życie realizuje swój plan.
Jestem wszystkim. Jestem niczym.
Póki jestem, idę dalej.


Jakie to jest dobre

Ach, jakie to jest dobre na listopad. 
Ta chwila, gdy pochylamy się nad nimi, 
by wyczuć ich istność, pomruk, ich starość, 
energię mocno zagęszczoną w pozorną twardość. 
 I zdecydować, 
 które przytulić, które zbliżyć, z którymi pooddychać. 
One były przed nami i będą po nas.
Na chwilę z nami.
Wdzięczność.


Weź je ze sobą na noc do łóżka,
ugrzej w dłoniach
i intuicyjnie wyczuj, które miejsce na ciele
potrzebuje ich bliskości.
Tam je ułóż. I zostaw. I uśnij.
Cudowna terapia.


Rozmawiaj z nimi.
Albo tylko słuchaj. Kamienie mówią.
Te, które znajdujesz na swoich drogach, 
w wyschniętych korytach rzek, 
na kamienistych plażach, albo w snach. 
Te, po które się schylisz, bo w jakiś sposób przyciągną Twoją uwagę. 
Warto odkryć dlaczego. 


*
Napar z dzikiej róży, jarzębiny
i czarnego bzu.
Ach, jakie to jest dobre na listopad!



Do tego mały kawałeczek ciasta kokosowego,
które dopiero co wyszło z pieca i okryło się
czekoladową pierzynką. Mmmm....
Skrzaty czekają już na okruszki.


*
Cytryna marynowana z cynamonem i imbirem,
w miodzie.
Ależ to jest dobre na listopad!



I nasze z lubością zbierane grzyby,
sporo ususzonych,
a drugie sporo siedzi w słoiczkach
w zalewie octowo - miodowej.
Jesienne przysmaki.


*
Babcia z wnuczkiem, dynie, itp.
Zabawy, wygłupy, nieśpieszny czas.
Jakie to jest dobre na listopad 😊


*
Morskie pogody i niepogody.
Statek sklecony naprędce ze "skarbów"
wyrzuconych przez morze.
Niech żyje kreatywność!
Pływał potem na falach znakomicie niczym wytrawny żaglowiec,
ku wielkiej uciesze małego konstruktora 😀 




Te bezludne plaże, sycące posezonowym spokojem,
zmiennością chmur, 
niewzruszonym istnieniem potężnej siły,
dzięki której żyjemy, idziemy, oddychamy, pulsujemy.
Jakie to jest dobre na listopad.




*
Dom.
Za oknami wiatr.
Kalosze przed drzwiami.
W kuchni powietrze w aromatach kardamonu, imbiru, 
cynamonu i goździków.
Magia długich wieczorów spędzanych zgodnie
z duchem listopada - w zamgleniu duszy
w nostalgii jesieni, do wewnątrz, do wewnątrz, do wewnątrz...

Czasami zanurzam się tak głęboko,
że dotykam serca nieskończoności.
W czeluściach wieczności
szukam Początku i Końca,
ale kiedy docieram Gdzieś,
zapominam siebie.
Tajemnica pozostaje nieodkryta, bo
nie ma szukanego bez szukającego.



Trzaskają szczapy, migocze płomień.
Delikatny zapach kadzidła.
Rozgrzane policzki. Ulubiony sweter.
Obok czeka ciekawa książka.
Kocykowy wieczór. Jeden z wielu.
Nagła radosna myśl, że niedługo znów zakwitną hiacynty.

I uśmiech w świetle świec, w cieple kominka.
Jakie to jest dobre na listopad!