Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

Pogoda

patrzysz w lustro czasu
a tam przejmujący wiatr
szarpie gołe gałęzie

butwieją liście
mróz ścina marzenia

otwierasz drzwi
za nimi następne

zamknięte...

na domiar złego
pada deszcz albo
marznąca mżawka
i jakieś lęki nocą
niezrozumiałe
zapewne
z poprzedniego wcielenia

w ciemnościach stycznia
wzdychasz
słońca wypatrujesz 
na próżno

skarżysz się ludziom i stwórcy
tych ciemnych, zimnych przestrzeni
(czy on w ogóle cię słucha?)

tak... nawet odpowiada:
to jest czas na pogodę
ducha

(foto: net)

Pójść. Zostać.

Kalosze czekają przy drzwiach.
Bezwiatr zupełny i mżawka tak mała, że prawie jej nie widać.
Chłodna cisza układa do snu te ptaki, które nigdy nie odlatują.
Na bezlistnych gałęziach lekko kołysze się melancholia.
Można pójść.
Na mrokiem zapadający, wilgotny, samotny spacer.
Wejść w szelest opadłych liści,
poczuć komunię mgielnych istot nad cichymi polami,
murmurandum przenikania jesieni w zimę.
Ale można też zostać.
Nie ruszać się z fotela, zapaść się głębiej w poduszki,
w wieczór syty ciepłem z kominka,
zabarwiony rudością płomieni
z lekkim posmakiem pomarańczy i goździków.
To teraz właśnie herbata najbardziej lubi kapkę rumu,
a pierniki w czekoladzie smakują najlepiej.
To teraz właśnie dłonie najbardziej lubią trzymać gorący kubek,
a stopy kochają wełniane skarpety.
Grube. Bardzo, bardzo wełniane. Ciepłe jak wspomnienie wnętrza lata.

To teraz właśnie tak bardzo lubię oczekiwanie na zakwitnięcie hiacyntów.



Dopiero małe liście z bulwy, dopiero zarys zapachu,
ściśnięte kuleczki koloru, ale to aż tyle już przecież jest!
Uparte życie w miesiącu najdłuższych nocy
i dni ze słońcem tak bladym i cieniutkim jak pergamin.

Można pójść. Można zostać.
Można najpierw pójść, a potem zostać.
Po powrocie ciepło domu nagle jeszcze cieplejsze się staje,
rum bardziej rumowy, a fotel jeszcze wygodniejszy.

Zamknąć oczy. Pójść i tam zostać -
gdzie uwertura serca, kołysanie oddechu. 
Abrakadabra świadomego istnienia.
Czarostan.
Niosę go w sobie ostrożnie.
Jak bukiet z dmuchawców.


W kieszeni

Pozwólmy by drzwi się otwierały same.
A także by się zamykały.
Trzeba wychodzić lub wchodzić
przez otwarte lub zamknięte drzwi.
Bez żadnej różnicy.
I wybierać tylko takie, które nie były przeznaczone
do wchodzenia czy wychodzenia.
Albowiem wszystko jest drzwiami,
nawet ten co przed nimi stoi.
Po jednej stronie czy po drugiej.

(Roberto Juarroz)


*   *   *

bramą
przejściem wąskim
szczeliną w murze
furtką boczną
drzwiami wyjściowymi
przeciskamy się

patrzymy
skrawek widzimy
przez swoje okna
ramy
koła romby kwadraty

ograniczenia



a świat wielki
niebo za niebem, za nimi następne
wszystkie w najmniejszej kieszeni Boga



księżyc za księżycem
wielokrotne słońca 
koniec bez początku, początek bez końca

przejść przez próg tak
jak wychodzimy z domu
jeden krok 
a wszystko się zmienia
jeden krok
by zobaczyć inaczej
nic nie burzyć, nic nie budować
tylko wyjść poza
okna, drzwi,
koła, romby, kwadraty
dalej niż świat uzgodniony
dalej niż wszelkie
wszechświaty

a tak blisko
że bliżej się nie da
jet to miejsce w sam raz

w nas




*   *   *

Osho:

Prawda, dobro i piękno są ludzkimi cechami
zamykającymi w ramy boskość,
kktóra sama w sobie nie ma żadnych ram.

Gdy definiujesz Boga, ty jesteś częścią tej definicji.
Bóg jako taki jest niedefiniowalny.

Jeśli dominuje intelekt - boskość przyjmuje kształt prawdy,
okno prawdy, ramę prawdy.
Jeśli umysł jest emocjonalny - boskość staje się pięknem.
Jeśli dominuje działanie, ramą staje się dobro.

Jest też możliwość czwartego sposobu widzenia boskości -
dla tych, którzy wykroczyli w swej osobowości ponad te trzy podziały -
poprzez świadomość.
Wtedy nie patrzysz na niebo przez żadne okno.
Wyszedłeś ze swego domu i znasz niebo bez okien.

Wszystkie religie należą do któregoś z tych trzech typów.
Dlatego ciągle się kłócą.
Budda należy do czwartego typu, mówi:
wszystko to bzdura. Nie kłócicie się o cechy boskości,
kłócicie się o swoje okna.
Niebo z każdego okna jest takie samo.