Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

A potem już nic

Gdy woda cofnęła się,
wtedy je zobaczyłam.


Są żywe - pomyślałam - 
i mienią się zielonością.



Ich miękkie grzywy kusiły,
by dotknąć, pogłaskać,
dać się wciągnąć gdzieś,
tam, gdzie wieczne manowce,
gdzie księżyc zawraca.
Słychać było ich delikatny oddech,
jakieś opowieści o topielicach -
są przecież podróże, 
z których się nie wraca.


Zatrzymały mnie.
Kiedy kładłam na nich dłonie,
wyczuwałam wieki.



Fale cały czas szemrały,
ale byłam w takiej ciszy,
że w ogóle ich nie słyszałam.
Jakby na chwilę przestrzeń
zamknęła się. 
Tylko one i ja.
Potem tylko one.
Potem już nic.



Są miejsca, które śpiewają,
wśpiewują się w istnienie
jak błysk, na oka mgnienie,
a potem zanikają -
nikt więcej nigdy ich nie usłyszy,
nikt więcej nigdy ich nie zobaczy,
to był tylko pieśni sen.

Są miejsca, co westchnieniem,
tną błony czasu jak miecz,
możesz tam siebie zapomnieć,
więc idę... i zapominam,
i gwiazdą nienarodzoną,
i matecznikiem wspomnień,
i światłocieniem drzew.


Są miejsca rozkołysane,
gdzie wieki mijają jak dzień,
słychać tam szlochy
pagórki są ruchome,
a deszcz jest suchy jak pieprz.

Są miejsca, gdzie szeptem
otwiera się ziemia,
szczeliną w cichej przestrzeni
możesz powoli przejść gdzieś.

Są miejsca, które śpiewają,
i takie, które szeptem,
westchnieniem,

Nieodgadnione jak życie,
natchnione,
ukochane.

Jestem tam wszędzie 
i nigdzie,
bo nigdy nie istniałam,
ani nie będzie mnie wcale,
mój śnie, mój słodki śnie.



Za zamkniętymi drzwiami

Jestem w wyobraźni
Idę skrajem starego lasu
Lubię tu być
gdy mnie nie ma.
Ale...


 jestem również na Ziemi,
Jest tu też muzyka
tak niezwykła, że potrafi
zabrać mnie Gdzieś.
Bez tchu.

Jest czekolada.
Ta poprzez smak
rozpływa mnie całkiem.
Jak w słońcu.


Jest też chwila o zmroku,
która miesza światy.
Można wejść i nie chcieć wyjść.

Ten moment, gdy zimą


Za oknem płynące mgły.

Szmer bransoletek na mojej dłoni.
Ukradkowe spojrzenie nieznajomego,
które było jak złoty pył.
Dzień, gdy poleciałam
o własnych skrzydłach.

Uśmiecham się na samo 
wspomnienie tych chwil.


Wychodzę przed dom i patrzę
Na gołych gałęziach jesionów
kołyszą się zimne dni.



Dziś zostanę w domu.
Zamykam szafkę wspomnień. 
Zamykam czas.
Zamykam drzwi.

Siadam przy kominku,
płomienie są pomarańczowe.


Pomarańczowe jak na stole
pachnące pomarańcze
i mandarynki 🍊 

"Mówię ładnie? I melodyjnie?
Zdania perlę jak z pereł kolię?
Pani patrzy - melancholijnie...
Skąd ma pani tę melancholię?

Sen? Doprawdy? Jak z dymu kółka?
Sen zmysłowy bladej dziewczynki?
Hebanowa lśniąca szkatułka:
pomarańcze i mandarynki.
Mandarynki i pomarańcze.
Pomarańcze i mandarynki (...)"


Na wrzecionie iluzji zaplotę teraz dym
niemyślenie i spokój.
Pokołyszę wszechserce
gdzieś głęboko 
w sobie.


Jest dobrze.
Filiżanka nadal lśni.
Tak, nie chcę dziś nigdzie iść.
Ani nawet do raju,
ani na spacer.
I niech nikt nie przychodzi.


Tylko ja w sobie ze sobą.
Im głębiej, tym ciszej.
Słyszę jeszcze tylko
jak strzela drewno w kominku.
Ale to jest gdzieś 
bardzo, bardzo daleko.

Pomarańcze i mandarynki...

Uśmiecham się znowu
gdzieś z wnętrza
wielkiego Być Może.
Tu wszystko jest możliwe.
Jakże lubię tu być 🙂.




"Świat jest pełen
magicznych rzeczy
cierpliwie czekających
na wyostrzenie
naszych zmysłów".



Jedna melodia

Dużo teraz szeptów w naturze. 
Syczenie Istot Mgielnych,
skargi topielic z bagien,
mikrodźwięki butwiejących liści,
szelesty i trzaski
wzdłuż ścieżek lisów i borsuków.
Echo prawieków paruje spod ziemi.
Mchy niespiesznie wchłaniają
pojesienną wilgoć.
Idzie zimno, a ja
niosę ciepły oddech życia.



Jemioła, Viscum album, już ustrojona
Strażniczka lasu,
ta, która żyje pomiędzy,
nie dotyka ziemi, ani nieba.
Przy zbiorach trzeba uważać,
by nie spadła,
by nie dotknęła bezpośrednio 
ziemskiego podłoża, bo to grozi
utratą jej mocy.
Koszyk ją chroni.
Z koszyka lubi spojrzeć 
na niski świat, którego nie zna.


O zmroku
niebo robi się granatowe,
wilgotnieje trawa, zwija się czas,
drzewa powoli zasypiają,
milknie wokół świat.
Za chwilę gwiazdy
błysną w kościach nocy.


Jestem w tym milczeniu,
na tej Ziemi gdzie
nie ma wdechu bez wydechu,
nie ma nocy bez dnia.
Jeśli wejdziesz w krąg mojego światła,
wejdziesz też w moją ciemność,
a tam
miliony gwiazd -
ta najbardziej odległa
to ja...


... ale ty niedaleko,
on, ona, my, wy, oni,
każdy z nas -
jesteśmy jedną melodią
pierwotnego Pradźwięku,
jesteśmy utkani z gwiazd.