Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

W lutym

przyszła fala ciepła
by wyjąć nas wszystkich
z kieszeni zimy
natychmiast dmuchnęłam w dmuchawce
na znak życia


w lutym woda z gór
szumi tak głośno, tak głośno
że zima nie słyszy już samej siebie
i myśli, że jej nie ma



w lutym
między rzeką a duszą
przynoszę je do domu
jabłka patrzą na nie
z zachwytem


w lutym
stokrotki stokrotnie dziękują słońcu
za dar nowego ciepła
a pasmo gór faluje jak wstążka na wietrze
i wygrzewa się rozkosznie
niczym leniwy kot


w lutym
urodziłam się kiedyś
i rodzę się ciągle na nowo
jak w gawrze niedźwiedzie 🐻 
jak rodzi się nieuchwytna moc
między duszą a duchem
między wiatrem a latawcem
oddechem a westchnieniem
drzewem a chmurą
między
zmrokiem a księżycem
butem a doliną
miłością a przepaścią



coraz bliższa
przeminięciu
wciąż jeszcze czuję, wiem -
między
jest tyle możliwości
pulsujących w moim sercu
niczym żywe srebro 
niczym iskry nieśmiertelności - 
czuję, wiem:
rozłóż palce, a będziesz je miała
zewrzyj dłonie
a uciekną


Między Imbolc a Ostarą

 czyli w czasie pomiędzy 1 lutego a 20 marca
zima będzie coraz bardziej wyczerpywać się,
aż do chwili, 
gdy jej biele, grafitowe chmury 
i przydymione szarości poranków
 ustąpią pod naporem eksplodującej zieleni wiosny.


Dziś 02.02.
Po zmroku rozmowy sów niosą się po okolicy.
Pada deszcz, wieje silny wiatr,
ciężkie chmury suną po niebie.
Jest tajemniczo, niesamowicie, nieco groźnie.
Jak dobrze jest się teraz w ciepłych, domowych pieleszach.
Zapalam świeczkę w ulubionym świeczniku
podarowanym mi przez przyjazną duszę.
I jak co roku o tej porze -
w duchu przygotowuję się już do celebracji kolejnej rocznicy
zejścia na Ziemię - dnia urodzin, który wkrótce.
Ostatnie podsumowania minionego roku życia:
głębokie doliny zadumań i przemyśleń,
i wysokie szczyty wdzięczności i podziękowań.
Oddaję przestrzeni to, co czuję, że już mi zbędne,
a to, co się przyda - zabieram w dalszą drogę.


Trzydniowe Imbolc między 1 a 3 lutego.
Zapalam tę i inne świece z uśmiechem 
i pewną własną, wewnętrzną intencją twórczą
na zaczynającą się właśnie energetyczną wiosnę -
właśnie dziś, gdy kalendarz mówi,
że to półmetek zimy.
Do Ostary - marcowego zrównania dnia z nocą, mamy 46 dni.

Teraz najważniejsze sprawy toczą się tam, 
gdzie tego nie widzimy, czyli pod ziemią.
Głęboko w łonie pramatki Ziemi budzi się życie,
światło nabiera blasku i powoli, powoli nasącza sobą
zziębnięte, uśpione korzenie roślin.
I nasze, ludzkie korzenie, też.
Podziemne stukania, szepty, westchnienia, kląskania, nawoływania.
Tak ciche, że niesłyszalne, ale o mocy kruszącej skały od wewnątrz.

Medytacja przybywającego dnia,
celebracja każdego promienia słońca,
które mocniej już grzeje policzki.

Jeszcze niedawno w uszach pulsowało tętno bieli.



Ale dziś, póki co, pozostało po niej tylko wspomnienie.
Znów wydeptuję nowe kroki poezji życia
po ubitych brązem ścieżkach,
a znajduję ciągle takie, po których jeszcze nigdy nie szłam.
Góry mają to do siebie, że kryją różne tajemnice.
Jak zatrzaśnięte dawno kufry marzeń,
jak głębokie jaskinie przyszłości, jak życie samo...


Światło rośnie.
Rozsuwa na boki atomy ciemności
i zostawia całkiem pustą przestrzeń zwycięstwa,
aby stwarzać na nowo to,
co będzie żyć w materialnej przestrzeni.

Toczymy się w kierunku przypływu kolorów, wzrastania i ciepła.
Imbolc jest falą ostatecznego budzenia się
do zasiewów i płodności Ostary.
Płynę na tej fali...



*

I tak właśnie sobie jesteśmy, w drodze między
Imbolc a Ostarą.

Czemu używam tych niepolskich nazw?
Głównie z powodu braku polskich.
Mamy Dziady, Kupalnockę, przesilenia i równonoce,
i na tym koniec.
Samhain, Yule, Imbolc, Ostara, Beltane, Litha, Lammas i Mabon -
to nazwy określonych, ważnych momentów w Kole Natury.
Mimo że głównie wywodzą się ze świąt celtyckich i germańskich -
to jednak nie trzeba przynależeć do żadnej religii, żadnego wyznania,
niepotrzebni są pośrednicy ani przewodnicy,
aby w tych dniach zatrzymać się na chwilę
i na swój sposób uświęcić to, co cykliczne, równoważące i harmonijne.
Jeśli ktoś lubi - można świętować razem,
ale można i w pojedynkę, sam na sam z siłami natury,
pokłonić się temu, co jest zarówno w nas, jak i na zewnątrz, 
temu, co nas karmi i odżywia,
i trzyma przy życiu - Ziemia i jej cykle, Natura i jej plony,
moc kreacji, żywioły i kontinuum pokoleń,
i powiązana z nami wszystkimi kolej rzeczy.
Czasami wystarczy chwila zadumy...

*
O czasie wcześniejszym, między Yule a Imbolc, pisałam tutaj

Pamiętałam

 jak w przyszłości było kolorowe niebo.
A ja byłam drzewem.

O tak, bez liści też daje się żyć.
Też daje się wyciągać ramiona ku niebu.
Pamiętałam, jak wszystko
krążyło wewnątrz, wyciszone, spowolnione,
chłodne, ale świadome, że to nie koniec.


Pamiętałam, że potem nie byłam już drzewem.
Ale kim?
Sypał śnieg, czysty, cichy i lekki,
 a ja szłam przed siebie
ścieżkami wiatru i zwierząt, i nie miałam nic do stracenia.
Byłam wolna.
Połykałam płatki śniegu i były tak samo smaczne,
jak gdzieś, kiedyś, dawno temu.


Wokoło pełno było niczyjej obecności,
cieszyłam się, że jestem jej częścią.
Zima zna miejsca mało uczęszczane i tam
ma swoje kryjówki.
Tam chowa swoje sacrum dla tych, którzy dotrą w jakikolwiek sposób.
(Profanum rozpościera się głównie na ulicach miast,
gdzie śnieg zamienia się w brudną breję,
skrobanie szyb i zimny wiatr utrudniają życie,
a wczesny mrok wpędza ludzi w depresję).

Sacrum może być burzą śnieżną,
która wystawi cię na próbę -
 lodowatym podmuchem zetnie ci szpik w kościach,
krew w żyłach i kwiat na drodze.



Zatrze twoje ślady bezpowrotnie, zamrozi łzy i myśli, 
oddech zamieni w szron.


Pamiętałam, że jeśli nie dam się złamać,
że jeśli stanę za sobą, ze sobą i w sobie - wejdę w swój tunel zdarzeń 
przez unikalną szczelinę w czasoprzestrzeni, 
która otwiera się tylko raz w życiu - 
i wtedy przypomnę sobie.
Milczenie, spokój, bezruch.

"... Wszechświat otwiera się
przez ton milczenia i w tonie milczenia
odbywa się przemiana wieków".

Wszechświat otworzy się nagle skrawkiem błękitu i, pamiętałam,
że wtedy już nigdy, nigdy 
kim jestem i co przeżyłam, 
nie zapomnę.

Pamiętając, zaniosę, zaniosę tam...


"Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu
na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie,
że nie jestem stąd.
Jakbym był posłany, żeby wchłonąć jak najwięcej
barw, smaków, dźwięków, zapachów, doświadczyć
wszystkiego, co jest
udziałem człowieka, przemienić co doznane
w czarodziejski rejestr i zanieść tam, skąd
przyszedłem".