Lubię wyjść z siebie i usiąść obok. Spojrzeć sobie w oczy lub czterema oczami w dal. Przede mną wiosna jesieni życia, wolna czasoprzestrzeń do usłania różami albo polnymi kwiatami, miodem codzienności, czekoladą zmierzchów, mlekiem świtów i stukaniem korali spadających lat. Dłonią w powietrzu rysuję sobie drzwi. Codziennie otwieram je i przechodzę na drugą stronę. Gdzie wtedy jestem? O niebo dalej...


Translate

Obserwuj Miejsce Spotkań Wymyślonych

W cieniu lata

głosy starego jesionu
mówią że niebo
na wyciągnięcie gałęzi


między moimi dłońmi
taniec w cieniu lata
splot istnienia i nieistnienia
macadamia kobiecych zmysłów
głodna uwolnienia


w zapachu skoszonych traw
oddech każdego źdźbła
a na kuchennym stole
tkliwość zebranych owoców
tak już bardzo dalekich 
od ciemności korzenia


w moich skroniach, czuję, pulsuje
szept tej chwili i wieczność
i słodkie znużenie
jestem pełna ducha lata
i pachnącej sierpniem zieleni


P.S. "We własnej psychice wyczuwamy odgłos dalekiego,
znanego oddechu, czujemy drżenie ziemi
i instynktownie pojmujemy, że porusza się w nas
coś potężnego, ważnego, wolnego i dzikiego.

Przemierzajmy psychiczne otchłanie,
zatrzymując się tu i tam,
słuchając głosu Odwiecznej Pierwotnej Matki,
karmiąc się owocami ducha i jednocząc się ze wszystkim,
co kochamy".

(Clarissa Pinkola Estés)

Na trawie

"Pewnego dnia,
wyłoniwszy się z cielesnego kokonu
wzbiję się jak złoty ptak o cichych skrzydłach
wdzięcznie niczym dym przygasającego płomienia.
Skończą się już moje sny o miejscach
ukrytych potajemnie w dalekich zakątkach niebios,
gdzie stopa nie zostawia żadnego śladu".
(WingMakers)


*

najdziwniejsze rzeczy
dzieją mi się zawsze
w dwudziestej piątej godzinie doby
albo w ósmym dniu tygodnia
często w trzynastym miesiącu roku

zapominam o nich
zanim jeszcze się wydarzą
ale potem długo o nich pamiętam

jak pełnia niczego
wypełnia wszystko
swoim nieistnieniem
tak ja siedzę na trawie
w nierealnym świecie
toczącej się właśnie kwadratury
koła mojego życia

Stawanie

(musi się stać
zanim się stanie
aby mogło się stać)



po jednej stronie płotu
dom i jego dzień codzienny
z parzeniem herbaty
rozmowami
chodzeniem po schodach

po drugiej stronie płotu
kobieta z tego domu 
w zamyśleniu tylko jest



często tak jest
bo lubi zeprzeć się na płocie
i patrzeć na dom
wewnątrz siebie
zanim go urodzi
i w nim zamieszka

kopie ziemię i pali ogień
a w popiele delikatnie
układa kształty marzeń
oddechem zapładnia
niewidzialną istotę spełnienia
by ruszyła ku światu



długa spódnica
zabrudzona żywiołami
kolistym ruchem zamyka krąg


skoszone trawy
przykryją to miejsce dokładnie
Księżyc napoi mlekiem
Słońce nakarmi miodem
i szepnie: rośnij, rośnij
stawaj się

teraz już możesz, teraz jest ten czas


kobieta odbiega od płotu
i zapomina o wszystkim

aż się stanie