.

.
"Człowiek, którego energie zaczynają się przelewać - musi się łączyć: z ludźmi, ze zwierzętami, z drzewami, a nawet ze skałami. Jeśli idzie po ziemi, łączy się z ziemią, jeśli pływa w rzece, łączy się z rzeką, jeśli patrzy na gwiazdy, łączy się z gwiazdami. Ale przede wszystkim człowiek taki znajduje swoje centrum i łączy się ze samym sobą". (Osho)

Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem zawartym w kropli. (Rumi)


Obserwuj Mar

Traductor
English French German Spain Italian Dutch Russian Portuguese

Ulubione innych autorów

Dzwon powrzucał do wody
wszystkie godziny
ale my wieczorem ruszymy
szukać przygód.

Wiatr
zrobił porządek w powietrzu
i utopił się w pierwszej fali
podmuch
dotąd jeszcze odciska się
w chmurach
a bęben wzywa kogoś
kogo nikt nie zna.


Od czasu do czasdu
dojrzewają godziny
i spadają w życie.

Vicente Huidobro



na skrzypiącym śniegu poślizgnęła się noc

śpiew opadał z drzew
przez mgłę przedzierały się głosy

od czyjegoś spojrzenia zapaliłem cygaro

ilekroć otworzę usta
zalewam obłokami pustkę

w porcie
maszty są obwieszone gwiazdami

a wiatr
jęczy między skrzydłami ptaków

pogwizdując na brzegu
patrzę na gwiazdę dymiącą mi w palcach

Vicente Huidobro



Spójrz na roślinę.
Jest uwięzionym przez ziemię
motylem.
Patrz na motyla.
Jest uwolnioną przez kosmos
rośliną.

Rudolf Steiner



W szczerej pustce

W szczerej pustce
Siedziała na piasku
Pełna swoich myśli
Mała dziewczynka

Gdzieś tam daleko świat
Ona ma tu kamyczki
Ona ma mrówki i żuki
Gdzieś tam daleko lunaparki
Ona ma swój zawrót głowy

Wokół cisza tylko nad głową myśli szeleszczą
Wokół żółto i tylko marzenia się niebieszczą
Och, jakiś samochód przemknął daleko
Po co i gdzie on tak gna?
Tutaj na piasku jest cała opowieść
I ona stwarza ten świat

W szczerej pustce dziewczynka sobie tańczyła
A ktoś ją dojrzał z oddali
Pomyślał - jakże jest samotna
Odjechał w smudze spalin

Olga Jawor


Wsłuchana w jej oddech

W pułapce siebie tkwiąca
W bezkresie swoim ukryta
Lecz dobrze w nim widoczna
Do lotu wypchnięta na siłę
Bez odwołania skazana na bycie
Poza bezpiecznym domem wnętrza
A na oparciu krzesła ubrania -
- Wkrótce jedyne oręża
Wpatrzona w jej śpiące oczy
Bezradne serce zaciskam
Wsłuchana bezsennie w jej oddech
Wtulona w zastygły pejzaż
Świecie, co wszystko zabrałeś
Złudzenia, wiarę, nadzieję
Błagam Cię - daj jej siłę
By zniosła przebudzenie

Olga Jawor


W oku ptaka

Spojrzałam w oko ptaka
Ogromne i błyszczące
Zassała mnie ta głębia
W podróż zabrało słońce
Widziałam z dala samotność
Na ostrej skale - wyniosłej
Zadrżałam z lęku o pisklę
Trwożliwie tam piszczące
A potem bezkres morza
I wiatr, szarpiący piórami
Ktoś tonął - ja frunęłam
Przede mną skały granit
Przysiadłam - tylko chwilę
Chłód mi przenika serce
Na drodze bez początku
W odwiecznej rozterce
Lecz dalej, nie ma granic
Jest wiatr, lot i zmęczenie
Moja niedola ptasia
Wciąż wolna nieskończenie
Potem album zamknęłam
By nie budził tęsknoty
Za ucieczką od klatki
Za nieskończonym odlotem...


Olga Jawor



Dama z misiem

Słyszeliście?
Dorosła, duża pani
zabiera ze sobą misia
w każdą podróż.
I kładzie się z nim do łóżka
mówiąc cichutko
- Ty też śpij.

Dorosła, duża pani
z niewielkim pluszowym misiem
który
podobno
potrafi być
i smutny
i wesoły
i nie lubi obcych w pościeli
chociaż czasami
niechętnie
robi miejsce.

Słyszeliście o czymś takim?
O dużej, dorosłej pani
z pluszakiem?

No dobrze
ja też zabieram w drogę
fartownego słonika
ale on jest z mosiądzu
a nie z pluszu.

I nie da się sypiać z nim.

Krzysztof Daukszewicz



Uroki.

Do czterech dróg rozstajnych, w ziół wonne panowanie,
w traw senne panowanie przybyłem niespodzianie.

I z szyi zdjąłem łańcuch, i z palca pierścień zdjąłem,
i księżyc posypałem szafranem i popiołem.

Już czuję tylko obłęd, już widzę tylko klęskę -
zdejm ze mnie swe uroki, uroki czarnoksięskie!

Po sennej trawie pełzam, w pachnących ziołach węszę,
zgaduję cię podobną wiatrowi i czeremsze.

I jestem twoich czarów i twej przemocy świadom,
ach, wypuść mnie z niewoli i ocal przed zagładą!

Znam słowa niedostępne, dla ludzi niedorzeczne,
znam święte amulety i tajemnice wieczne.

Mam księgi Wielkich Magów nie znane dziś nikomu,
i wszystko to przyniosę pod próg twojego domu.


I dam ci serce chore i moje łzy niemęskie,
zdejm tylko swe uroki, uroki czarnoksięske!

Czerwoną kredą piszę twe imię na obłokach,
a noc jest taka ciemna i gęsta, i głęboka.

A ziemia taka ciepła, a trawa taka gorzka,
i skaczą po gałęziach oczy leśnego bożka.

Już jestem twoich czarów i twej przemocy świadom,
ach, wypuść mnie z niewoli i ocal przed zagładą!

Sąsiednie drzewa szumią i wiatr zamiata drogę,
odchodzę, lecz na drodze odnaleźć się nie mogę.

Noc mija, niebo świta, ja cały w niebie stoję,
na trawie leży ciało nie moje i nie twoje.


Jan Brzechwa



Czy widzieliście kiedykolwiek
wasze myśli?
Waszą osobowość?
Wasz śmiech?
Czy możecie go usłyszeć
bez waszego ciała?

Nie macie pojęcia o waszej
wspaniałości, ponieważ to,
czym naprawdę jesteście,
jest niewidzialne.
Wy jesteście dla siebie
największą tajemnicą
ze wszystkich.

Jesteście nieśmiertelni
jak wiatr...


Ramtha




Wolność.

Nie mam pałacu -
pałac mam z zielonych liści
wysokich drzew

Nie mam domu -
mam dom z szerokich łąk
malwy w krąg

Nie mam ogrodu -
mam ogród z woni
wiatrów szczodrych
i świerszczy za oknem

Świat jest jeszcze bardziej mój
niż gdybym go miała.

Katarzyna Suchcicka



















wytchnienie
oddech
samotność

pośród olbrzymich drzew
z trawą pod stopami
wejść na górę
zastygnąć wraz z sercem
na jej szczycie

ukojenie
oddech
zrozumienie

zamienić tę chwilę w życie
a dotychczasowe życie
w chwilę...


Ryszard Bednarczyk






bądź przy mnie blisko
bo tylko wtedy
nie jest mi zimno
chłód wieje z przestrzeni
kiedy myślę jaka ona duża
i jaka ja
to mi trzeba
twoich dwóch ramion zamkniętych
dwóch promieni wszechświata

Halina Poświatowska



pierwsze dzwony ozwały się
w Chinach i w Indii
przed czterema tysiącami lat
zrobione z gliny lub metalu
w dzisiejszym kształcie
(albo w kształcie piłki
z małym otworem na dnie)

przypisywano im cudowną moc

ich dźwięk przywoływał dusze
tych, co umarli
wpływał na pogodę
pomagał zbożom rosnąć
na bydło wpływał w karawanach

dźwięk dzwonów pozwalał
stadom i podróżnym
trzymać się razem
w ciemnościach i we mgle
i w burzach piaskowych...

ja też lubię słuchać niewidzialnych
dzwonów
w dali
wtedy wiem
że od wieków nie błądzę


Stevan Raičković, przekład Grzegorz Łatuszyński



zbieramy dane
kolekcjonujemy ludzi
gromadzimy przedmioty, pomysły
pouczające doświadczenia -
żadnego z nich nie zgłębiając...

lecz zdarzają się też
i inne momenty
gdy zatrzymujemy się
siadamy w milczeniu
zatracamy się w stercie
starych listów, papierów
albo wspomnień...

wsłuchujemy się,
a wiatry wiejące z innego świata
zaczynają szeptać...


James Carrol



gdzie jest posiadanie
tam pojawia się utrata
usilnie próbując - zaznasz porażki
gdzie jest walka
tam jest i klęska

aby dotrzeć na miejsce
poluzuj cugle
aby coś dostrzec - cofnij się
nie słuchając - usłysz pośród ciszy
nie patrząc - przejrzyj
poprzez ciemność
bez słów poznaj to
co niewypowiedziane...

chcąc poczuć zapach
po prostu oddychaj
żeby znaleźć - po prostu otwórz się

odejmij od pustki
dodaj do pełni

patrz w ciemnościach
odczuwaj w pustce
słuchaj w ciszy

tu i teraz
teraz i tu
bo wszystko przemija...


Ray Grigg



Zen to naczynie
w którym mieszczą się mój kot
i kot którego nie mam

pierwiastek człowieka
i pierwiastek gwiazd
światło w którym piję
cień dni

zen to słońce zen to woda
smak ze wszystkich naczyń
z kamienia
który sobie wyobrażasz
kiedy nie wyobrażasz sobie
żadnego kamienia


Casmiro de Brito



Cała sztuka polega na tym,
na co kładziesz nacisk.
Możemy albo uczynić siebie
nieszczęśliwymi, albo silnymi.
W obu przypadkach
wysiłek jest taki sam.


Carlos Castaneda



Och, jaka ślepa radość,
jaka zachłanność na powietrze,
którym oddychamy,
usta, oko, dłoń.
Jakże nas korci,
by spalić się do końca
w jednym wybuchu śmiechu.
Och, ta bezczelna, obraźliwa śmierć,
co czyha na nas z daleka,
gdy my z rozkoszą umieramy
z tęsknoty
za filiżanką herbaty...
za delikatną pieszczotą...

José Gorostiza, przekład Alina Patkowska



jest taki wiatr
co włosów nie rozwiewa
i gałęzi nie zgina
nadchodzi ni stąd
ni zowąd
i myśli w nas budzi
obrazy ożywia pod powieką
i wtedy czujemy
że coś istnieje gdzieś
od nas daleko

Stevan Raičković, przekład Grzegorz Łatuszyński



Wierszu, czego to my chcemy tak szalenie,
że ku gwiazdom mkniemy, tracąc tchnienie?

Mamy skrzydła, pióra, radość młodych lat,
wzbiliśmy się w niebo, a pod nami świat.

Rozgwar na rynku, ludu całe mrowie.
Schodzimy? Rozdepczą, nim się im coś powie.

Pod językiem cię chowam, zamykam uszy.
Nic się nie zdarzyło... Wiatr bieliznę suszy.

Stevan Raičković, przekład Grzegorz Łatuszyński
















Nim wyruszymy w drogę, sprawdzę zamki w drzwiach,
zawieszę u sufitu parę nietoperzy,
zaproszę do mieszkania pająki i ćmy
i uciszę natrętną muzykę talerzy.
Nim wyruszymy w drogę, wyrzucę walizy,
spalę wszystkie adresy, zatrzasnę okiennice
i żaden już obraz nie zatrzyma się więcej
w oślepionym oknie.
Byś nabrała odwagi - już w ostatniej chwili
wduszę ci do herbaty cytrynę księżyca.
I nikt nie będzie wiedział, czyśmy tylko śnili,
czy odeszli naprawdę, gdzie wszystko zachwyca.

Jerzy Horodyński






...Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową
tęskniłem lata... Każde twoje słowo
słodkie w mem sercu wywołuje dreszcze -
mów do mnie jeszcze...

Mów do mnie jeszcze... ludzie nas nie słyszą,
słowa twe dziwnie poją i kołyszą,
jak kwiatem - każdem słowem twem się pieszczę -
mów do mnie jeszcze...

Kazimierz Przerwa-Tetmajer



Kiedy księżyc wschodzi
głuchną wszystkie dzwony
i kreślą się tajne
niezbadane ścieżki.

Kiedy księżyc wschodzi
ziemię morze zmywa,
a serce jest wtedy
wysepką w otchłaniach.

Kiedy księżyc wschodzi
o stu bladych licach
pieniążki ze srebra
szlochają w sakiewce.

Federico García Lorca, przekład Jerzy Ficowski



Już noc nadchodzi.

Promienie księżyca biją
w czarne kowadło wieczoru.

Już noc nadchodzi.

Wśród ciemności wielkie drzewo
otula się w słowa pieśni.

Już noc nadchodzi.

I gdybyś zechciała teraz
przyjść do mnie ścieżkami wiatru.

Już noc nadchodzi...

Federico García Lorca, przekład Jerzy Ficowski



czekam na ciebie obok tej nocy
która przysiadła na sąsiednim
krawężniku
na policzku cień liścia palmowego
mówię tej nocy -
nie dzwoń złotem gwiazd
uspokój w fałdach sukni wiatr
czekaj


ta noc - dla ciebie
a w kosmatym rozkrojonym
melonie nocy
wnętrze słodkie i soczyste
jeśli moje ciało nie zaświeci
na próżno z gwiazd
usypana droga
wije się poprzez nieważne niebo
i na próżno zgięty
księżyc w głąb ziemi spogląda
jeśli moje usta nie znaczą światło
to z zamkniętymi oczyma
przeżyjesz wszystkie dni


mój cień jest kobietą
odkryłam to na ścianie
on się uśmiechał falistością linii
i ptak bioder o zwiniętych skrzydłach
na gałęzi uśmiechu śpiewał
gdy zdmuchnąłeś zapałki płomień
i oparłeś na ramionach moich dłonie
mój cień był kobietą
nim zniknął


zagrzebana w futro
białej niedźwiedzicy
gwiazdy uczę miłości
wyjaśniam gwiazdom że miłość jest prawdą
która wynika na końcu każdego równania
zaplątana w niedźwiedzie futro szepcę
a gwiazdy podchodzą blisko
potwierdzają


kiedy trwam
we wnętrzu miękkich kokonów dni
nie wiem
(czas jest względny)
czy dni mijają
czy ja mijam
szybkość ma własności odurzające
coraz szybciej mijają dni


w ciepłych palcach wieczoru
mieszkają świerszcze
i dlatego wieczór się śmieje cicho...
topole bardzo ciekawe
wspięły się na palce
i zaglądają zielonymi liśćmi
w bezczelnie przymrużone
ślepia gwiazd
a księżyc
wąsy uniesione w uśmiech
przeciąga się podłużnie
mruczy


o moim domu
którego ściany
z ciepłych niedomyślonych słów
napiszę najpiękniejszy wiersz
o miłości która rozkwita
w każdym wyszeptanym słowie
w barwie róż
w zapachu ściętej trawy
w pospiesznym spadaniu gwiazd

Halina Poświatowska



Koniec sezonu.
Letników coraz mniej, wiatr zamiata plażę, szeroko,
morze szumi tragiczniej i piękniej,
sosny wtórują.
Jest wspaniale i nudno.
I w życiu, tak samo, po sezonie,
przyjaciół coraz mniej wkoło nas,
pustoszeje świat.
Żywioły za to przychodzą do głosu.
Dla nas szum sosen,
dla nas rozpętany głos morza.
Zapóźniajmy się więc na plażach,
wytrzymujmy "la saison morte"...


Żywot nasz, jak łąka nieustannie przez nas samych ścinana,
rośnie nam równocześnie za plecami aromatycznym,
siennym stosem. Odurzający śnie, który nas czekasz,
kiedyś po skoszeniu całej tej łąki zielonej.
Z głową ukrytą w kopcu tego barwnego siana...

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska



O zmierzchu
pewien mężczyzna staje na balkonie
i wzrok kieruje w siną przestrzeń.
Z roztargnieniem wymienia rzeczy,
które wchodzą mu w oczy
i rzeczy, które tylko stukają
do jego drzwi, ale nie wchodzą.
I oto mężczyzna dobrze już rozróżnia
ciemne powierzchnie pochylonych dachów
i rozrzucone kwadraty świateł,
które odnawiają swoje cytrynowe życie
w oknach na prawo i na lewo.
Umieszcza pod powiekami
trochę wyszczerbiony obraz
przysadzistego drzewa i obraz wysokiego dymu,
który w drodze do rozbłysłej gwiazdy
zmieszał się z powietrzem.
Mężczyzna na balkonie wyobraża sobie
i to wyraźnie, różne sytuacje
jakie się właśnie rozwijają za grubymi ścianami.
Widzi ponurego ptaka
znikającego za krawędzią i wiele jeszcze,
i mnóstwo jeszcze innych rzeczy,
które niemal się przelewają w przepełnionej pamięci.
I jego głowa staje się za mała
na wszystkie te rzeczy,
a jego samotność
za duża dla niego samego
staje się nieznośna.
Mężczyzna patrzy z balkonu,
a sinawa przestrzeń pod nim
odsłania powikłany świat skojarzeń
i on czuje, że może wszystkie
nie wiążące się dotychczas rzeczy
przerzuciły niewidzialne mosty
między zamiarami swoimi i cudzymi.
Mężczyzna rozpostarł ręce,
jedyne jakie posiada,
chciałby wyjaśnić swojemu miastu
zagadkę wyłaniającą się z głębi czasu,
ale w jednej chwili,
w cienkiej szparze pomiędzy decyzją a czynem
przypomniał sobie pewne rzeczy,
między innymi Ikara
i jego postać stanęła mu przed oczyma
przybierając kształt kręgu
niczym ślad kamienia rzuconego do wody.
Mężczyzna zacisnął ręce na balustradzie
i czuje chłód żelaza,
opiera się o ścianę, zamyka oczy.

Chciałby powiedzieć przynajmniej kilka słów,
ale poeci
jeszcze ich nie wymyślili...

Stevan Raičković, przekład Grzegorz Łatuszyński



Wyjdźmy na pola i zamieszkajmy we wsi.
Rano pójdziemy do winnic i zobaczymy,
czy kwitnie winna latorośl,
czy wschodzą kwiaty,
czy pękają pączki na drzewach granatu.
Tam ofiaruję ci miłość moją.
Albowiem miłość mocna jest jak śmierć.
A  namiętność trudna jest jak świat podziemny,
a jej żar jest żarem ognistym,
płomieniem Boga!
Bezmiar wód nie ugasi miłości
ani strumienie jej nie utopią.
Wzgardzony będzie człowiek,
który chce kupić miłość majętnością domu swojego.

Zabierz mnie szybko z sobą, miły mój
i bądź podobny do jelenia lub do młodej gazeli
na balsamicznych wzgórzach.

fragment Pieśni nad pieśniami króla Salomona, przekład Roman Brandstaetter




Jeszcze się rozglądam…
jeszcze nasłuchuję…
Jeszcze chmury rozganiam…
Jeszcze trochę czekam…
Nadzieja szarym smutkiem
przysiadła, niema…
pytająca…
W oczy zagląda…
nie przysiądzie już
kolorowym motylem...
Nie uśmiechnie się
ciepłym splotem ramion…
Życie zamyka swe okna zielone…
tylko serce bezradne
jak ptak
z połamanym skrzydłem
żałośnie w niebo spogląda…
A niebo coraz wyższe
zachodem zamyka
oczy nadziei…
Może ta noc,
co zieleń w krzyk zmienia
przyniesie sen słodki…
jak miłości zatracenie…
na które czekając
rozminąłem się
z życiem…


Jan Studnik, Mistrz Smutnej Poezji...




Oczy miałem zielone....
Czasem słów mi brakuje...
by myśli uchwycić
by powiedzieć, co czuję...
Jesień, co słońca skąpi,
dnie, co chciałyby
żyć jeszcze... nocy zimnej
w objęcia oddaje...
I ja coraz bardziej usycham...
kolorowym liściem się staję...
A ja, co wczoraj dopiero
wiosnę witałem i oczy
miałem... zielone,
dzisiaj na zimę już czekam?
Nie! Życie moje…
Jeszcze wiosną zapachnie...
Jeszcze... nie wszystko skończone!


Jan Studnik




Jesteś... ciepłym...
uśmiechniętym Aniołem,
co delikatnością i pięknem
serce napełnia.
Szelest Twych słów...
skrzydlatych, zapach uczuć...
tęsknotą drżących,
to moje oczy...
wyczekiwaniem...wilgotne...
Jesteś jak kwiat,
co pięknem serce napełnia,
życiu sens nadaje…
Przynosi zapach wieczności...
Och... gdyby tak motylem
usiąść... umrzeć z miłości...


Jan Studnik




Kiedy drzwi,
co wieki już całe
zapraszały by wejść...
Kiedy sercu brak łez
by zapłakać...
Za późno...
za późno na miłość
już jest...
W drzwi choć otwarte...
na próżno kołatać....
Czekałem na Ciebie
z bukietem konwalii
i serce wiersze szeptało...
Ty choć byłaś tuż obok...
powiedzieć...
że nie było Cię wcale...
to mało...


Jan Studnik




Tylko...
Tylko czekanie
na Ciebie,
jeszcze ma jakiś sens...
Nie chcę już nic
od życia...
Chciałbym wtulić się
w Twoją ciszę...
i zasnąć...
Chciałbym Tobą...
oddychać żegnając się
ze światem...
Tylko Twój zapach i …
cisza Twojego istnienia...
I nic już... i nic...
poza tym...


Jan Studnik




W ogrodzeniu.

Zostaw
parę dziur w płocie
stań chwastem
przy wzorowych grządkach
naśladuj przez chwilę
cierpliwe twarze słoneczników
wyciągnij ramiona
po słońce –
każdego potrafi wykarmić
przepotężna misa nieba

uchyl furtkę
może nawet
otwórz bramę –

uwolnij świat
trochę od nieszczęść
trochę od siebie

może znowu
zaskomli
i spróbuje wejść
i zostanie na dłużej
szczenięce szczęście?

na pewno
jest takie jeszcze

jeśli chce –
może tak jak miłość
udawać
że przychodzi na wieczność


Arkadiusz Irek, zagubiony na Cudnych Manowcach :)
















foto: Arek Irek





Świat
można zamknąć w dłoniach –
zmieści się cały
dzięki zaklęciom

a nawet
gdyby zaklęć nie było –
wystarczyłyby gorące usta
pragnienie

ktoś powie
że ocalało słońce
jezioro

być może –
bo gdy jest miłość
możliwe są cuda


Arkadiusz Irek




Opada słowo za słowem –
w gołych ramionach
coraz mniej tajemnic

trzeba pomóc
podeprzeć niebo
przyłożyć czoło do drzewa
wpuścić jesień
zaszeleścić wierszem

podrywa się wiatr
chce wyrwać
zabujać
zatańczyć –
ale to nic
to żaden strach
bo świat świetnie trzyma się
w pustce

czeka w alejce
znajoma samotność –

razem zawsze przyjemniej


Arkadiusz Irek




Waniliowo


Słów wtedy
nie potrzeba było wielu
bo była wanilia

i zapytała waniliowo
przy kawie
czy boi się
tych kilku
kropel deszczu

skłamał
że nie boi się
i podała mu
swoją waniliową dłoń

i wybiegli
i każda z kropel
była jak zaczarowana –
waniliowa

najbardziej te
w spragnionych dłoniach
i te spływające
z kącików ust

potem sprawdzali
kto w czyich
zatopił się oczach

i wzeszła tęcza
oczywiście – waniliowa

i przytulali się
jakby sprawdzali
czy wśród tylu
smaków świata
można waniliowo żyć


Arkadiusz Irek














foto: Andre Schuiteman




Tęsknota


Serca łomot nieucichły
i zachodzą oczy mgłą.
Namiętności dawnej przypływ
znów uderza niby grom.

Miła twarz przede mną staje
jak z dalekich, tkliwych snów,
i powtarzam wiersze stare,
którem ongi dla niej snuł.

Wołam w głos do utraconej
skroś przestrzenie dróg i lat.
Chodź, powróćmy w tamtą stronę,
gdzie miłości naszej ślad!

Kwiat wonniejszy tam rozkwita,
błękitniejszy nieba blask,
nocą słodszy trel słowika,
gęstszym liściem szumi las....

Mikołaj Niekrasow, przekład Wiktor Woroszylski




Powroty miłości na piaskach

Tego ranka, kochanie, mamy dwadzieścia lat.
Lekko idą, powolne, splatając się,
nasze bose cienie drogą wśród ogrodów,
które błękitom morskim przeciwstawiają swe zielenie.
Ty ciągle jesteś jak objawienie,
nadchodzące w ciemny wieczór światło,
kiedy chłopak klucząc za miastem odwleka
rozmyślnie, zamyślony, swój powrót do domu.
Ty ciągle jesteś ta, która przy mnie
idzie szukając sekretnej pochyłości na wydmach,
ukrytego zbocza piasku, tajemnego
trzcinowego gąszczu, który stawia
zasłony przed oczami żeglarskimi wiatru.

Tam jesteś, tam jestem naprzeciwko ciebie, sprawdzając
wysoką temperaturę fal szczęśliwych,
serce morza, które wzeszło w oślepieniu,
umierające w okruchach słodkiej soli i pianach.
Wszystko na nas patrzy później radosne na brzegach.
Zamki w ruiny rozpadłe swe blanki dźwigają,
wodorosty w darze dają nam wieńce, a żagle,
nabrawszy lotności, chcą śpiewać ponad wieżami.

Tego ranka, kochanie, mamy dwadzieścia lat.

Rafael Alberti, przekład Jan Zych














Obraz: Horta



Wymknę się
kiedyś
w śmierć

I nie będę
niczego
żalować

Tylko oddechu
drzew

Katarzyna Suchcicka



(...) Spokojne powietrze
krystaliczne wnętrze
nie chce dodatkowych
substancji
żywię się sobą

Piszę
z ludźmi rozmawiam
uczę się
niereagowania na niegodziwości
i dyplomatyczne wybiegi

Stoję obok, uśmiecham się
czasem ktoś podbiega
kogo ciekawi
góra na której jestem
źródło z którego piję
drzewo

Katarzyna Suchcicka



Niech mi nie będzie odjęta
możliwość
czucia wyraźnie i mocno
smaków
zapachów
i wzruszeń
oglądania
jaskrawych kolorów
szerokich widoków
powiewu chłodu orzeźwiającego
na policzkach
Niech żyję

Katarzyna Suchcicka



Słodka jest tajemnica
płci
przeciwnej i bliskiej

Cała ta elektryka
która strzela
po bokach
niebezpieczna
niepotrzebna
a w zmroku oświetla
i w chłodzie
ogrzewa

Świat cały
w odległych
biegunach

Katarzyna Suchcicka